REKLAMA

Wasze sprawy

Pogromca radarów kontra żarska policja

Opublikowano 31 października 2019, autor: bj

Emil Rau, znany z TVN Turbo tropiciel wadliwych radarów, dostał mandat od żarskiej policji. Nie zgadza się z nim, więc sprawa trafiła do sądu.

Emil Rau, nazywany łowcą radarów i pogromcą mandatów, stanął przed żarskim sądem we wtorek, 29.10. Jest właścicielem firmy transportowej, kierowcą z ponad 25-letnim stażem, który prawo jazdy ma nie tylko na auta osobowe, ale także na ciężarówki i autobusy.

Do żarskiego sądu przyjechał, bo według policji, jadąc przez Dąbrowiec, przekroczył prędkość w terenie zabudowanym. Dla E. Rau to nie pierwszyzna, bo podobnych spraw w różnych sądach ma ok. 100 rocznie. Poza tym dostaje setki pytań od kierowców, którzy mają  podobne sytuacje za sobą. proszą o pomoc i opinię.

– Zdarzenie dotyczy kontroli drogowej w miejscowości Dąbrowiec, 7 lipca. W miejscu, gdzie obowiązuje maksymalna prędkość 50 km na godzinę, pomiar policyjnego wideorejestratora wskazał ponad 70 km na godzinę – czytał akta sędzia Grzegorz Krzemiński.

Nie przekroczyłem prędkości!

-Tego dnia kierowałem fiatem ducato. Zatrzymaliśmy się w Żarach, w KFC, potem pojechaliśmy w stronę Zielonej Góry. W Bieniowie zauważyłem nieoznakowany radiowóz bmw. Wyjechał z bocznej uliczki, trzymał się za mną 400-500 metrów. Tak dojechaliśmy do Dąbrowca. Pod koniec miejscowości się do mnie zbliżył, włączył sygnały. Zatrzymałem się. Policjant oznajmił mi, że zarejestrował prędkość 72 km na godzinę. Zapytałem, na jakim odcinku pomiar został wykonany. Usłyszałem, że na 50-100 metrach. W cywilizowanych krajach robi się to na  700 metrach. Chodzi o to, żeby pomiar oddawał faktyczną prędkość. Tym bardziej, że policja dysponuje  sprzętem sprzed 20 lat. Dlatego odmówiłem przyjęcia mandatu, choć nie był wysoki -100 zł i 4 punkty karne. Ale tu nie o pieniądze chodzi. Koszt mojego przyjazdu do Żar i czas, który na to muszę poświęcić, jest więcej wart – tłumaczył E. Rau.

E. Rau w rozmowie z dziennikarzem przekonuje, że prędkość na videoradarze nie jest prędkością samochodu rejestrowanego, a prędkością  radiowozu. Policjant musi utrzymywać stałą odległość od jadącego przed nim auta, a im dłuższy jest odcinek, tym bliższy prawdy jest pomiar.

– Ja jechałem zgodnie z przepisami, nie przekroczyłem prędkości. Sugerowałem się nie tylko swoim prędkościomierzem, ale też GPS-em – zapewnia E. Rau, który przekonuje, że od początku widział, że jadące za nim bmw to nieoznakowany wóz policyjny.

Trzy nagrania, czyli dwa

Podczas rozprawy zeznania składał policjant z patrolu, który zatrzymał E. Rau.

– Dąbrowiec ma około 1 km długości. Pomiaru dokonaliśmy dwukrotnie. Pokazaliśmy kierowcy nagranie, ale nie przyjął mandatu – zeznawał funkcjonariusz. Jak przyznał, były trzy nagrania z wideorejestratora, ale jednego nie można było odtworzyć.

E. Rau chciał wiedzieć, czy w tej sytuacji urządzenie nie powinno trafić do serwisu.

– Nie, bo ono ma wyznaczony czas użytkowania i dopiero po nim oddaje się je do legalizacji – zapewniał policjant.

-To bardzo dziwne, bo jak auto, które ma przegląd rejestracyjny na rok, rozbije się, to trzeba je naprawić i zrobić na nowo przegląd. To samo dzieje się z wagą czy jakimś licznikiem, jeśli źle działa – skomentował E. Rau.

Kolejne posiedzenie sądu zaplanowane zostało na 5.12.

Bagażnik z suszarkami

W bagażniku swojego samochodu E. Rau ma kilka policyjnych urządzeń. Pokazuje, jak bardzo mogą być zawodne. Najpierw prezentuje „suszarkę”, czyli videorapid. Znajduje się na nim informacja, że powinien być używany pod kątem 0 stopni.

– Czyli policjant nie może nim mierzyć prędkości schowany w bocznej uliczce, ale musiałby stać na wprost jadącego auta – wyjaśnia pogromca radarów.

Inne urządzenie – „iskra”. Wycelowana w głąb kokpitu zaparkowanego samochodu pokazuje, że jedzie on z prędkością 36 km na godzinę. Powód? Włączony nawiew w aucie, który „iskra” interpretuje jako ruch i mierzy prędkość.

– Natomiast laserowe radary potrafią pokazać, że porusza się coś, co na pewno stoi w miejscu – tłumaczy E. Rau i celuje swoim urządzeniem w budynek sądu. Efekt? – Pomiar pokazał prędkość 6 km na godzinę. Bo to laserowy dalmierz, wymyślony jako sprzęt geodezyjny do pomiaru odległości, a nie prędkości. Błąd pomiaru wynika z tego, że policjant używający tego urządzenia musiałby to utrzymać w kompletnym bezruchu. A przecież ręka zawsze zadrży. Dlatego geodeci mają zawsze statyw – tłumaczy E. Rau.

E. Rau z oskarżeniem żarskiej policji się nie zgadza. Złożył wniosek, by sąd przesłuchał policjantkę z patrolu, który go zatrzymał.

– W rozmowie ze mną przyznała, że gdyby trzymali się zasad, które obowiązują na zachodzie Europy, nie wystawiliby nawet kilku procent mandatów z tego, co wystawiają. I mam na to dowód – zapewnia E. Rau.

Napisz komentarz »