REKLAMA

Aktualności, Kronika policyjna

Okradli i spalili sklep

Opublikowano 15 listopada 2019, autor: bj

Włamali się do sklepu spożywczego przy ul. Górnośląskiej w Żarach, ukradli, co się dało, resztę podpalili. Ogień zniszczył miejsce pracy i dorobek 25 lat jego właścicieli.

– Prowadziłam ten sklep 25 lat. To większość mojej 40-letniej pracy. A myślałam, że do emerytury tu dopracuję. Kokosów może nie było, ale była satysfakcja, że człowiek coś robi. I radość z kontaktu z ludźmi – mówi Hanna Czarnecka, właścicielka sklepu przy ul. Górnośląskiej.

W sobotnią (9.11.) noc pawilonik, w pobliżu skrzyżowania z ul. Zwycięzców, doszczętnie spłonął. Został podpalony przez włamywaczy, którzy go wcześniej okradli. Było ich prawdopodobnie dwóch.

Pani Hanna wie to z relacji innych osób. Sama, choć mieszka w kamienicy nieopodal, nic nie słyszała.

– Nawet syren straży pożarnej. Potem strażacy mówili, że dobrze, że tak się stało i tam nie poszłam, bo w panice mogłabym otworzyć drzwi, a ogień mógłby buchnąć. I byłoby większe nieszczęście – opowiada H. Czarnecka.

W okolicy kręcić się mieli nad ranem dwaj młodzi  mężczyźni, w kapturach, w sportowych butach, przeskakiwali też przez płot od strony warsztatów.

– Jeden chyba był na czatach, bo wcześniej jeździł na rowerze w okolicy sklepu. Ci, którzy się włamali, ukradli słodycze, papierosy. Potem się rozdzielili, jeden pobiegł w stronę parku, drugi w kierunku Zwycięzców – opowiada pani Hanna. I dodaje: – Wcześniej już dwa razy mieliśmy włamywania, blachę na dachu nawet odginali, ale nigdy nie było takich strat.

Proszę usiąść

Sobotnią noc pani Hanna zapamięta na długo.

– Przyszli do mnie policjanci, powiedzieli „proszę usiąść”. Pomyślałam o najgorszym. Że dzieciom coś się stało. A chodziło o sklep. Okazało się, że oni tam grasowali od godziny 3, a koło 4 została wezwana straż. Bo był wybuch. I pożar. Użyli chyba podpałki do grilla, może czymś podlali. Spaliło się właściwie wszystko, towar, firmowe lodówki Pepsi, Coca-Coli, lodów Koral. Do tego meble, instalacje, okładziny – wylicza.

Teraz starają się uporządkować zgliszcza, porozumieć z kontrahentami.

Mieli plany na przyszłość

Razem z mężem zamierzali rozbudować swój pawilonik.

– Mamy tam zrobioną wylewkę. Teraz swoje straty szacujemy na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Może 50 tysięcy, może więcej – dodaje pani Hanna.

Jak sama o sobie mówi, jest silną kobietą, ale emocji trudno uniknąć.

– Mieszkanie sprzedałam, takie, które na które latami z mężem czekaliśmy. Płakałam, jak je sprzedawałam. Było bezrobocie, miałam wybór – stworzyć sobie miejsce pracy albo pójść na zasiłek. Ale jestem osobą, która łatwo się nie poddaje. Dlatego zaczęłam pracować na swoim – wspomina.

Klienci świetnie znali panią Hannę. Kupowali u niej pracownicy prokuratury, policjanci. I  okoliczni mieszkańcy. Czasem ktoś do przekazania zostawiał paczkę, a nawet przekaz z emeryturą.

– Często było tak, że po zrobieniu zakupów jakaś znajoma klientka się zagadała, a to o remoncie, a to o dziecku, a to o różnych kłopotach. Nieraz człowiek zwierzeń słuchał. Czasem, jak się zorientowała, że mąż w domu będzie się denerwował, mówiła „a, powiem, że kolejka była” – opowiada.

W sklepie pani Hanna miała trochę prywatnych rzeczy. Ubrania, zabawki wnuka. I futro.

– Przejdę się, zobaczę, może gdzieś znajdę na rynku, bo w zgliszczach nie dostrzegłam resztek. Może wynieśli? Choć nie wiem, czy za dobrą podpałkę nie posłużyło z resztą odzieży – zastanawia się pani Hanna.

W kilka chwil

Pożar przez dwie godziny gasiły cztery zastępy strażaków. Do środka dostali się przez tylne drzwi.

– Na szczęście pawilon był oddalony od budynków mieszkalnych – mówi sekc. Dawid Lewandowski z Komendy Powiatowej PSP.

Sprawa została zgłoszona policji.

– Prowadzimy postępowanie w sprawie kradzieży z włamaniem oraz podpalenia i co za tym idzie, uszkodzenia mienia – informuje Aneta Berestecka, rzeczniczka żarskiej policji.

Pani Hanna i jej mąż szukają przestępców.

– Jeśli ktoś cokolwiek widział, kogoś, kto wydał się podejrzany, będziemy wdzięczni za każdą informacje przekazaną policji. Ten sklep to naprawdę efekt pracy wielu lat, który ktoś nam zabrał w kilka chwili – kończy pani Hanna.

Napisz komentarz »