REKLAMA
absolut

Aktualności, Kronika policyjna

Za szybko na śmierć

Opublikowano 31 października 2019, autor: bj

Jak co dzień rano, do pracy rowerem jechała Anetta Jagodzińska (? 47 l.) z Żar. Jednak w piątek, 25.10. tam nie dotarła. I już nigdy nie dotrze. W okolicy kwiaciarni przy ul. Katowickiej w Żarach nagle upadła. Ktoś wezwał pogotowie ratunkowe. Na jakąkolwiek pomoc było za późno.

Leżącą na chodniku u zbiegu ul. Katowickiej i Zwycięzców w Żarach Anettę Jagodzińską (? 47 l.) zauważył przypadkowy przechodzień. Była przyciśnięta swoim rowerem.

– Powiadomienie o nieprzytomnej kobiecie leżącej na chodniku przy ul. Katowickiej otrzymaliśmy o godz. 6 rano. Karetka Pogotowia na miejscu była o godz. 6.08. Stwierdzono brak oddechu, zatrzymaną akcję serca, zapis ekg w formie ciągłej linii. Lekarz stwierdził zgon – informuje Ryszard Smyk, kierownik pogotowia ratunkowego. I dodaje: – Ciało nie nosiło widocznych zewnętrznych obrażeń.

Na miejsce dotarła policja, a następnie został wezwany prokurator. Zdecydował o przeprowadzeniu sekcji zwłok. Ta odbyła się w poniedziałek, 28.10. – Wykazała, że śmierć kobiety nastąpiła z przyczyn naturalnych – informuje Robert Brzeziński, szef Prokuratury Rejonowej w Żarach.

Nieoficjalnie wiadomo, że to był zawał.

Nigdy się nie skarżyła

Jak się okazało, współpracownicy czekali na nią w pracy. Niepokoili się, bo nigdy się nie zdarzało, by się spóźniała, czy nie przychodziła na swoją zmianę. Dzwonili, ale telefon nie odpowiadał. W końcu ktoś zadzwonił do córki. Wówczas się dowiedzieli, że ich koleżanka zmarła nagle, w drodze do pracy.

Z nagłą śmiercią pani Anetty nie mogą pogodzić się jej najbliżsi. – To był naprawdę dusza-człowiek – mówi bratowa zmarłej.

-Moja mama była nie tylko mamą, ale i przyjaciółką. Najlepszą. Bardzo proszę o tym napisać – mówiła w rozmowie z dziennikarzem gazety Regionalnej pani Joanna, córka.

Pani Anetta była mamą Joanny i Adriana i babcią 3-letniego Gabrysia oraz 15-miesięcznej Kornelki. – Tego dnia, w piątek miała iść z Gabrysiem do cyrku. Bardzo na to czekał i się cieszył. Ale już nigdy tam nie pójdą – płacze pani Joanna. 

Dla najbliższych to wielka strata. – Ona była taką prawdziwą „matką-Polką”, kochającą dzieci, wnuki. Gdy była potrzebna, wystarczył jeden telefon. Nigdy nie było za ciężko, nigdy się nie skarżyła, nie odmawiała, z braku czasu czy zmęczenia-wspomina bratowa.

Mamy już nie ma

Jak się okazuje, pani Anetta uwielbiała łowić ryby. – Gdy miała czas, chętnie wędkowała. Wcześniej, ze swoim bratem Robertem, który 6 lat temu zginął w wypadku samochodowym. Teraz z drugim bratem – mówią najbliżsi

Ostatnio trochę jednak chorowała. – Jeszcze przed wyborami dzwoniła do mnie, mówiła, że jest przeziębiona. Ale wiadomo, ona o sobie myślała na końcu, bo zawsze najpierw była rodzina. Pewnie brała leki, może zbagatelizowała chorobę- przypuszcza bratowa.

-Z takim odejściem najciężej się pogodzić. Gdy człowiek jednego dnia mamę, a następnego ona nagle odchodzi. Nie mogę się z tym pogodzić. Że mojej kochanej mamy już nie ma – kończy pani Joanna.

Napisz komentarz »