REKLAMA

Aktualności, Kronika policyjna

Kto podpalił nielegalny salon gier?

Opublikowano 06 grudnia 2019, autor: bj

Ktoś coś wrzucił przez okno. Budynek przy ul. Moniuszki w Żarach natychmiast stanął w płomieniach. W środku było 5 osób. 29-latek z poparzoną twarzą i rękoma trafił do szpitala.

Policja wyjaśnia, kto podpalił pawilon przy ul. Moniuszki. Przed laty w tym miejscu był warzywniak.

– Zamknąłem go 10 lat temu. Potem przez kilka lat stał pusty. Dwa lata temu go wynająłem – mówi Mirosław Żelazek, właściciel dawnego sklepu.

Z soboty na niedzielę (30.11./1.12.) budynek doszczętnie spłonął.

– Otrzymaliśmy informację o pożarze kilka minut po godz. 4 w nocy. Wynikało z niej, że pali się blaszak, pustostan – informuje sekc. Dawid Lewandowski z Komendy Powiatowej PSP w Żarach.

Budynek pustostanem wcale nie był.

– W środku, w chwili wybuchu pożaru, przebywało kilka osób. Wyszły przed przybyciem służb. W pomieszczeniu natomiast stały automaty do gier hazardowych – dodaje D. Lewandowski.

– Z naszych ustaleń wynika, że było to podpalenie. Ktoś wrzucił jakąś substancję przez szybę, gdy w środku było 5 osób. Jedną karetka zabrała na SOR – informuje Sylwia Rupieta z żarskiej policji.

– Udzielaliśmy pomocy 29-letniemu mężczyźnie. Stwierdziliśmy u niego oparzenie twarzy I i II stopnia oraz obu rąk II stopnia – informuje Ryszard Smyk, szef żarskiego pogotowia.

Automaty do gier już zabezpieczyła  Krajowa Administracja Skarbowa. Jak się okazuje, salon z automatami to była prawdopodobnie „cicha” działalność. Bez szyldów i zgłoszeń w urzędach, bez podatków.

– Mieliśmy informację, że tam czasem wchodzili jacyś ludzie – mówi Stanisław Hałabura, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej, która jest właścicielem terenu. – Próbowaliśmy przez sąd egzekwować demontaż pawilonu. Jego właściciel zajmował już teren bez umowy i był obciążany wyższą opłatą – dodaje.

To porachunki!

Nieoficjalnie dowiadujemy się, że w tym miejscu działał salon z „jednorękimi bandytami” i  wiedział o tym każdy, kto był zainteresowany korzystaniem z takich usług.

M. Żelazek zapewnia, że o działalności dzierżawcy dowiedział się już po pożarze. Sam prowadzi własną działalność, często wyjeżdża do Niemiec.

– Nie miałem czasu w to wnikać. Zresztą znałem człowieka od lat. Uwierzyłem na słowo. Mówił, że z jakąś firmą z Zielonej Góry będzie tam handlował częściami samochodowymi. Wiem, że zajmował się elektroniką – tłumaczy M. Żelazek.

Mówi, że jest w tej sprawie najbardziej poszkodowany. Na razie zabezpieczył pogorzelisko. Czeka na ocenę fachowców, ile będzie kosztować naprawa, ale sam szacuje ją na 30 tys. zł.

Policja poszukuje podpalaczy.

Napisz komentarz »