REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Kochany, serce mi pęka

Opublikowano 08 listopada 2019, autor: tr

Andrzej codziennie rano robił zakupy. Potem wracał do łóżka, żeby mnie przytulić. Nie mogliśmy żyć bez siebie ? opowiada Małgorzata Madej.

W sobotę 2 listopada Andrzej Madej (+44l.) wyjechał z Lubska w kierunku Gubina.

– Jechał starym oplem omegą. Używał go do wożenia pracowników i miał złomować już ten samochód. Ale lubił prędkość. Około godz. 10 wieczorem przyjechali policjanci. Powiedzieli, że Andrzej zginął w wypadku. Nie wierzyłam. Pojechałam tam z synem i teściem… Akurat zabierali Andrzeja. Nie pozwolili mi go zobaczyć. Z samochodu został złom ? mówi żona Małgorzata.

– Kierowca jechał sam. Z nieznanych dotychczas powodów zjechał na przeciwległy pas ruchu. Uderzył w drzewo. Zginął na miejscu. Trwa ustalanie przyczyn tego zdarzenia ? informuje rzecznik zielonogórskiej prokuratury Zbigniew Fąfera.

Pracowity, kochał podróże

Poznali się ćwierć wieku temu. Andrzej był ministrantem w Lubsku.

– Koleżanki włożyły mu list z moim zdjęciem, że chcę się z nim spotkać. Zrobiły to dla żartu, a wyszło inaczej ? wspomina Małgorzata Madej.

Andrzej pokazał zdjęcie koledze, a ten poznał dziewczynę i tak zaczęła się znajomość. Wzięli ślub.

– Andrzej uczył się na ślusarza, ale sprzedawał gaz na małej stacji w Lubsku, potem uczył się montażu instalacji LPG do samochodów ? wspomina  Małgorzata.

W 2005 r. otworzył  firmę w Gubinie. Na montaż i serwis instalacji LPG. Po latach pracy w garażu, EuroGaz rozpoczął pracę na większą skalę.

– Firma STAG, doceniając wiedzę i pracę męża zaproponowała, żeby był ich fabrycznym serwisantem ? opowiada M. Madej. ? Andrzej zawsze sobie radził.

Ale najważniejsze było przyjście na świat syna Mateusza, dziś 21-letniego studenta politechniki w Poznaniu.

– Wszystko robiliśmy razem. Zakupy, wyjazdy. Podróżowaliśmy. Po okolicy rowerami. Po Polsce samochodem, a po świecie samolotem. Byliśmy na północy Afryki, a w przyszłym roku mieliśmy lecieć do Zanzibrau ? mówi pani Małgorzata.

Pasjonat biegania

Andrzej Madej pięć lat temu odkrył w sobie żyłkę biegacza.  Jego koronnym osiągnieciem był górski maraton na Chojnik – 71 km. Oprócz tego były półmaratony, maratony i tzw. dyszki.

– W warsztacie wiszą wszystkie jego medale. Niestety więcej do nich nie dołoży ? mówi żona Andrzeja.

Zawsze razem

Firmą Andrzeja zajmie się pani Małgorzata. Pomoże jej szwagier Remigiusz i drugi pracownik.

– Nasz syn ciężko to przeżył, ale będzie się uczyć. Ja mieszkam u rodziców. W domu nie, bo mam wrażenie, że jest w nim Andrzej. Najgorsza jest noc i ta świadomość, że już nigdy mnie nie przytuli, nie będzie czekał z obiadem, nie pójdzie na zakupy rano i nie przyjdzie się przytulić. Był moją miłościąSerce mi pęka. ? kończy ukrywając łzy Małgorzata Madej.

Ciało Andrzeja zostanie poddane kremacji, a urna z prochami spocznie na lubskim cmentarzu w piątek 8.11.

Napisz komentarz »