REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Bardzo ciche pożegnanie

Opublikowano 03 kwietnia 2020, autor: bj

Życzeniem Bronisławy Banasik (? 89 l.) było spocząć w miejscu, skąd pochodziła i gdzie spędziła całe życie. Jej ostatnie pożegnanie w czasie epidemii opisuje wnuk Marcin z żoną Jolantą.

Wnukowie bardzo przeżywają śmierć ukochanej babci.

– Nauczyła nas miłości, odpowiedzialności, radości z życia, cieszenia się każdą chwilą.  Bardzo nas wszystkich kochała. O swoich prawnukach mówiła „skowronki” – wspominają.

Nie mogli się przytulić

Pragnieniem pani Bronisławy było spocząć w miejscu, skąd pochodziła i gdzie spędziła całe życie. Czyli w Wymiarkach. Tu, gdzie wszystkich znała i gdzie mieszkała znaczna część jej rodziny. Dlatego, gdy odeszła w sobotę, 28.03., najbliżsi nie mieli wątpliwości, że ich obowiązkiem jest spełnienie jej życzenia.

– Babcia była wszystkim bardzo bliska. Od pewnego czasu mieszkała u córki w Warszawie. Mieliśmy jechać do niej w marcu. Niestety, zatrzymała nas epidemia – wspominają ze smutkiem pan Marcin z żoną.

Pogrzeb (31.03.) w rodzinnej miejscowości, w związku z epidemią koronawirusa, był jednak inny niż ostatnie pożegnanie, jakie rodzina chciałaby zapewnić pani Bronisławie.

– Trumna nie mogła stać w kościele podczas mszy żałobnej, dlatego postawiliśmy zdjęcie babci, aby w ten sposób mogła być z nami. Na nabożeństwie poza księdzem, kościelnym i organistą zgodnie z obecnymi przepisami mogło być tylko 5 osób – mówi pani Jolanta.

Przed wejściem na cmentarz pracownicy firmy pogrzebowej uprzedzili żałobników, że w uroczystości może wziąć udział tylko 5 osób. Dlatego nad grobem pani Bronisławy stanąć mogły tylko jej dzieci, bez współmałżonków i swoich dzieci.

– Choć jesteśmy bardzo liczną, kochającą się rodziną. Przyjechała córka babci, Elżbieta, z Warszawy, inni bliscy. Nie mogliśmy się nawet przytulić, okazać sobie wsparcia, podzielić się smutkiem. Po pogrzebie, prosto z cmentarza pojechali do domu. Nie mogliśmy zrobić wspólnego obiadu, żeby powspominać, pocieszyć się nawzajem w smutku – tłumaczą.

Napisała list

W to, że kochanej prababci już nie ma, trudno uwierzyć dzieciom Jolanty i Marcina.

– Zwłaszcza naszej córce, 12-letniej Karinie. Od małego była z nią, babcia brała ją na kolana, tuliła. Natomiast nasza najmłodsza córka, Iga jest bardzo do babci podobna, mówią o niej „cała babcia Bronia”. Teraz Karina napisała list, który włożyliśmy do babci trumny. Tylko tak mogła ją pożegnać. I z tym niełatwo się pogodzić-tłumaczą.

Pani Jolanta opowiada nam o ostatniej drodze babci, bo jak mówi,  na rozwieszonych klepsydrach nie było żadnych informacji   na temat mszy żałobnej. 

– I tak nikt nie mógłby przyjść. Nie chcielibyśmy, by ksiądz miał kłopoty albo ktokolwiek inny. Może teraz ktoś wspomni moją babcię, pójdzie ją odwiedzić na cmentarzu – mówi z nadzieją. Bo pani Bronia lubiła ludzi i oni ją bardzo lubili. – Ksiądz dobrze babcię znał. Była bardzo pobożna, wierząca. Rano podczas kazania powiedział, że pada śnieg, ale babcia na pewno pożegna nas promieniami słońca. I tak było. Pogrzeb był o godz. 15. Było wtedy piękne słońce. Jakby chciała nam pokazać, że jej już jest dobrze, że mamy się nie martwić – kończy pani Jolanta.

Napisz komentarz »