REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Łzy burmistrza w sądzie

Opublikowano 08 listopada 2019, autor: bj

Zarzuty wobec urzędników i łzy byłego burmistrza Lubska, Lecha J., oskarżonego o przestępstwo urzędnicze. – Burmistrz przepisy miał za nic. – skwitował prokurator.

Zakończył się (5.11.) proces byłego burmistrza Lubska, któremu prokuratura w Żarach zarzuca przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków.

Przypomnijmy. W procesie, który toczy się w sądzie w Żaganiu od 10. 2018r. chodzi o podpisany przez Lecha J. akt notarialny na sprzedaż gminnej działki jego ciotce. Lech J. zrobił to kilka miesięcy po tym, jak został burmistrzem. Z jednej strony działka przylega do terenu pod budowę garaży, z drugiej – do posesji ciotki burmistrza. Część terenu pod garaże przed 9 laty od Urzędu Miasta kupił Franciszek Makarewicz. Zaczął stawiać garaż, zaprotestowała ciotka burmistrza, która obok zrobiła sobie ogród. W 2011 r. w przetargu ciotka Lecha J. próbowała ją kupić, ale ówczesny burmistrz postawił warunek, że najpierw podpisze oświadczenie, iż nie będzie kwestionowała praw właścicieli sąsiadującej działki. Tego zrobić nie chciała, akt nie został podpisany. Po wygranych wyborach Lech J. nadrobił to szybko, podpisując go własnoręcznie. Jego ciotka stała się właścicielką działki i wystąpiła o unieważnienie prawomocnej decyzji zezwalającej F.Makarewiczowi na budowę garażu. Jego syn zaalarmował prokuraturę. Prokurator przedstawił burmistrzowi zarzut przestępstwa urzędniczego.

Prawo miał gdzieś!

Podczas wtorkowego posiedzenia sędzia Jędrzej Kolczyński wysłuchał najpierw prokuratora Rafała Augustyniaka. – Materiał dowodowy potwierdza winę oskarżonego i przestępczy charakter jego działania w zakresie sprzedaży tej nieruchomości. Znał dobrze sprawę, skoro pełnomocnikiem ciotki był jego ojciec. Gdy został burmistrzem, przychodziły do niego urzędniczki. Mówiły, że tej nieruchomości nie można sprzedać, chyba, że cała procedura zostanie uruchomiona na nowo.  – mówił R. Augustyniak.

I dodawał: – Jedna z pracownic urzędu dopiero przed sądem powiedziała, że burmistrz groził jej utratą pracy. A przecież, kiedy jeden urzędnik może grozić drugiemu? -przekonywał R. Augustyniak.

Prokurator zażądał kary roku pozbawienia wolności  w zawieszeniu oraz grzywny 6 tys. zł i zapłatę kosztów sądowych. Kończył mocno: – Oskarżony działał z premedytacją. Mając gdzieś przepisy prawa, robił wszystko, żeby doprowadzić do sprzedaży. I było to działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla ciotki.

Obrona: niewinny!

– Nie było przestępczego działania, bo zgodnie z przepisami burmistrz miał prawo sprzedać działkę, która służyła poprawie zagospodarowania sąsiedniej. – mówił Robert Kornalewicz, jeden z adwokatów Lecha J.

Tomasz Kopeć, kolejny obrońca Lecha J. pytał. – Czy prokurator zastanawiał się nad odpowiedzialnością urzędników podległych burmistrzowi? Bo to oni przygotowali dokumentację, na podstawie której notariusz uznał, że może dojść do podpisania aktu notarialnego. Teraz urzędniczki się wybielają, choć to one były odpowiedzialne. Gdyby ono było w aktach, nie doszłoby do sprzedaży.  – mówił.

Obrońcy poprosili sąd o uniewinnienie.

Głos zabrał również sam oskarżony. – Kierowałem się uczciwością i zdrowym rozsądkiem. Spojrzałem na moją ciotkę, jak na każdego innego mieszkańca. Mój ojciec rzeczywiście zaangażował się w pomoc, żeby starsza osoba nie była traktowana per noga – mówił Lech J.

Nie ukrywał emocji, zaczął mówić przez łzy. – Gdy ludzie o tym przeczytali, po prostu wydali wyrok. Dla mnie osobiście było okropnym przeżyciem, gdy zobaczyłem moją matkę płaczącą nad artykułem, gdzie był czarny pasek na twarzy – mówił łamiącym się głosem Lech J.

– Sprawa ma dość skomplikowany charakter. Dlatego wyrok zostanie wydany 18.11-mówił kończąc posiedzenie J. Kolczyński.

Napisz komentarz »