REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Odszedł kochany tata

Opublikowano 06 grudnia 2019, autor: bj

Pobożny, kochający rodzinę, życzliwy i uśmiechnięty. Tak Jerzego Organiściaka (? 91 l.) wspomina Małgorzata Issel, córka.

Jerzy Organiściak ( 91 l.) urodził się w 1928 r. w Radzewie, w Wielkopolsce. Jego ojciec Antoni, bohater wojny z bolszewikami 1920 roku, odznaczony Krzyżem Walecznych, marzył, aby syn został oficerem wojska polskiego.

– Dziadek był przekonany, bo tak powiedział mu dowódca, że odznaczono go krzyżem Virtuti Militari, a takie odznaczenie umożliwiało chłopskim dzieciom studiowanie w szkole oficerskiej. Okazało się, że odznaczono go Krzyżem Walecznych – mówi Małgorzata Issel, córka J. Organiściaka.

Wybuch II wojny światowej i tak pokrzyżował wszystkie marzenia.

– Tato miał jedenaście lat, jak zabrano go z rodzinnego domu do niemieckiego gospodarza. Przez 6 kolejnych lat był parobkiem, spał w stodole, nie chodził do szkoły. I myślał, że będzie już tak do końca życia – wspomina.

Pomimo ciężkiego czasu, głodny nie bywał.

– Jeść dostawali, a on miał dodatkowo dwa, trzy ziemniaki przy sobie. Opowiadał, że kładł je na parowniku dla świń i jadł takie gorące. Zawsze powtarzał, że już nigdy nie jadł takich dobrych ziemniaków jak wtedy – opowiada córka.

Wojnę wspominał często.

– Mówił, że jeździł z mlekiem do szkoły dla młodych Niemców z Hitlerjugend. Dostawał rower, dwie kanki pełne mleka, jechał sam, nikt go wtedy nie pilnował, mógł jechać i myśleć o mamie, tacie, domu rodzinnym, kolegach… To były dla niego najlepsze chwile w tych strasznych czasach – opowiada M. Issel.

Gdy wojna się skończyła i przyjechali Rosjanie, na oczach wszystkich zastrzelili Niemca, właściciela gospodarstwa.

– A i do nich puścili serię z karabinu, bo byli przekonani, że są niemieckimi parobkami. Tata cudem przeżył – podkreśla M. Issel.

Gdy wrócił do domu, okazało się, że rodzice też byli na robotach u Niemców.

– Byli szczęśliwi, bo wszyscy przeżyli wojnę. Tato miał 17 lat, gdy poszedł do szkoły, później do Technikum Rolniczego w Kórniku – wyjaśnia M. Issel.

Najważniejsze w życiu

– Dla niego to była zawsze skromność – mówi pani Małgorzata. – Umiar i oszczędność przygotowują nas do godnego przeżycia trudnych chwil w życiu, tak tato mawiał.

Przyjemności też rozumiał po swojemu.

– Przyjemność to bycie z rodziną, dbanie o wszystkich. Radość z  sukcesów dzieci, wnuków. Lubił też swoją pracę, uprawę ziemi, żniwa. Zawsze powtarzał, że kiedyś było się bliżej ziemi – wspomina córka.

J. Organiściak całe życie pracował w rolnictwie, był dyrektorem PGR.

– Opowiadał wiele razy, że tam ludzie bardzo ciężko pracowali, byli dla niego bardzo ważni, dbał o nich – mówi córka.

Mieszkał z rodziną w wielkiej kamienicy. Na dole były biura PGR m.in. w Pustkowiu – tam pracowali, a na górze mieli mieszkania. Dlatego ludzie, którzy ze sobą pracowali i mieszkali, byli bardzo zżyci.

– Jak duża rodzina. Wspólne w mieszkaniu sąsiedzkie sylwestry, mikołajki dla dzieci, pożyczanie szklanki cukru czy mąki – uśmiecha się M. Issel.

Prawdziwa miłość

Swoją żonę, Krystynę, poznał w latach 50. Przeżyli ze sobą pół wieku. Wychowywali córkę, Małgorzatę, syna Adama, a także Agnieszkę, wnuczkę, córkę Joanny, która zmarła mając 36 lat w 1978 r.

– Bardzo się kochali. To była prawdziwa miłość. Gdy mama chorowała, był z nią do ostatniej chwili. I bardzo to przeżywał, gdy odeszła – dopowiada M. Issel.

Gdy pojawiły się wnuki, bywał z nimi często, jak mawiał w „żarskim zoo”.

-To zoo to była wyprawa na targ, gdzie w klatkach pokazywał im kury, króliki, kaczki, prosiaki. Dzisiaj jego wnuki objechały już prawie cały świat, a nadal wspominają tamte wizyty – dodaje M. Issel. – Tato nam wszystkim dawał  poczucie bezpieczeństwa. Zawsze myślał o innych, nigdy o sobie. Wstawał o 5 rano i rozpalał ogień w piecu, żeby było ciepło. Zawsze uśmiechnięty, pomocny, życzliwy.

Przetrwać ból

Bardzo pobożny. Jego ojciec, Antoni, podczas wojny z bolszewikami został sam na posterunku. Obsługiwał działo, z którego bił do żołnierzy armii Budionnego.

– Modlił się do Matki Boskiej i obiecał, że jak przeżyje, to w każdy piątek będzie brał udział we mszy. Miał wtedy 20 lat, przeżył i słowa dotrzymał. Dlatego i tato całe życie chodził do kościoła i nigdy nie stracił wiary. I tak też nas wychowywał. I ta wiara pomagała jemu i teraz nam przetrwać ból i cierpienie – kończy M. Issel.

J. Organiściak zmarł w domu córki, w którym był do końca, w czwartek, 28.11. Został pochowany na cmentarzu w Żarach.

Napisz komentarz »