REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Serce pęka. Uli już z nami nie ma

Opublikowano 06 grudnia 2019, autor: Norbert Królik

Urszula Olejnik-Sieczkowska (?37 l.) przegrała walkę z ciężką chorobą. Zmarła we wtorek, 3.12., w Żarach. Osierociła dwójkę małych dzieci.

O chorobie dowiedziała się zaraz po urodzeniu córeczki 2,5 roku temu. Okazało się, że ma nowotwór neuroendokrynny trzustki z przerzutami na wątrobę. Po ciężkiej walce o zdrowie i życie, niestety, przegrała.

– Od początku były bardzo złe rokowania. Gdy urodziła dziecko, to choroba bardzo szybko się rozwinęła. Diagnostyka w takich przypadkach jest bardzo długa, u niej trwała kilka miesięcy, w tym czasie choroba szybko postępowała. Nowotwór trzustki to jeden z najgorszych do leczenia. Był nieoperacyjny, pojawiły się przerzuty na wątrobę. Musiała się poddać leczeniu chemicznemu, które było nieskuteczne. Jej organizm był coraz bardziej wycieńczony – opowiada Teresa Olejnik, mama zmarłej, współwłaścicielka firmy Kobra S.J. w Żarach.

Przy dzieciach do końca

Urszula miała dwoje dzieci. 4-letniego syna Roberta i 2,5-roczną córeczkę Sylwię.

– Kontakt z dziećmi dawał jej dużo siły i motywacji do życia. Zwłaszcza starszy synek był bardzo z nią związany. Czytała mu książki i bardzo dużo rozmawiali, czasem do późna. Opowiadał jej o przedszkolu, o kolegach. Zdarzało się, że gdy go zapytałam, jak minął dzień w przedszkolu, to odpowiadał, że mi nie powie, a opowie mamie. Będzie ciężko, jak dzieci pojadą do taty, bo będziemy musieli pogodzić się z utratą trójki dzieci – mówi T. Olejnik.

Ambitna

W Żarach ukończyła SLO, a po maturze studiowała turystykę w Gorzowie Wlkp. oraz marketing i zarządzanie w Łodzi. Pracowała jako analityk finansowy w HP INC Polska sp. z o.o. we Wrocławiu.

– Była bardzo ambitna, szybka w działaniu. Chciała jak najszybciej stać się samodzielna i niezależna. Lubiła czytać. Nawet w ostatnich tygodniach życia czytała książki. Gdy już nie mogła chodzić, dalej była aktywna. Instruowała nas, jak mamy wychowywać dzieci. Stosowaliśmy się do jej uwag – mówi T. Olejnik.

Miała plany

– Mamy synów niemal w tym samym wieku. Macierzyństwo nas zbliżyło, a późniejsza choroba jeszcze bardziej nas scaliła. Rozmawiałyśmy o sprawach codziennych, polityce. Martwiła się o losy Polski, nawet chciała iść na wybory. Gdy rozmawiałyśmy o innych sprawach niż choroba, była pogodna. Starała się nam dawać cały czas nadzieję. Mimo poważnego stanu, wciąż miała plany. Chciała podróżować. Gdy jeszcze nie była podłączona do kroplówki, pojechaliśmy nad morze. Mimo wielkiego trudu podróży była bardzo szczęśliwa – wspomina Joanna, siostra zmarłej.

Nadludzka siła

Opieka nad chorą Urszulą w głównej mierze spoczywała na jej mamie.

– Największą pracę wykonała mama. Była z nią non stop. Wielokrotnie ratowała jej życie. Ma nadludzką siłę, nikt inny nie byłby w stanie tak opiekować się Ulą – dodaje Joanna.

T. Olejnik przyznaje, że bez wsparcia wielu osób nie byłoby to możliwe.

– Każdego dnia wspierało nas wiele osób. Ta sytuacja pokazała nam, jak wielu mamy przyjaciół, którzy pomagali nam, jak mogli, jedni słowem, drudzy tym, że zajęli się na chwilę dziećmi lub tym, że pobyli i porozmawiali z Ulą. Wszyscy okazywali nam życzliwość i wsparcie. Mogliśmy liczyć na pomoc w dzień i w nocy. Lekarze, pielęgniarki i ratownicy, wszyscy byli gotowi na każdy sygnał, gdy działo się coś złego. Wielokrotnie przyjeżdżało do niej pogotowie. Przewspaniali ludzie, empatyczni, pomocni. Chcę im wszystkim podziękować. Gdy opowiadałam o ich pracy i zaangażowaniu onkologom w Katowicach, to podziwiali, że mamy służbę zdrowia na tak wysokim poziomie – mówi T. Olejnik.

Pogrzeb Urszuli  Olejnik-Sieczkowskiej odbędzie się w sobotę (7.12) o godz. 11 na żarskim cmentarzu. Wcześniej, o godz. 7, będzie odprawiona msza św. pogrzebowa w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Żarach.

Napisz komentarz »