REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Okropna noc na zakaźnym

Opublikowano 20 marca 2020, autor: mk

Rodzina Rybaczków z Bad Muskau przeżyła chwile grozy po tym, jak okazało się, że mogli zarazić się coronawirusem. Długo szukali pomocy.

 Gdy wieść o tym dotarła do szkoły w Łęknicy, do której uczą się dzieci Janety i Ariela Rybaczek, szkołę zamknięto. Łęknicka podstawówka była pierwszą szkołą w regionie, którą zamknięto przez epidemię.

Przypomnijmy. Rodzina Rybaczyków pojechała do Jastrzębia Zdroju 5 marca. Zatrzymali się w mieszkaniu mamy Ariela. Ta niespodziewanie wróciła z Włoch. Źle się czuła. W Polsce było już głośno o wirusie, dlatego rodzina skontaktowała się z pogotowiem i sanepidem. Nikt im nie pomógł.

– Okazuje się, że zrobić test na koronawirusa wcale nie jest łatwo – mówi Janeta. – Gdy wróciliśmy do Bad Muskau, próbowaliśmy w niemieckim sanepidzie i oddziale zakaźnym. Wszyscy odsyłali nas z kwitkiem – opowiada.

W końcu, zdesperowani, w piątek, 13.03., pojechali na odział zakaźny w Zielonej Górze.

– Zanim weszliśmy na odział, najpierw przeprowadzono z nami wywiad lekarski. Opowiedzieliśmy o babci, o tym, że była osłabiona – relacjonuje Janeta.

Była z nimi także trójka ich dzieci, Paweł (14 l. ), Kamila (12 l.) i Szymek (5 l.).

– Zdecydowali, że trzeba zrobić nam testy. Kazali nam poczekać, dostaliśmy maseczki, a lekarze założyli stroje ochronne. Dopiero wtedy wprowadzono nas na odział – opowiada Janeta.

Rodzina ze szpitala wyszła w sobotę (14.03) około południa. Wynik testu był negatywny, w końcu mogli odetchnąć z ulgą.

– Pobrali nam wymazy z nosa, takim długim patyczkiem, przypominającym ten do czyszczenia. Pobrali także krew. Za każdym razem, gdy wchodzili do nas lekarze czy pielęgniarki, byli zakryci od stóp do głów. Z emocji nie mogłam spać, bardzo się stresowałam. Ja byłam w pokoju z córką i młodszym synem, a mąż ze starszym synem – opowiada Janeta. I podsumowuje: – Ta noc była okropna.

Napisz komentarz »