REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Sepsa zabiła naszego aniołka

Opublikowano 27 marca 2020, autor: Piotr Piotrowski

7-letnią dziewczynkę z podżagańskich Dzietrzychowic zabiła sepsa.

Lenka nigdy poważnie nie chorowała. Jak podkreślają jej rodzice, rzadko zdarzało się jej przeziębienie czy katar. Gardło zaczęło ją boleć w niedzielę, 15 marca. Dostała też gorączki i  kaszlu. Rodzice zabrali dziewczynkę na prywatną wizytę u lekarza rodzinnego.

– Lekarz stwierdził zapalenie krtani. Przepisał leki na zbicie gorączki i inhalację. Mimo to, wysoka temperatura dalej się utrzymywała, więc pojechaliśmy do lekarza jeszcze raz – opowiada Bogdan Dąbrowski, ojciec Lenki. – Po kolejnej wizycie stan córeczki się poprawił. W środę, 18 marca, czuła się już dobrze, ale w nocy zaczęła słabnąć, wymiotować. Pojechaliśmy na pogotowie do Żagania. Gdy okazało się, że sytuacja jest poważna, stamtąd pojechaliśmy do żarskiego Szpitala na Wyspie. Po wykonaniu badań, lekarz stwierdził, że stan córeczki jest bardzo ciężki. Ma sepsę i to tę w najgorszym wydaniu.

Mimo usilnych prób lekarzy, dziewczynka zmarła w wyniku bakteryjnego zakażenia organizmu i niewydolności krążenia.

– Lekarze pytali nas, czy wcześniej dziecko przebywało na leczeniu w szpitalu, gdzie mogło się zarazić sepsą. A przecież ona nigdy nie chorowała tak poważnie, aby trafić na oddział  – dodaje pan Bogdan.

Cała wieś ją kochała

W poniedziałek, 23 marca, siedmiolatkę żegnała cała wieś. Najbliższa rodzina, krewni, znajomi, sąsiedzi.

– Kochali ją tutaj wszyscy. Do dziś pamiętam cudowny głos Lenki podczas śpiewania kolęd na nabożeństwie z okazji świąt Bożego Narodzenia – mówi sołtys Dzietrzychowic, Jan Polak. – To była dziewczynka „do rany przyłóż”.

– Sepsa zabiła naszego aniołka, który roztapiał wszystkie lody – dodaje z płaczem jej ojciec. – Chodziła z babcią na zajęcia do koła gospodyń, śpiewała kolędy w kościele, była duszą towarzystwa, naszym skarbem. Każdy ją lubił w Dzietrzychowicach. Teraz życie nie będzie już takie samo. Trudno będzie przejść do porządku dziennego po stracie własnego dziecka. Mamy dla kogo żyć, bo jest jeszcze starsza, 11-letnia córeczka. Ona nas trzyma przy życiu.

Rodzina dziękuje wszystkim za udział w ostatniej drodze Lenki.

Napisz komentarz »