REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

To wierzchołek góry lodowej

Opublikowano 27 marca 2020, autor: mk

Rafał Kołsut, ordynator oddziału dziecięcego i lekarz naczelny Szpitala na Wyspie w Żarach, odpowiada na najważniejsze pytania dotyczące koronawirusa.

Jak ochronić się przed koronawirusem, jak sprawić, by nasze bezpieczeństwo było wyższe?

Rafał Kołsut, lekarz naczelny Szpitala na Wyspie, ordynator oddziału dziecięcego: Ciągle jesteśmy w początkowym okresie tej epidemii, daleko jeszcze do szczytowego momentu. Przypadki, o których wiemy, to wierzchołek góry lodowej, ponieważ wykonujemy bardzo mało testów. Co możemy zatem zrobić dla naszego bezpieczeństwa? Oczywiście to, co powtarzamy wielokrotnie – trzeba myć ręce, ale tak naprawdę najbardziej możemy sobie pomóc sami w ten sposób, że nie będziemy wychodzić z domu. To absolutnie najlepsza rzecz, jaką możemy zrobić, żeby pokonać tego wirusa.

Czy możemy wyjść z domu na przykład na spacer?

Tak, możemy. Pod warunkiem, że wsiądziemy do własnego samochodu ze swoimi domownikami i pojedziemy pospacerować w miejscu, w którym nie ma ludzi. Absolutnie są niedopuszczalne w tej chwili jakiekolwiek spotkania w 3, 4 osoby i więcej. To nie wchodzi w grę, bo to raj dla tego wirusa. Kolejna rzecz – gdy idziemy na zakupy, to niech nie wybiera się na nie cała rodzina, żona, mąż i dzieci. Niech jedzie jedna osoba. To nie jest czas, żebyśmy zakupy traktowali jak formę rozrywki. Jedziemy, kupujemy, co mamy kupić i wracamy do domu. Obserwujmy też formujące się kolejki za chlebem czy mięsem. Jeżeli widzicie, że w jakimś sklepie jest więcej osób, to po porostu wyjdzie. Musimy nauczyć się zachowywać odległość od 1,5 metra do nawet 2 metrów od innej osoby. To jest prosta rzecz, która może uratować życie. Pamiętajmy, że my możemy przejść chorobę łagodnie, ale nasza mama, tata, babcia, dziadek czy wujek – źle. Proszę was, abyście absolutnie ograniczyli spotkania. To nie jest czas na kawę i herbatę ze znajomymi. Kontakt możemy mieć tylko z osobami, które mieszkają z nami w domu. Więcej z nikim.

Gdy pojawiła się informacja o wirusie, z aptek zaczęły znikać leki zarówno przeciwbólowe, przeciwzapalne, jak i te podnoszące odporność. Czy to dobra droga?

I znowu to, co powiem, nie będzie miłe. Nie ma cudownego sposobu, który sprawi, że nie zachorujemy na koronawirusa. Gdyby był, nie mielibyśmy takiej sytuacji, jaką mamy teraz. Nic też w cudowny sposób nie poprawi naszej odporności. W miarę możliwości starajmy się rozsądnie i zdrowo jeść, dużo pić. Jedzmy warzywa i owoce, pijmy wyciskane przez nas soki. Starajmy się wychodzić na świeże powietrze, chociaż na chwilę, oczywiście, nie narażając się na kontakt z innymi. Nie może być tak, że wyjdziemy z dzieckiem na plac zabaw, a tam przyjdzie koleżanka ze swoim dzieckiem i osiadamy sobie razem na ławeczce, wychodząc z założenia, że nic się nie dzieje, bo przecież spotkały się tylko cztery osoby i to na świeżym powietrzu. To nieprawda!

Początek wiosny to czas, w którym więcej chorujemy. Na oddziale dziecięcym jest wówczas więcej pacjentów. Jak zorientować się, że dziecko ma zwykłą infekcję, a nie wirusa?

Z tym jest problem. Według informacji, jakie mamy od kolegów z Włoch, Niemiec czy Hiszpanii, infekcja u dzieci przebiega bezobjawowo albo objawy są bardzo skąpe. Jeżeli miałbym powiedzieć, czy są jakieś dobre informacje związane z koronawirusem, to właśnie to, że generalnie nasze dzieci są bezpieczne, bo przechorują to łagodnie. Jednak tak jak w przypadku dorosłych, za wszelką cenę chrońmy dzieci, które mają problemy immunologiczne, czyli na przykład podczas leczenia onkologicznego. U tych dzieci wirus też jest dużo bardziej zjadliwy niż u osób zdrowych. Natomiast nawet u takich dzieci, leczących się, jest dużo mniej zgonów w porównaniu z dorosłymi chorującymi na przykład onkologicznie. U nich koronawirus jest bardzo groźny. Śmiertelność u osób dorosłych i obciążonych chorobami towarzyszącymi jest bardzo, bardzo wysoka. A dzieci przede wszystkim izolujmy, dlatego że mogą przenieść wirusa na osobę dorosłą.

Czy pan, jako lekarz, jest w stanie stwierdzić, czy dziecko, które trafiło do was z gorączką, nie jest chore na koronawirusa?

Tego nie wiadomo, nie ma takiej możliwości, żeby to rozróżnić. Jedynym wyjściem byłoby, gdybyśmy mogli wykonywać testy. Jednak Ministerstwo Zdrowia nie przewiduje takiej możliwości, wychodząc z założenia, że dzieci nie chorują ciężko, dlatego nie ma potrzeby, by wykonywać im testy. Nasze zdanie, jako pediatrów, jest inne. Bo nawet jeżeli dzieci przechorują to bezobjawowo, to chodzi o przerwanie transmisji wirusa. A w tej sytuacji nie mamy na to żadnego wpływu, bo nie mamy możliwości robienia testów u dzieci. Prawda jest taka, że każde dziecko z objawami infekcji górnych dróg oddechowych, a także – jak przekazali nam chińscy koledzy – z objawami ze strony układu pokarmowego, na przykład z biegunką albo wymiotami, powinno mieć zrobiony test. Dlatego tak ważne jest izolowanie dzieci, by nie były pasem transmisyjnym przenoszącym wirusa.

*Rafał Kołsut na pytania dziennikarza odpowiadał w Telewizji Regionalnej. Wywiad można obejrzeć na stronie www.telewizjazary.pl
Napisz komentarz »