REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Nie kłam medyka!

Opublikowano 27 marca 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Jedno kłamstwo, jedno przemilczenie może sprawić, że nie będzie miał kto udzielać nam pomocy medycznej. Tak stało się w tym tygodniu, gdy zamknięty został oddział chirurgii dziecięcej, bo babcia nie przyznała się lekarzom, że jej wnuk może mieć koronawirusa. A miał!

Z dnia na dzień przybywa kolejnych chorych na koronawirusa, jednak wciąż mamy zawały, udary i łamiemy nogi. Jak zatem wygląda praca pogotowia ratunkowego w czasach zarazy? Na pytania gazety „Regionalnej” odpowiada lek. med. Ryszard Smyk, kierownik Pogotowia Ratunkowego 105. Szpitala Wojskowego.

Jak wygląda praca załogi karetki pogotowia w czasach epidemii? Czy wiele zgłoszeń dotyczy podejrzeń zakażenia koronawirusem?

Ryszard Smyk: Nie ma dnia, żeby nie wezwano nas do podejrzenia koronawirusa. Nie ma też w tym nic dziwnego, bo obsługujemy 170 tys. ludzi. Zanim karetka wyjedzie po pacjenta, dyspozytornia w Gorzowie Wielkopolskim przeprowadza już pierwszy wywiad. Dzięki temu wiemy, czy jedziemy do zawału, zatrucia czy też do kogoś, kto mógł się zarazić koronawirusem. Jeżeli wiemy to od samego początku, jedziemy ubrani w pełen zestaw ochronny. W naszym pogotowiu wprowadziliśmy też kartę epidemiczną, w której ratownicy zadają pytania przed wejściem do domu czy mieszkania. Zawsze mamy numer telefonu, ta ankieta jest bardzo prosta, zero jedynkowa. Odpowiedzenie na pytania zajmuje kilkanaście sekund, a pacjenci odpowiadają na nie – tak lub nie. Pytamy, czy są objawy infekcji koronawirusem, czy pacjent miał kontakt z kimś zarażonym lub będącym na kwarantannie. Jeżeli na któreś z pytań pada odpowiedź pozytywna, ratownicy szybko ubierają się w strój ochronny, zanim wejdą do mieszkania.

Czy jadąc do zawału też musicie być specjalistycznie ubrani?

W takich przypadkach bardzo ważne jest, by nas nie okłamywać. Bo można mieć zawał i być zarażonym koronawirusem. Jeżeli to zawał, bez objawów wirusa, taki pacjent trafia do nas, natomiast gdy są przesłanki świadczące o potencjalnym zarażeniu, są wyznaczone specjalne odziały, na które ma trafić taki pacjent. I tak na przykład z zawałem i koronawirusem zawieziemy pacjenta na odział kardiochirurgii w Zielonej Górze. Dobrym przykładem opisującym taką sytuację jest przykład 4-latka, którego babcia, nie informując o objawach u jego mamy, czyli kłamiąc na temat zagrożenia wirusem, wyeliminowała cały odział chirurgi dziecięcej w Zielonej Górze. Najbliższy jest teraz w Gorzowie Wielkopolskim, a jeżeli tam ktoś skłamie, to w całym województwie nie będzie oddziału i trzeba będzie dzieci wozić do Poznania. 

Czy w przypadku, gdyby ktoś z pogotowia zaraził się koronawirusem, a część załogi musiała pójść na kwarantannę, jesteście w stanie pracować?

Przy takiej ilości ludzi, jaką mam, grafik udaje się spiąć, jednak gdyby znaczna część załogi odpadła, to zwyczajnie byłby problem. Na razie pracujemy normalnie, stąd nasz apel o to, by nas nie okłamywać. Ratownicy, którzy jadą do osoby z koronawirusem w pełnym zabezpieczeniu, są uważani za osoby bezkontaktowe i nie muszą mieć kwarantanny. Jednak, gdy pacjent zataja, że może być zakażony, a potem wynik wychodzi pozytywny, jak u tego 4-latka, to takie kłamstwa mogą doprowadzić do paraliżu służby zdrowia. Takie przypadki nie są nagminne, ale jak widać, wystarczy jeden, by mocno skomplikować życie służbie zdrowia i pacjentom, którzy z pomocy lekarzy muszą korzystać.

Ciągle słyszymy o niewystarczającej liczbie środków bezpieczeństwa. Strojów, rękawiczek, maseczek, płynów do dezynfekcji. Boicie się, że może ich zabraknąć?

Na razie mamy odpowiedni zapas. Dostaliśmy komplety od wojewody, od wojewódzkiego Sanepidu i Ministerstwa Obrony Narodowej. Teraz liczba przypadków jest niska, jednak gdyby zaczęły się masowe zachorowania, to takiej sytuacji się boimy. Każdego dnia zdaję komendantowi raport z tego, jaka liczba kompletów ochronnych została zużyta. Jak na razie najwyższy wynik to sześć. Czekamy także na 300 przyłbic. Na razie obiecano nam, że środków ochrony nie zabraknie i nie powinniśmy się obawiać.

Wiele osób zaangażowało się w pomoc. Powstały akcje #NieKłamMedyka czy #gastropomaga. Czujecie, że ludzie was wspierają?

Czujemy ogromne wsparcie. Mnóstwo osób zaangażowało się bezinteresownie w naszej wspólnej walce z koronawirusem. Chciałbym w imieniu swoim i naszego zespołu podziękować kilku szczególnym osobom, których wielkie serca bardzo dużo dla nas znaczą. Są to Stanisław Gacek ze Szprotawy, który ozonował nasze karetki, deklarując dalszą pomoc. Także za ozonowanie karetek chciałbym podziękować firmie Danpol z Żar. Jadwidze Jankowiak i firmie Still za zakup przyłbic ochronnych. Agacie Śmiegiel z Żagania za zakup pralki do prania odzieży ochronnej. Marii Tobiasz z Iłowej za miły gest w postaci słodkich babeczek, także Agnieszce Kubickiej z Kawiarenki u Agnieszki z Żar za słodkie wsparcie ratowników. Właścicielom lokali Burger House i Didim Kebab za dostarczanie obiadów naszym ratownikom. Firmie Chroma za zakup drukarki 3D, dzięki której firma Majsterkowo produkuje dla ratowników ochronne przyłbice. Oldze Ciechanowicz-Pastuszka za zorganizowanie akcji szycia maseczek, w którą włączyło się tak wiele osób. Wiolecie i Pawłowi Drozd z pracowni sukien ślubnych Novia z Żar za uszycie kolorowych maseczek ochronnych dla naszego zespołu. Bardzo dziękujemy za wsparcie w trudnych chwilach.

Jak ważne jest, żeby was nie okłamywać i nie zatajać objawów wirusa? Co należy powiedzieć ratownikom?

Niekłamanie jest dla nas kluczowe. Wystarczy rzetelnie odpowiadać na pytania zadawane przez dyspozytora, a później przez ratowników medycznych. Bo jeśli tego typu rzeczy, jak wspominana już historia zarażonego koronawirusem 4-latka, będą się powtarzać, to w ciągu kilku dni wyeliminujemy całą służbę zdrowia. Im wcześniej zaczniemy leczenie, im więcej wiemy, tym lepiej dla pacjenta. Do kogo zadzwonicie, gdy złamiecie nogę, spadając ze schodów, gdy nas nie będzie? Dlatego prosimy – nie kłamcie, nie zatajajcie i nie bagatelizujcie tego, z czym wszyscy musimy się zmierzyć.

Napisz komentarz »