REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ma żal do Sanepidu

Opublikowano 03 kwietnia 2020, autor: bj

Przez kilka godzin próbował dodzwonić się do Sanepidu. Dwa dni leżał na oddziale zakaźnym. Czekał na wynik testu na obecność koronawirusa. W tym czasie upomniała się o niego policja.

Do Stanów Zjednoczonych Jarosław Dowhan, powiatowy radny i przedsiębiorca z Jasienia, wyjechał na początku marca, na 2 tygodnie, ale gdy zaczęła się rozwijać epidemia koronawirusa, postanowił skrócić pobyt i wsiąść (15.03.) do ostatniego samolotu.

Wystartował z Miami. Leciał do Warszawy. W samolocie wypełnił ankietę, pasażerowie mieli mierzoną temperaturę.

– Wylatywałem z Poznania, więc tam był mój samochód. Dlatego wynająłem samochód, żeby nie jechać pociągiem. Wiedziałem, że czeka mnie kwarantanna – opowiada.

Po powrocie zamieszkał sam, w kawalerce, która wcześniej stała pusta. Żeby nie narażać bliskich. W drugim tygodniu, 24.03., dostał wysokiej gorączki, ok. 39 stopni.

– Dzwoniłem do Sanepidu, ale tam usłyszałem radę, żeby się skontaktować z lekarzem rodzinnym – mówi. Nie ukrywa oburzenia. – Próbowałem panią przekonać, mówiłem, że wróciłem z zagranicy, ale na nic się to zdało.

Skierowanie za wycieraczką

Po rozmowie telefonicznej z lekarzem rodzinnym, pielęgniarka przywiozła mu skierowanie do szpitala zakaźnego. Włożyła je za wycieraczkę samochodu.

– Wsiadłem i pojechałem. Tym autem jeździłem tylko ja, nikt przede mną, czy po mnie, więc uznałem, że to bezpieczne dla rodziny – opowiada.

Przez dwa dni przebywał na oddziale zakaźnym. Dostał kroplówkę, leki, pobrano mu wymaz z gardła. Nie mógł wychodzić z pokoju. Jedzenie było podawane przez podwójne drzwi. Najpierw ktoś otwierał je z zewnątrz, zamykał, potem ja otwierałem te drugie – wyjaśnia.

Podczas pobytu w szpitalu upominała się o niego policja.

– Dostałem chyba z osiem SMS-ów, że złamałem warunki kwarantanny. Choć dzwoniłem na komisariat, mówiłem co się dzieje – tłumaczy.

Wynik na szczęście dla niego okazał się negatywny. W szpitalu jeszcze przed wyjściem lekarze nakazali mu dokończenie kwarantanny.

– Kończyła mi się o północy w niedzielę, 29 marca. Wyszedłem 3 minuty później, bo już nie dawałem rady tego znieść – mówi.

Nie ukrywa, że ma żal do Sanepidu.

– Najpierw przez 8 godzin nie można się było do nich dodzwonić. Potem mnie po prostu olali. Na sesję Rady Powiatu, we wtorek, 31.03., nie poszedłem, bo mam zwolnienie lekarskie. Zresztą gdybym poszedł, to czuję, że dyrektor Sanepidu, który tam był, usłyszałby ode mnie kilka słów prawdy – kończy.

Napisz komentarz »