REKLAMA

Wasze sprawy

Za ścieki mogą płacić do słoika

Opublikowano 29 listopada 2019, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Nerwy puszczały mieszkańcom podczas spotkania (21.11.) w Mirostowicach Dolnych. Chodziło o ścieki. I o drakońską, 300-procentową podwyżkę cen, na którą nie chcą się zgodzić. Sprawą zajmuje się już kilka instytucji.

Wszystko przez spór o stawki za ścieki pomiędzy Urzędem Gminy a Zakładem Wodociągów i Kanalizacji, który toczy się już od roku. Wójt Leszek Mrożek nie zgodził się na 300-procentową podwyżkę, którą mieszkańcom gminy chciał narzucić ZWiK. Powoływał się na to, że opłaty miały być takie same w mieście i na wsi, bo kanalizacja była wspólną inwestycją. W Żarach stawka wynosi 8,37 zł za metr sześcienny, dla Grabika i Mirostowic Dolnych ZWiK wyliczył ją na prawie 30 zł. Argumenty wójta na nic się zdały. Podobnie jak przerzucanie się pismami. Gdy zawiodły inne sposoby, mieszkańcy obu wsi od września wypowiedzieli gminie umowy na odbiór ścieków i złożyli wnioski do ZWiK-u – o zawarcie umów z taką samą stawką, jaka obowiązuje w mieście. Prezes Zdzisław Czekalski odmówił wszystkim i przekazał sprawę do Wód Polskich, spółki, która zatwierdza taryfy w całym kraju. To postępowanie trwa.

Niech sobie robią z tą rurą, co chcą

Efekt jest taki, że ludzie nie mają umów na odbiór ścieków i nie mogą opłacać rachunków. Boją się, że z czasem urosną one do niebotycznych rozmiarów.

– Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy się odłączą od kanalizacji. Cała aglomeracja się rozpadnie, a miasto będzie musiało grube miliony zapłacić. I to nie będzie nasz problem – mówi Zbigniew Witka, sołtys Mirostowic Dolnych.

Mieszkańcy dopytywali, co by się stało, gdyby obie wsie odłączyły się od kanalizacji.

– Trzeba byłoby zwrócić 9 mln zł dotacji na budowę z odsetkami. Ale miasto musiałoby oddać 40 mln zł – tłumaczył wójt L. Mrożek.

– Ja się odłączę i wybuduję przydomową oczyszczalnię ścieków. Będę niezależny, a oni niech sobie robią z tą rurą, co chcą – denerwował się Edward Łebczuch, mieszkaniec wsi.

– ZWiK twierdzi, że podwyżka związana jest z tym, że musi płacić podatek do gminy, ok. 540 tys. zł. Tyle tylko, że w studium wykonalności analitycy przewidzieli taką sytuację i wyliczyli, że wyniesie on ok. 514 tys. zł. Zrozumiałe by było, gdyby sobie odliczyli tę różnicę, czyli 26 tys. zł. Wyszedłby może cena wzrosłaby o 1 gorsz do metra sześciennego – tłumaczył   L. Mrożek.

Pójdą do sądu

Tymczasem ceny dla mieszkańców gminy poszybowały z niespełna 9 zł do prawie 30 zł. Ludzie chcą się odłączać, gmina nie płaci ZWiK-owi za ścieki, a prezes spółki zapowiada, że w grudniu skieruje pozew do sądu.

– Spotkamy się w sądzie z własną spółką. To paradoks w skali całego kraju – komentuje wójt. Gmina ma bowiem w spółce ZWiK 20 procent udziałów.

Wszystko po tym, jak gmina nie przedłużyła ze ZWiK-iem umowy na odbiór ścieków, a mieszkańcy wypowiedzieli swoje umowy gminie i zaczęli przelewać opłaty bezpośrednio spółce. Ilość ścieków obliczali na podstawie zużycia wody i mnożyli przez dotychczasową cenę, czyli ok. 9 zł. Jednak wszystkie wpłaty były im przez ZWiK zwracane.

– Wiemy, że w PKO kasjerki miały zakaz przyjmowania wpłat. Dlatego wpłacajcie w innym banku albo przelewem. Żeby był ślad, że byliście gotowi do wpłat. Na wszelki wypadek, gdy ktoś będzie chciał was obciążyć odsetkami – radził L. Mrożek.

– A pieniądze, które wam zwracają, najlepiej odkładać do słoika, żeby w odpowiednim momencie wyjąć i zapłacić, jak już się sprawa wyjaśni – przekonywał Z. Witka.

Wiadomo, co by z nami zrobili

Gmina uważa, że ZWiK powinien odbierać ścieki na podstawie umów z mieszkańcami, a zakład twierdzi, że może to robić pod warunkiem, że przejmie też wodociąg. Ale tego gmina  oddać nie chce.

– Robiliby z ceną wody to samo, co ze ściekami – przestrzegał L. Mrożek. I zastanawiał się: – Po co chcą gminną wodę przejąć? Jedna studnia w Żarach jest pod Kronopolem, druga wysycha. A u nas woda jest dobra.

– Może do bajora w parku chcą ja lać – odpowiedziało kilka głosów z sali.

– Od dłuższego czasu obserwuję budżet miasta. Widzę, że zadłużenie jest coraz większe. Myślę, że to precyzyjny pomysł na to, jak powyciągać dla miasta co bardziej łakome kąski. A potem, wiadomo, co by z nami zrobili – mówił Maciej Szafrański ze społecznego komitetu „Nie dla cen ścieków”. I zapowiedział: – Zamierzamy zawiadomić Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, za pośrednictwem którego została wypłacona dotacja na budowę kanalizacji. I ewentualnie Brukselę, skąd te pieniądze pochodzą.

Nie możemy ustąpić

Jak się okazuje, NFOŚiGW już rozpoczął procedury.

– Wysłaliśmy do ZWiK-u pismo w sprawie taryf z prośbą o ustosunkowanie się i ocenę obecnej sytuacji w stosunku do założeń projektu, zwłaszcza w kontekście zachowania jego trwałości. Oczekujemy na odpowiedź – informuje Donata Bieniecka-Popardowska, doradca z NFOŚiGW.

Swoje postępowanie prowadzą też Wody Polskie. Sprawdzają, czy prawidłowo została ustalona inna taryfa dla miasta, które wchodzi w skład tej samej aglomeracji, co gmina.

– Trwa postępowanie w sprawie stwierdzenia nieważności tej decyzji. Chodzi o taryfę dla zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków na terenie miasta Żary. Celem postępowania jest ocena decyzji i jej skutków prawnych dla mieszkańców – informuje Anna Tarka, rzecznik prasowy Wód Polskich.

– Proszę was jeszcze o cierpliwość. Musimy po prostu poczekać na zakończenie tych procedur. Nie możemy teraz ustąpić i zacząć płacić więcej, bo potem będą kolejne podwyżki – apelował wójt.

Liczy zaległości

Prezes ZWiK tłumaczy, że pieniądze odsyła, bo nie ma umowy z mieszkańcami. Zaprzecza, by stawki miały jeszcze wzrosnąć. I wylicza gminne zaległości.

– Za sierpień to 42 tys. zł, za wrzesień – 115 tys. 500 zł, za październik – 121 tys. zł.  Razem to daje kwotę 278 tys. zł. Do gminy zostanie wysłany monit i w grudniu zamierzamy złożyć pozew – zapowiada Z. Czekalski.

Napisz komentarz »