REKLAMA

Gospodarka

Przetrwamy ten kryzys?

Opublikowano 20 marca 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Zawieszają działalność, czekają, co jeszcze się wydarzy i jak długo potrwa życie w zawieszeniu.

– Koronawirus wpłynął na branżę – nie ukrywa Marek Janków, właściciel restauracji „Janków” – Nie da się tego ukryć, czuć, że jest stagnacja.

– Wszyscy mamy takie samo poczucie – mówi Jolanta Tomalak, właścicielka restauracji „Złoty Lew”. – Czekamy na to, co będzie dalej. Czy straty się odrobi, czy nie, to wszystkich nas mobilizuje, ta świadomość walki o nasze zdrowie. Jeżeli moi współpracownicy będą zdrowi, klienci i my sami, to wszystko jakoś się ułoży.

 Strach, co dalej

– Boję się o firmę. Wszystko jest poodwoływane – skarży się Róża Jurkowska-Maślak, właścicielka „Starego Folwarku” w Pietrzykowie. – Do świąt praktycznie wszystkie imprezy są odwołane. W święta mieli przyjechać do nas Niemcy, ale granice są przecież zamknięte. W tygodniu zaczęli też już dzwonić klienci, którzy zastanawiają się nad przeniesieniem swoich majowych imprez. Nikt teraz nie podejmie się robienie imprez, nawet tych mniejszych niż 50 osób. Znamy sytuację kobiety w Polsce, która zorganizowała dyskotekę na 25 osób, a teraz grozi jej 8 lat więzienia. Zatrudniam ludzi, trzeba im przecież płacić. Mamy teraz duże zmartwienie, jak to wszystko spiąć. Naprawdę nie wiem co będzie, jak to potrwa dłużej. Cała branża upadnie.

W czarnych barwach

– Sezon weselny zaczyna się w czerwcu i jakoś spróbujemy wytrzymać – mówi Jan Okapiec, właściciel hotelu „Chopin” w Żarach i „Willa Park” w Żaganiu. – Zdecydowałem się zamknąć hotel w Żarach. Żagań na razie pracuje. Myślę, że jakoś przetrwamy ten kryzys, ale muszę przyznać, że widzę wszystko w czarnych barwach. Liczę, że rząd pomoże jakoś przedsiębiorcom. Z dnia na dzień, ponoszę bardzo dużo straty – przyznaje J. Okapiec.

 Odpowiedzialna decyzja

– Zdecydowałam się zamknąć salon do 25 marca – mówi Beata Korczyńska, właścicielka „Studio Beata Korczyńska”. – To była moja decyzja, tylko nieliczne klientki chciały przenieść termin z powodu choroby lub też braku możliwości przyjazdu z zagranicy. Mam świadomość, że wprowadzone przez nas wcześniej rozwiązania dotyczące reżimu sanitarnego w salonie mogą być niewystarczające, wiem także, że chory bezobjawowy może już zarażać. Decyzja była o tyle trudna, że podjęta bez żadnej gwarancji wsparcia ze strony władz, gdyż zamkniecie salonu powoduje całkowity brak przychodów, a koszty stałe ponosimy.

 Zobaczę, co potem

– Zamknęłam firmę, to nie miało sensu – mówi Izabela Mielniczyn, właścicielka kwiaciarni „Pachnie mi”. – W czwartek (red. 12.03) już mi towar nie dojechał. W poniedziałek (red. 16.03) dostałam informacje, że kolejne kwiaty nie dotrą. Nie wrócę do pracy, dokąd szkoły nie ruszą. Tydzień w domu to jeszcze nie tragedia, ale zobaczę, co będzie potem. Zastanawiam się nad wprowadzeniem opcji dostarczania kwiatów do domów. Ale dopiero, gdy ruszą hurtownie.

 To konieczność

– Zdecydowałam się zawiesić zajęcia do 27 marca – mówi Marcelina Końcowik, instruktorka jogi. – Podobnie mąż, który prowadzi zajęcia z crossfit. Czekamy, jak sytuacja się rozwinie. Na kilkanaście osób w grupie w czwartek (red. 12.03) przyszła jedna osoba, a w piątek (red. 13.03) przyszło 5 osób. Będziemy zamknięci tak długo, ile będzie trzeba, to zwyczajna konieczność – dodaje M. Końcowik.

Napisz komentarz »