REKLAMA

Komunikacja

Horror na granicy

Opublikowano 20 marca 2020, autor: mk

To prawdziwy exodus. Dziesiątki tysięcy Polaków wraca do domu z zagranicy. Czeka ich dwutygodniowa kwarantanna, jednak to ich nie powstrzymuje. Po zamknięciu granic, korek na przejściu w Olszynie sięgnął nawet 40 kilometrów.

W nocy z soboty na niedzielę (14/15.03) granica z Niemcami została zamknięta. Dokładnie o północy przywrócona została pełna kontrola, a część przejść – Łęknica, Zasieki czy Przewóz – została całkowicie zamknięte dla ruchu pieszego i kołowego, na razie do 26 marca.

Opuszczone szlabany

Do Polski nie mogą wjeżdżać obcokrajowcy. Osoby, które pracują za granicą, do kraju mogą wrócić, jednak czeka ich dwutygodniowa kwarantanna. Wyjątkiem są osoby mieszkające i pracujące w strefie przygranicznej, one mogą przekraczać granicę za okazaniem zaświadczenia o zatrudnieniu w niemieckiej firmie. Ich nie obowiązuje obowiązek odbywania kwarantanny.

– Na razie całkowite zamknięcie granic, także dla osób pracujących przy granicy, nie jest planowane – informuje Aleksandra Chmielińska-Ciepły,rzecznik prasowa lubuskiego wojewody. – Nie bierzemy też pod uwagę wyznaczenia specjalnych pasów drogowych, które mają ułatwić przekraczanie granicy osobom mieszkającym i pracującym przy granicy. Wszyscy pracujący w strefie przygranicznej, każdorazowo wracając z pracy do domu w Polce, będą poddani pełnej kontroli.

Termometr i formularz

Jak wygląda kontrola na granicy?

– Kierowcy i pasażerowie po zmierzeniu temperatury wypełniają karty z danymi personalnymi oraz informacją o miejscu, gdzie odbędą kwarantannę – informuje Marcin Maludy, rzecznik lubuskiej policji. – Po stwierdzeniu, że dana osoba nie ma podwyższonej temperatury, funkcjonariusze odbierają karty lokalizacji oraz weryfikują zawarte w nich informacje z dokumentami tożsamości.

Policja otrzymuje na bieżąco informacje, kto powinien przebywać na kwarantannie. Policjanci sprawdzają, czy nakaz jest przestrzegany, czyli odwiedzają te osoby w domach albo innych miejscach, gdzie zostają odizolowane (np. w gminnych miejscach kwarantanny). Za złamanie nakazu kwarantanny grozi 5 tys. zł mandatu.

Dramat na granicy

Od zamknięcia granic, korek na przejściu w Olszynie tylko rósł. Pierwszego dnia podróżni czekali 6 godzin, we wtorek (17.03) sięgał już 37 kilometrów, a kierowcy czekali po kilkanaście godzin, by przekroczyć granicę z Polską.

W środę (18.03) było dramatycznie. Korek miał ponad 40 kilometrów i sięgał za Cottbus. Niemcy zablokowali drogi wzdłuż autostrady, do kolejki można się było dostać tylko od strony wjazdu w Cottbus.

– Z pracy wyszedłem o 16.00, do granicy normalnie mam 30 minut jazdy. Potem kawałek do domu w Lubsku. A w domu byłem o 4.45 rano – opowiada Mateusz Banaś z Lubska.

Od godziny 15.00 we wtorek (17.03) do 10.00 rano w środę (18.03) na granicy stał w korku Mariusz Filik z Łęknicy.

– Pracuję tylko 12 kilometrów od granicy. Normalnie wjeżdżam na autostradę wjazdem z Jeryske – opowiada panMariusz. – Niemcy pilnowali tych wjazdów w ciągu dnia i odsyłali na koniec kolejki. Na autostradę udało mi się wjechać dopiero w Cottbus, czyli prawie 40 kilometrów od granicy. Ja i kolega jesteśmy kierowcami zawodowymi, wiedzieliśmy od początku, czym to pachnie, czytając komentarze, że korek to około 12 godzin. Byłem pewny, że będzie dłużej. Zrobiliśmy sobie zakupy, więc szczęśliwie mieliśmy co jeść i pić. Ale to było okropne. Przez godzinę nie posuwaliśmy się nawet o centymetr, za to potem nagle o 500 metrów. Ludzie, którzy spali, nie wiedzieli, co się dzieje i nie podjeżdżali. Reszta ich wymijała, to był okropny slalom. Niemcy kilka razy robili korytarz życia. Jeździły karetki do tych, którzy mdleli. Dopiero przy Polskiej granicy zaczęła się pojawiać woda do picia, a wcześniej nic, zero pomocy. Ludzie byli wściekli, wybuchały bójki. My, mieszkający przy granicy, to jeszcze spokojnie reagowaliśmy, ale ludzie, którzy przejechali całe Niemcy i nagle utykali w tym korku, to mieli już zszarpane nerwy. Rano, jak zobaczyłem pobocza, byłem w szoku, to był zwyczajny rynsztok – mówi M. Filik. I dodaje: – Po tym wszystkim wziąłem wolne, na razie na kilka dni, a potem się jeszcze zobaczy.

Maria Bukowska z Żar do pracy w Niemczech dojeżdża z koleżankami.

– Z Żar do pracy mamy 90 km. To prosta droga autostradą. Normalnie zajmuje nam to około godziny – mówi M. Bukowska.

Pani Maria w korku na granicy w Olszynie spędziła 12 godzin.

Zamykają i otwierają

Wielogodzinne kroki sprawiły, że w nocy z wtorku na środę (17/18.03) dla ruchu kołowego otworzono przejście Gubin – Guben. Przez granice mogą tamtędy przejechać samochody nie przekraczające swoją masą 3,5 tony. Wcześniej przejście było dopuszczone tylko do ruchu pieszego.

– To za mało – mówią zgodnie kierowcy, którzy w Gubinie utknęli w korku na 7 godzin. – Guben jest sparaliżowane.

Ruszyła pomoc

Dramatyczne sceny, które rozgrywały się w długim na 40 kilometrów korku w Olszynie przez pierwsze dwa dni, zmobilizowały mieszkańców przygranicznych miejscowości do niesienia kierowcom pomocy.

– Sam byłem kierowcą i wiem, co to znaczy – mówi Mateusz Łabudziński, mieszkaniec Jasienia, który zorganizował zbiórkę. – Mój kolega jest zawodowym kierowcą, stał w tym korku, opowiedział mi, jak to wygląda. Miał przed sobą jeszcze 30 godzin kolejki. Kierowcy nie mają co jeść, nie mają co pić. We wtorek wieczorem zawiozłem wodę ze swoją dziewczyną, ale uznałem, że sami nie damy rady i zorganizowałem zbiórkę w Jasieniu. W środę zawieźliśmy razem z kolegami kolejną partię. Pomagała nam policja i straż graniczna. Kierowcy, którzy jechali w głąb Niemiec, zabierali ze sobą wodę i suchy prowiant i zostawiali po drodze w korku – wyjaśnia.

Organizator zbiórki zapewnia, że jeżeli pomoc będzie jeszcze potrzebna, będą kolejne zbiórki.

Czas oczekiwania na przekroczenie granicy z Niemcami (stan na 19.03., godz. 7.00)
Olszyna – 15 godzin
Gubin – 10 godzin
Jędrzychowice – 6 godzin
Świecko – 6 godzin
Kołbaskowo – 8 godzin
Słubice – 2,5 godziny
Kostrzyn nad Odrą – 4 godziny
Napisz komentarz »