REKLAMA

Wasze sprawy

Horror setek psów

Opublikowano 15 listopada 2019, autor: bj

Z łuszczycą, ropnymi zapaleniami, pogryzione. Stłoczone po kilkadziesiąt sztuk. W sumie kilkaset psich nieszczęść trafiło do nas z dzikiej hodowli okrutnej Niemki.

Taki widok zobaczyli (9.11.) urzędnicy, lekarze, policja i inspektorzy ochrony zwierząt w Stargardzie Gubińskim. Dwa dni później nie zastali już części psów. Bo zostały przez właścicielkę dzikiej hodowli, obywatelkę Niemiec, wywiezione nocą (10/11.11.) do Brożka (gm. Brody).

Stłoczone po kilkadziesiąt sztuk. Niektóre agresywne, gryzące się nawzajem, zdezorientowane.

– Wiele z nich miało łuszczycę, robaczyce, ropne zapalenia spojówek, uszu.

– Jeden z psów miał odgryziony fragment szczęki – mówi Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt z Jeleniej Góry.

Miała zakaz takiej działalności

Wszystko w odchodach, z resztkami jedzenia, wymieszane w boksach. Wszędzie wszechobecny odór amoniaku, dziesiątki psów w jednym boksie, suki rodzące przy całym stadzie agresywnych samców.

– Z psiego horroru odebraliśmy 21 psów w najgorszym stanie. Lekarze potwierdzili zły stan psów – niedożywienie, przerost pazurów, zapalenie jamy ustnej oraz zapalenie skóry. Uratowane zwierzęta miały także na skórze liczne ślady po pogryzieniach. Teraz dochodzą u nas do zdrowia – mówi K. Kuźmiński.

DIOZ jest w kontakcie z niemiecką organizacją broniącą praw zwierząt.

– Stąd wiemy, że właścicielka dzikiej hodowli miała sądowy wyrok za złe warunki przetrzymywania psów w Niemczech, w Cottbus. Dostała grzywnę. I zakaz działalności. Na początku listopada miała mieć odebrane zwierzęta, dlatego prawdopodobnie znalazła się w Polsce – tłumaczy K. Kuźmiński.

Taki hotel!

– Przypadkiem w Stargardzie Gubińskim zobaczyłem tabliczkę „Hotel dla psów”. Taka działalność na naszym terenie nie była zgłoszona – mówi Zbigniew Barski, wójt gminy Gubin.

Wójt nabrał podejrzeń, bo wcześniej z wizytą była u niego obywatelka Niemiec z pomysłami na uruchomienie podobnej działalności. Do Stargardu Gubińskiego wysłał (8.11.) urzędników, nie zostali wpuszczeni.

– Powiadomiłem policję, sanepid, lekarza weterynarii. Wspólnie weszliśmy na teren hali 9.11. – dodaje Z. Barski.

Interwencja trwała do późnych godzin. Potem wobec właścicielki „hotelu” został wydany zakaz wywozu psów.

Uciekła nocą

Mieliśmy przyjść na kolejną kontrolę, 11.11. – zaznacza Z. Barski.

– I tego prawdopodobnie się ta kobieta obawiała – mówi Anita Szyszko, członkini rady sołeckiej i mieszkanka Zasiek. Bo ona i inni mieszkańcy zauważyli, że około 2-3  nocy (10/11.11.) we wsi coś się dzieje.

Potwierdza to K. Kuźmiński: – Dzięki czujności mieszkańców Zasiek udało się namierzyć miejsce, gdzie były ukryte psy.

– Zobaczyłam wolno przejeżdżające drogą samochody – busy, osobówki. Zwróciłam na to uwagę, bo niedawno ukradli nam tablice rejestracyjne – mówi Agnieszka Rutkowska. – W końcu napisałam na naszej grupie na Facebooku, że coś się dzieje, skoro te auta tak do lasu jeżdżą.

– Rano zadzwonił znajomy z zakładu wykonującego ogrodzenia. Mówił, że w hali przy dawnej szlifierni są zamykane psy. Że głośno szczekają – dodaje A. Szyszko.

Pani Anita jest członkinią rady sołeckiej. Błyskawicznie więc porozumieli się w kilkoro z innymi radnymi, Piotrem Rutkowskim i Jowitą Gruszczyńską.

– Powiadomiliśmy wójta. Przyjechał ze strażakami, policją – relacjonują.

Udawał, że nie rozumie

Razem pojechali w stronę lasu, gdzie znajdują się bunkry po poniemieckiej fabryce amunicji.

– Przyłapaliśmy syna tej kobiety, jak z busa wyciągał klatki z psami. Udawał, że nic nie rozumie, że nie wie, gdzie jest – wspomina A. Rutkowska.

– W nocy, pomimo zakazu, właścicielka dzikiej hodowli wspólnie z synem przywiozła do Brożka ponad 100 psów – mówi K. Kuźmiński.

– Pracowaliśmy do nocy. Potem zapadła decyzja o ich ponownym przewiezieniu do Stargardu Gubińskiego. Tam w boksach mają znośniejsze warunki – informuje Ryszard Kowalczuk, wójt gminy Brody.

Jak zarabiała?

– Za naszą zachodnią granicą jest niedobór psów. Żeby otrzymać psa ze schroniska, trzeba przejść skomplikowane procedury. I zapłacić czasem 100-150 euro za staruszka. Ludzie korzystają więc z dzikich hodowli, gdzie co prawda trzeba zapłacić nawet 600 euro, ale można kupić szybko. Bez pytań. A tu mieliśmy do czynienia ze zwierzętami w typie rasowych – border collie chihuahua, pinczerów, miniaturek.

Sprawą zajęła się policja i prokuratura. Kobieta, 53-letnia obywatelka Niemiec i 24-letni mężczyzna usłyszeli zarzut o czyn z ustawy o ochronie zwierząt. Zostali zwolnieni.

– Czynności prowadzone są przez policję w Gubinie pod nadzorem prokuratury w Krośnie Odrzańskim – informuje Justyna Kulka, rzeczniczka krośnieńskiej policji.

Psy na razie przebywają w Stargardzie Gubińskim.

– Cały czas do nadzorowania jest oddelegowany policjant – mówi Z. Barski.

Zwierzęta mają wrócić do Niemiec.

Napisz komentarz »