REKLAMA

Samorząd

Sherlock Holmes i doktor Watson w akcji

Opublikowano 28 lutego 2020, autor: Piotr Piotrowski

Najpierw tropili ślady i zbierali dowody. Żmudne śledztwo zajęło im kilka miesięcy. Potem odtrąbili sukces i donieśli na prokuraturę. Ta jednak nie podzieliła opinii dwóch najsłynniejszych żagańskich detektywów. Ale o tym cisza.

O sprawie pisaliśmy w kwietniu ubiegłego roku. Burmistrz Andrzej Katarzyniec doniósł wówczas do prokuratury, że ktoś zniszczył urzędowy sprzęt, którego używał jego poprzednik, Daniel Marchewka.

Wyniki swojego śledztwa odtrąbił na dwóch konferencjach prasowych, demonstrując zniszczony laptop, dwa telefony iPhone i tablet. Skrupulatnie, niczym słynny Sherlock Holmes, Katarzyniec wyliczał: – W trakcie inwentaryzacji urzędowego sprzętu, odkryliśmy, że w laptopie, na którym pracował pan Marchewka, nie ma płyty głównej, dysku pamięci, baterii, uszkodzone jest nawet gniazdo wtykowe.

Katarzyńcowi wtórował, niczym Watson, wiceburmistrz Sebastian Kulesza, podkreślając, że „doszło do zniszczenia mienia publicznego znacznej wartości, bo na kilkanaście tysięcy złotych”.

– Te sprzęty przekażemy prokuraturze jako dowód w śledztwie – zapowiedzieli burmistrzowie.

Jak powiedzieli, tak zrobili. O wynikach swojego śledztwa donieśli do prokuratury.

Burmistrz wie swoje

Po pięciu miesiącach prokuratura umorzyła śledztwo, ale ten fakt burmistrzowie już przemilczeli. Nie było konferencji prasowej ani nawet skromnego komunikatu dla mediów. A przecież tyle miesięcy ich ciężkiej pracy poszło na marne.

– Postępowanie w sprawie uszkodzenia bądź zniszczenia mienia służbowego w postaci laptopa, ipada i 2 telefonów komórkowych przez byłego burmistrza Żagania zostało umorzone przez Prokuratora Rejonowego w Żaganiu z uwagi na stwierdzenie braku znamion czynu zabronionego – poinformował „Regionalną” Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej Prokuratury Okręgowej. Decyzja prokuratora jest prawomocna.

W międzyczasie były burmistrz pokrył koszty zniszczonego sprzętu w wysokości ok. 4 tys. zł, jednak prokuratura podkreśla, że nie miało to żadnego wpływu na umorzenie śledztwa.

– Sprawę badaliśmy wyłącznie pod kątem przestępstwa na szkodę Urzędu Miasta – podkreśla Z. Fąfera.

Burmistrz Katarzyniec nie zraża się decyzją prokuratury. Swoje wie.

– Pan Marchewka poczuł się do winy, godząc się na pokrycie kosztów z tytułu zniszczonego służbowego sprzętu – mówi.

Wydział haków

A co na to D. Marchewka?

– Pan Katarzyniec donosił na mnie wielokrotnie. Taką miał i ma metodę działania – kwituje. – Po objęciu stanowiska w urzędzie przetrzepano wszystko – umowa po umowie, faktura po fakturze. Drwiono, że powstał specjalny „wydział haków” na Marchewkę. Gdy zobaczyłem dwóch smutnych panów robiących z siebie pośmiewisko na konferencji prasowej ze starym laptopem w rękach, to nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać.

Napisz komentarz »