REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Smrodu nie usuną

Opublikowano 07 lutego 2020, autor: jb

Mieszkańcy Gościeszowic się nie poddają. O biogazowniach wiedzą już dużo. I nadal nie chcą ich obok swoich domów.

Mieszkańcy nie chcą zgodzić się, by na prywatnej działce firma z Poznania wybudowała biogazownię. W pobliżu domów, boiska, szkoły i żłobka.

Z inwestorem spotkali się pierwszy raz dwa tygodnie temu. Na jego prośbę pojechali zobaczyć taką biogazownię w Sieńsku. Do rozmów ponownie zasiedli w poniedziałek, 3 lutego.

– Na poprzednim spotkaniu zabrakło nam wiedzy o technologii, teraz możemy powiedzieć więcej – zaczęła sołtys Krystyna Stachów. – Na wycieczkę pojechaliśmy sami, bez zapowiedzi. Sieńsk to taki przysiółek po byłym PGR. Zatrzymaliśmy się najpierw 1,5 km przed biogazownią, już było czuć zapachy. Właściciel przyjął nas szczerze. Mówił, że jako wsad do biogazowni ma nie tylko kukurydzę, ale korzysta też z obornika i gnojowicy. Potwierdził też nasze wątpliwości, że nawet jeśli początkowo umowa zostanie podpisana tylko na wkład kukurydziany, to można ją aneksować, żeby wprowadzić coś innego – relacjonowała sołtyska.

– Zapach było czuć, choć wiatry i tak zazwyczaj nie wieją w stronę wioski – relacjonowała Czesława Nieściur.

– Zwiedziliśmy cały kombinat. Jest hałas i zapach, który ciężko było ciężko znieść. Na drodze była wysypana biomasa. Została nam na butach. Teraz jesteśmy pewni, że biogazownia u nas jest planowana zbyt blisko. Brzydkiego zapachu nie usuniemy – podkreślała K. Stachów.

Tylko kiszonka

Mieszkańcy Gościeszowic nadal mieli wiele pytań co właściciela działki, na której ma stanąć biogazownia.

– Czy ty w ogóle rozważasz zmianę miejsca? – pytała Anna Stachów. – Też byłam w Sieńsku, czułam ten zapach i zrobię wszystko, żeby biogazownia nie powstała u nas tak blisko. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, osobiście będę organizować referendum w sprawie odwołania Rady Gminy – zapowiedziała.

Szymon Krupowicz, właściciel działki, przyznał, że rozważa możliwość zmiany lokalizacji, ale póki co nie znalazł argumentów za.

– Zgłosiłem inwestorowi trzy działki, on wybrał najlepszą. Chcę podpisać z nim umowę na dostarczanie do biogazowni kiszonki z kukurydzy. Na budowę biogazowni, do której ktoś inny miałby dostarczać jeszcze obornik, mojej zgody nie będzie – zapewniał.

W trakcie ponad 3-godznnej dyskusji ludzie rozmawiali też o tym, czy da się dla wsi uchwalić plan zagospodarowania przestrzennego, by nie można było lokować inwestycji uznawanych za szkodliwe bliżej niż kilometr od zabudowań.

– Rolą wójta nie jest walka z kimkolwiek, ale respektowanie przepisów. Ja rozumiem emocje, ale są pewne procedury, których trzeba przestrzegać. Jeśli wójt wyda decyzję negatywną dla biogazowni, to inwestor może się odwołać do SKO, a ono uchyli decyzję wójta. Takich przepisów nie tworzy wójt z radnymi, ale powstają one w Warszawie – mówił zastępca wójta Bartosz Krause. – Prywatnie nie chciałbym mieć takiej inwestycji za domem. Prośba do inwestora jest taka, żeby zmienił lokalizację – dodał.

Przez to, że wójt decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach dla tej inwestycji musi wydać do połowy lutego, na kolejne negocjacje mieszkańcy umówili się z właścicielem działki w Urzędzie Gminy.

Napisz komentarz »