REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Lexi, czyli kotka z lexusa

Opublikowano 08 listopada 2019, autor: Piotr Piotrowski

Weszła pod maskę auta kierownika żagańskiego pogotowia. Trzeba było rozkręcać podłogę w silniku. Kotkę przygarnęła pracownica pogotowia. Nazwała ją Lexi.

Ryszard Smyk, kierownik pogotowia zaparkował swojego lexusa na Pl. Słowiańskim (4.11). Poszedł do optyka, po nowe okulary. Wrócił. Przy aucie stał tłum ludzi.

– Pytali mnie, czy mam kota? – opowiada R.Smyk. – Odparłem, że nie, zabronili mi odjeżdżać. Usłyszałem miauczenie. To był pisk malutkiego kotka, który wlazł pod maskę. Ludzie zabronili mi odpalać silnik, bojąc się, że auto „zmieli” zwierzaka. Jedna z pań pobiegła do sklepu i kupiła kiełbasę. Ale kotek nie skusił się. Kobieta się rozpłakała.

Pan Ryszard uspokoił mieszkańców, że odpali silnik elektryczny, zamiast spalinowego (jego lexus jest hybrydą – red.) i będzie powoli jechać do pracy przy ul. Żelaznej. Liczył, że kotek sam wyskoczy ze szczeliny. Nic z tego. Pojechał więc do warsztatu.  – Tam pracownik rozkręcił podłogę silnika, wyciągnął kotka. Za usługę skasował mnie 10 zł, ale najważniejsze, że kotka jest cała – opowiada dalej.

Po wyciągnięciu z silnika kotka była czarna. Pracownicy pogotowia troskliwie się nią zajęli. Została i umyta i nakarmiona. Zasnęła. Gdy się obudziła, czekała już na nią nowa właścicielka.  – Przygarnęła ją jedna z naszych pracownic – dodaje R. Smyk. – Od nazwy mojego auta ochrzciliśmy ją „Lexi”. A za pośrednictwem „Regionalnej” dziękuję wszystkim, którzy byli zatroskani o los kotka. W szczególności pozdrawiam panią, którą kupiła dla niej kiełbasę.

Napisz komentarz »