REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Spłonęła cudowna kapliczka

Opublikowano 06 grudnia 2019, autor: bj

Leśna kapliczka w okolicach Siodła. Miejsce przez wielu uważane za święte. Tu nieszczęśliwi i chorzy modlili się o miłość, zdrowie, cud. I te cuda się zdarzały. Tylko kapliczki już nie ma. Spłonęła doszczętnie we wtorek w nocy (3.12.). Ocalała tylko biała figurka Madonny z Dzieciątkiem. Ale to też cud – mówią.

Kapliczka powstała po wielkim pożarze w 1988 r. Spłonęło wtedy 80 hektarów lasu, ale ocalało jedno nietypowe drzewo.

– Sosna o rozdwajającym się pniu rosła już w latach 60. Reszta lasu jest młodsza, nasadzona po pożarze – mówi Rafał Szymczak, żarski regionalista, prowadzący w Telewizji regionalnej program „Poznaj swoje miasto”. Po pożarze ludzie dostrzegli, że sosna ciągle rośnie. Zaczęli przytwierdzać do niej święte obrazki, potem powstała tu kapliczka. Stała aż do roku 2014, kiedy ponownie wybuchł tu pożar. – Wtedy spłonęła kapliczka, ale dzięki zaangażowaniu ludzi została odbudowana. W zasadzie powstała nowa – dodaje R. Szymczak.

Jego zdaniem, wszystko dlatego, że wielu ludzi mówi o cudach wymodlonych w tym miejscu.

Wycieczki do kapliczki

– Po raz pierwszy byłem tam 8 lat temu. Przypadkiem, w nocy. Wracałem z poligonu, z rajdu quadowego i zobaczyłem światełko w lesie. Miałem latarkę-czołówkę i przy niej zacząłem czytać wpisy różnych osób w zeszycie, który tam znalazłem – opowiada Radosław Kalinowski, właściciel sklepu zoologicznego Raja w Żarach.

Przyznaje, że kapliczka zrobiła na nim duże wrażenie. Dlatego, gdy w 2014 roku dowiedział się, że strawił ją ogień, postanowił skrzyknąć kolegów i ją odbudować. Nowa stanęła w 2016 r.

– Dokładnie 3 lutego minęłyby 4 lata – precyzuje pan Radek.

Informacja o kolejnym pożarze, który wybuchł w nocy z poniedziałku na wtorek (2/3.12), dosłownie nim wstrząsnęła.

– Brak mi słów. Zostawiliśmy tam elektryczne znicze, żeby ludzie nie palili tradycyjnych. I na zewnątrz postawiłem gazony dla tych, którzy chcieliby świeczkę zapalić – mówi. Podejrzewa, że pożar mógł powstać od zapalonego w kapliczce znicza. Jednak jakie były jego przyczyny, nie wiadomo.

– Można powiedzieć, że kapliczka stała się ofiarą własnej popularności. Całe wycieczki się tam zjawiały – tłumaczy R. Szymczak.

Niestety, zdarzały się też nieszczęścia, nie tylko pożary. Pod koniec lata tego roku, przy leśnej kapliczce w Siodle, samobójstwo popełniła 15-letnia dziewczynka z Żar. Powiesiła się.

Wyjątkowe miejsce

Kapliczka ma jednak stanąć na nowo.

– Na pewno zostanie odbudowana. Weźmiemy się za to już w styczniu. Ktoś rzucił pomysł zrobienia zbiórki, żeby odbudować ją z rozmachem, z dachem z dachówki, ale ja uważam, że to powinna być po prostu leśna kapliczka, a nie wielka budowla – tłumaczy R. Kalinowski.

Zapewnia, że to wyjątkowe miejsce.

– Jestem tam co najmniej raz w miesiącu – podkreśla. I opowiada: – Mój kolega miał nieoperacyjnego glejaka. Pojechaliśmy tam grupą znajomych. Niektórzy mówili: „przestań, ja nawet do kościoła nie chodzę” albo „żona będzie się śmiała”. Ale wzięliśmy różańce, żeby się pomodlić. Po miesiącu tomografia komputerowa pokazała, że glejak sam się wchłonął – opowiada R. Kalinowski.

Matka Boska przetrwała

O kapliczce rozmawiamy z Mieczysławem Marciniszynem, rodowitym mieszkańcem Siodła, który od lat zgłębia historię okolicy.

– Mieszkam tu od 68 lat, od urodzenia. Dużo rozmawiałem z ludźmi, sporo szukałem w książkach. Na przełomie lat 50. i 60. w tym miejscu ludzie zbierali trawę dla zwierząt. Jeden z nich, kolejarz, dostrzegł nietypowe drzewo, sosnę z rozdwajającym się pniem. Miał problemy rodzinne i poprosił o pomoc w ich rozwiązaniu Matkę Boską Częstochowską. Dlatego jej obraz przybił na tym drzewie. Przez lata ten wizerunek tam wisiał – mówi M. Marciniszyn.

Wspomina też wizytę biskupa w tym miejscu.

– To było jeszcze za czasów księdza Dobruckiego. W tym rozdwajającym się pniu biskup dostrzegł symbol wznoszonych rąk człowieka. Z prośbą do nieba. O ułożonych przez ludzi kamieniach w literę C wokół kapliczki też wiedział, a pod każdym z nich kryje się prośba ludzka albo podziękowanie za łaski – tłumaczy M. Marciniszyn.

Wielki pożar z lat 80. pamięta doskonale.

– Tyle hektarów lasu się wtedy spaliło. Wszystko przez to, że maszynista opróżniał popielnik z resztek spalonego węgla. Ale ten obraz Matki Boskiej Częstochowskiej przetrwał. Teraz też z pożaru ocalała figurka Madonny z Dzieciątkiem. To musi coś znaczyć – przekonuje.

– Tę figurkę umieścimy pod krzyżem. Żeby w godnym miejscu była – zapewnia Leszek Kasprów, sołtys wsi.

– To jest ważne dla wszystkich miejsce. I chcemy je po prostu ludziom przywrócić – kończy R. Kalinowski.

Napisz komentarz »