REKLAMA

Komunikacja

Psują jedną drogę, żeby naprawić drugą

Opublikowano 27 marca 2020, autor: bj

Taki sprytny sposób na tanią naprawę ul. Gdańskiej w Lubsku znaleźli miejscy urzędnicy. Mieszkańcy mówią, że to robota głupiego.

– Wybraliśmy się z żoną do lasu. I nagle zobaczyliśmy, że na naszej drodze, która jest takim skrótem do Lubska i nad zalew Karaś, pracują maszyny i robotnicy. Zdejmowali z naszej drogi betonowe płyty, które leżały tu ze 40 lat! – do redakcji gazety „Regionalnej” zadzwonił Waldemar Brudziński, mieszkaniec Dłużka (gm. Lubsko). Zapytali od razu, po co ta rozbiórka. – I usłyszeliśmy, że robią to dlatego, żeby naprawić ul. Gdańską w Lubsku – denerwuje się pan Waldemar.

Z ich drogi po zerwaniu płyt pozostał gruntowy trakt. Nie wyobrażają sobie, żeby można było tędy jeździć na przykład rowerem, tak jak przez kilka dekad robili to mieszkańcy wioski.

Z prośbą o interwencję zwrócili się do redakcji.

Jak się okazuje, taki był faktycznie sprytny pomysł na załatanie dziurawej jak rzeszoto ul. Gdańskiej. Potwierdza to Kamil Zakrzewski, naczelnik wydziału infrastruktury i gospodarki nieruchomościami w Urzędzie Miasta w Lubsku.

– Sytuacja ekonomiczna Lubska jest taka, że nie ma możliwości innego sposobu naprawy. Na ulicy Gdańskiej jest znacznie większy ruch niż na drodze prowadzącej przez las, do pola, na cmentarz i do stacji uzdatniania wody. Zresztą mieszkańcy Dłużka mają do dyspozycji standardową drogę powiatową – argumentuje K. Zakrzewski.

Tyle tylko, że – jak zapewniają mieszkańcy Dłużka – dzięki tej drodze, na skróty i bezpiecznie mogą dotrzeć do sklepu i nad zalew.

Z prośbą o interwencję zwracamy się do Janusza Dudojcia, burmistrza. Przedstawiamy argumenty mieszkańców.

– Wstrzymuję prace – słyszymy zapewnienie.

Potwierdza to K. Zakrzewski: – Rozebrane zostało tylko 60 metrów takiego mniej używanego końcowego odcinka drogi. Prowadzi on tylko do pola. Natomiast odcinek prowadzący do cmentarza i stacji uzdatniania wody pozostanie – zarzeka się K. Zakrzewski.

Na glinie nie da się budować

Naczelnik tłumaczy, że na ul. Gdańskiej płyty będą lepiej wykorzystane.

– Tam naprawialiśmy nawierzchnię przy użyciu tłucznia, ale tłuczeń jest wybijany i tworzą się potężne dziury. W efekcie często maszyny musiały wracać tu czasem co 2 tygodnie. A to generuje koszty. Już pomijam reakcje mieszkańców, którzy krytycznie na to patrzą, właśnie ze względu na sytuację ekonomiczną miasta, czemu też trudno się dziwić. Tyle, że nas zwyczajnie nie stać na inwestycję, stąd taki pomysł – tłumaczy.

Na pytania dziennikarza o to, co mają bez drogi zrobić mieszkańcy Dłużka, deklaruje, że drogę mieć będą.

– Gdy tylko wywieziemy płyty, natychmiast zostanie przywieziony tłuczeń i droga zostanie w ten sposób utwardzona – tłumaczy K. Zakrzewski.

W Dłużku mieszkańcy odetchnęli z ulgą.

– To dobrze, że się zatrzymali. Mamy jednak nadzieję, że się jeszcze raz zastanowią. Bo na tej drodze jest gliniane podłoże. Kombajn jeżdżący na pole ją po prostu rozniesie i zrobi się breja. A w ten sposób to będą pieniądze wyrzucone w błoto – mówi W. Brudziński.

Bo jak mówią, takie psucie jednej drogi i naprawianie innej to robota głupiego.

 

 

 

 

Napisz komentarz »