REKLAMA

Kronika policyjna

Pijani, naćpani, agresywni. Zadyma w szpitalu

Opublikowano 31 października 2019, autor: bj

Spośród dwunastu pacjentów, sześciu było pijanych. Do tego dwóch nieprzytomnych nastolatków, którzy tabletki na rozluźnienie mięśni popijali wódką. Jednego pacjenta trzeba było zapiąć w pasy, bo był agresywny. Do tego zawał, złamanie i rana do zszycia.

Tak swój jeden dyżur na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym z zeszłego tygodnia podsumował Marek Femlak, wicedyrektor 105. Szpitala Wojskowego w Żarach.

– Wziąłem dyżur, którego kompletnie nie było kim obsadzić. Bo lekarze czasem za 180 zł na godzinę nie chcą tu pracować – mówi M. Femlak. I podkreśla: – Wyzwiska, pobicia, opluwanie, kopniaki. Na to wszytko narażeni są lekarze, ratownicy, pielęgniarki – wylicza.

Wszystko dlatego, że SOR nierzadko działa jak podręczna izba wytrzeźwień.

– Sprawdziłem w budżecie miasta. Przeznaczają na izbę wytrzeźwień w Raculi 6 tys. zł, ale w tym roku żaden mieszkaniec nie został tam odwieziony. W dwóch poprzednich latach były tylko dwa takie przypadki, czyli raz na rok – wylicza M. Femlak. Nikt nie pije?

Z dyżuru w minionym tygodniu M. Femlak wymienia dwóch 18-latków z Żagania.

– Postanowili poszukać jakichś szczególnych doznań. Brali tabletki na rozluźnienie mięśni, zapijali wódką. I znowu – tabletka i wódka. Jednego z nich, drobniejszego, ważącego ok. 65 kg, do szpitala przywiozła karetka. Był nieprzytomny. Drugi doszedł do domu, tam upadł. Przywiózł go do nas ojciec. Po diagnozie i wstępnie udzielonej pomocy, obaj trafili na OIOM. Ich życie było realnie zagrożone. Potem opowiadali, że chcieli wywołać jakieś halucynacje. – opowiada M. Femlak.

Podpalił łóżko

– W tym czasie niemal jeden za drugim trafiali do nas pijani mężczyźni. Jeden z nich był bardzo agresywny. Potrzeba było trzech osób, żeby go obezwładnić i unieruchomić w pasach. Musieli się z nim szarpać, zamiast pomagać innym. A na oddziale był też 60-letni mężczyzna z dławicą piersiową, nieprzytomny. Musieliśmy prowadzić reanimację. Do tego pacjent ze złamaniem i kolejny z głęboką raną, wymagającą zszycia – wylicza M. Femlak.

Jak się okazało, pacjent, którego udało się zapiąć w pasy, miał schowaną zapalniczkę. I postanowił jej użyć. Podpalił łóżko, na którym leżał i przy okazji pasy, w które był zapięty. A to koszt 4 tys. zł.

– W ten sposób straciliśmy drugi komplet. Poprzedni niedawno został przecięty, bo inny pijany chciał uciec. A udało mu się przemycić noż – wspomina M. Femlak.

Niestety, szpital ma kłopot z zapewnieniem obsady na dyżurach.

komentarz »
  1. Piotr 8 listopada 2019 21:51 - Odpowiedź

    Chętnie bym tam podjął się pracy jako ochroniarz. Tylko czekam na ofertę pracy.

Napisz komentarz »