REKLAMA

Zdrowie

W szpitalach jak na wojnie

Opublikowano 03 kwietnia 2020, autor: bj

Wciąż czekają na respiratory. Na razie dostają kombinezony i maseczki. Mają nadzieję, że będzie ich więcej. I proszą wszystkich o pomoc. W szpitalach sytuacja jest dramatyczna, bo brakuje wszystkiego, co może pomóc ratować życie pacjentów i zabezpieczyć personel.

– Na respiratory trzeba czekać 6 do 8 tygodni. Nawet, gdy się je już zamówi. Niestety, my ciągle czekamy na obiecane pieniądze. Nie otrzymaliśmy ich jak dotychczas ani z Urzędu Marszałkowskiego, ani z Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego. Wysłaliśmy ponowne zapotrzebowanie na te środki. Czas jest bardzo ważny, bo nie wiem, jak będą robione zakupy – czy będziemy mogli zrobić to sami, jako szpital, czy też będą musiały to załatwić urzędy – mówi Jolanta Dankiewicz, prezes Szpitala na Wyspie w Żarach. Szpital potrzebuje 10 respiratorów.

W tej chwili repiratory, które posiada szpital, są wykorzystywane w zasadzie cały czas. Ma ich 9.

– Na OIOM-ie korzysta z nich 3 pacjentów. To i tak nieco mniej, bo zazwyczaj jest ok. 5. Sprzęt musi być też do dyspozycji na bloku i salach operacyjnych. Odłożone są zabiegi planowe, ale w stanach ostrych operacje są cały czas wykonywane – tłumaczy J. Dankiewicz. Przypomina, że szpital przyjmuje jedynie tych pacjentów, którzy nie są zarażeni koronawirusem, za to swoim działaniem obejmuje większy obszar niż do tej pory (powiaty żarski, żagański, krośnieński, a nawet część województwa dolnośląskiego). Widać to na przykład po zwiększonej liczbie rodzących kobiet. Normalnie miesięcznie w szpitalu na świat przychodzi 65-70 dzieci. W marcu urodziło się 91.

Epidemia się rozwija, dlatego nie jest wykluczone, że mogą zostać zmienione decyzje dotyczące przeznaczenia szpitali.

– Sytuacja jest dynamiczna. I z tym się też liczymy – mówi J. Dankiewicz.

Czekają na więcej

Na szczęście do Szpitala na Wyspie dotarły właśnie przyłbice.

– Jest ich 150. Otrzyma je personel, który najczęściej ma kontakt z pacjentem i gdzie istnieje największe ryzyko. Każda sztuka będzie spersonalizowana. Każdy będzie musiał o nią dbać i dezynfekować. Bo to sprzęt wielorazowego użytku – wyjaśnia J. Dankiewicz.

To bardzo ważne, bo choć do szpitala niemal jednocześnie trafiło 25 podarowanych przyłbic, wydrukowanych na drukarce 3D, to jest ciągle mało.

– Potrzebujemy 350. Inną rzeczą jest, że za przyłbice, które kupiliśmy, zapłaciliśmy jakieś 200 proc. drożej – zaznacza J. Dankiewicz.

Szpital decyzją (31.03.) Rady Powiatu otrzymał 400 tys. zł na wyposażenie trzeciej sali operacyjnej.

– Jest nam to bardzo potrzebne. Ale na razie wstrzymamy się z zakupami, bo nie wiem, czy wcześniej pieniądze nie będą potrzebne na środki ochrony osobistej. Dostaliśmy też 100 tys. z Urzędu Miasta. Tych pieniędzy już nie ma. Zostały wykorzystane na zakupy. Cały czas otrzymujemy mniejsze, większe wpłaty od firm i osób fizycznych. Ostatnio wsparło nas Swiss Krono, Spomasz. Bardzo dziękujemy i liczymy na dalszą pomoc. Potrzeby są ogromne,  przyłbice, maseczki – mówi J. Dankiewicz.

Pomagają sobie nawzajem

Brakuje także kombinezonów, którymi jednak Szpital na Wyspie wspomógł 105. Szpital Wojskowy.

– Mieliśmy ostatnie kilka sztuk. W dodatku w małych rozmiarach. Pani prezes zgodziła się wymienić na większe, męskie. W dodatku pożyczyła nam 20 sztuk – mówi Marek Femlak, zastępca komendanta 105 Szpitala Wojskowego.

Ten towar jest tu bardzo deficytowy. Tak jak maseczki hepa z filtrem węglowym.

– Otrzymaliśmy ok. 2 tys. maseczek chirurgicznych, 100 sztuk hepa i ok. 100 kombinezonów. Do tego 20 podarowanych przyłbic – wylicza M. Femlak. I ocenia krótko: – Zazwyczaj tych rzeczy mamy na styk. Bardzo chętnie przyjęlibyśmy jeszcze kilka tysięcy kombinezonów. Jedna z firm w regionie jest w trakcie przekwalifikowania linii produkcyjnej. Lada moment mają otrzymać atest i będą szyli kombinezony. W dodatku chcą nam je sprzedawać po kosztach. Kombinezon kosztuje ok. 350 zł. My będziemy kupować za ok. 80 zł – podkreśla M. Femlak.

Szpital czeka też na 20 zamówionych respiratorów.

Te potrzeby teraz są szczególnie ważne. W żagańskiej filii szpitala pojawiła się pierwsza pacjentka zarażona koronawirusem.

– Dostrzegam zmianę w zachowaniu personelu. Jeżeli wcześniej czasem zdarzało się zaobserwować zsuniętą z twarzy maseczkę albo wręcz schowaną do kieszeni, to teraz sprzęt jest zawsze stosowany, cały czas, w każdej sytuacji – przyznaje M. Femlak. I opowiada o kategorycznej postawie personelu. – Pracownicy pogotowia ratunkowego poinformowali, że nie podejmą pracy, jeżeli karetki nie będą wyposażone w te materiały.

A jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa, świadczą już przypadki psychicznego zmęczenia.

– Na szczęście nieczęste. Jedna lekarka poprosiła o zmniejszenie liczby godzin pracy, internista z POZ zerwał z nami umowę, jeden lekarz odszedł z SOR, bo nie wytrzymał presji. Również z SOR-u kilka osób wzięło opiekę, bo są rodzicami małych dzieci, dotyczy to też kilku pielęgniarek – wylicza M. Femlak.

Napisz komentarz »