REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Nie podrzucajcie nam dziadków na święta

Opublikowano 20 grudnia 2019, autor: mk

Apelują lekarze i pracownicy żarskiego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. – To prawdziwa plaga w święta – mówią. Rodziny pozbywają się osób, którymi nie chcą się zajmować. Wolą… biesiadować z młodszymi.

– To prawdziwa plaga okresu świątecznego. Na SOR są przywożeni starsi pacjenci, którymi rodziny nie chcą się zajmować w święta, bo zwyczajnie im przeszkadzają albo zajmują zbyt wiele miejsca, gdy przyjeżdża rodzina – mówi dr n. med. Robert Lewandowski, kierownik żarskiego SOR. – Młodzi wolą spędzać czas inaczej. Podrzucają więc starszych do szpitala. Pod błahymi pretekstami: zatruć pokarmowych, stłuczeń, osłabnięć, które wcześniej przez tygodnie czy miesiące towarzyszyły starszym. Czasem zwyczajnie wystarczyłoby zaparzyć ziółka. Ale oni wolą przyjechać na SOR.

Opiekun z rodziny wie lepiej

Gorącą atmosferę podgrzewają „troskliwi” członkowie rodziny.

– Awanturują się, że jesteśmy opieszali, że nie chcemy przyjąć cierpiącego pacjenta – mówi dr Lewandowski. – Potem zazwyczaj okazuje się, że starszej osobie nic nie jest. I gdy dzwonimy do rodziny, że można odebrać krewnego, to nie ma komu. A ile się jeszcze przy tym nasłuchamy, jakie to z nas nieroby… – wylicza lekarz

Tacy pacjenci blokują miejsce i często osoby, które faktycznie wymagają pomocy, muszą na nią dłużej czekać. Obsługa żarskiego SOR w ciągu jednej zmiany to 2 lekarzy i 6 pielęgniarzy.

– Gdy jest nas 8, to wtedy mamy dość komfortową sytuację. Zazwyczaj jest nas 6. Młodzi lekarze nie chcą dyżurować na SOR. To specyficzne miejsce, trzeba mieć tu odpowiednią psychikę. Nie raz i nie dwa, byłem szarpany albo obrażany. Pacjenci w stanie upojenia alkoholowego albo pod wpływem narkotyków często nie są zostaną odpowiednio przeszukani przez policję i mają przy sobie np. noże.

Takie sytuacje nie należą do wyjątkowych.

– Ostatnio młody człowiek był pod wpływem narkotyków, okazało się, że schował nóż. Przecinał już pasy zabezpieczające, ale na szczęście pozostali pacjenci zauważyli, co się dzieje i nas zaalarmowali. Narkotyki są prawdziwą plagą. Ludzie wymyślają coraz nowe mieszanki. Robimy padania toksykologiczne, podczas których wychodzi, że to nowe substancje, jeszcze nie uwzględnione. Nie możemy wtedy podać żadnych substancji neutralizujących działanie narkotyków, ponieważ nie wiemy, jaka będzie reakcja organizmu. Od rodzin takich pacjentów słyszymy, że… nie chcemy pomóc – opowiada lekarz.

Weekendowe zmory

SOR żartobliwie nazywany jest izbą wytrzeźwień.

– W Żarach powinna powstać izba wytrzeźwień. Niestety, ale spokojnie dałaby radę się utrzymać. W weekend to prawdziwa plaga. A my nie możemy odesłać takiego pacjenta. Musi zostać przebadany od góry do dołu, wystarczy, że ma jakieś skaleczenie. Taki petent zajmuje łóżko od 12 do nawet 24 godzin. W weekend musimy układać ich na oddziałowym korytarzu, by ich pomieścić – wylicza dr Lewandowski.

Odbija się na nich

Żarski SOR przyjmuje średnio 60 pacjentów dziennie. Pacjenci, których stan nie jest poważny, muszą poczekać.

– Im kto zdrowszy, tym ma więcej siły do awanturowania się. A pacjenci, którzy przyjeżdżają do nas ze skręconą kostką, choć spokojnie mogliby trafić na POZ, muszą pamiętać o tym, że my tam za ścianą ratujemy życie. Karetki mają pierwszeństwo, przywożą pacjentów z wypadków czy z bólami w klatce piersiowej. A były takie sytuacje, że my reanimowaliśmy, a na odział z poczekalni wpadał ktoś z awanturą, żebyśmy się w końcu wzięli do roboty – opowiada R. Lewandowski.

Napisz komentarz »