REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Królowa tańca

Opublikowano 25 października 2019, autor: TR

Martyna Adamska z Lubska wygrała Puchar Regionu Polski Północnej w Tańcach Standardowych. Zawody odbyły się w sobotę, 19.10., w Koszalinie.

Przygodę z tańcem 14-latka z Lubska zaczęła w wieku 5 lat.

– Tradycji rodzinnych w tańcu nie mam. Na pierwsze zajęcia zaprowadziła mnie babcia. To miał być sposób na to, żebym zaczęła uprawiać jakąś aktywność fizyczną, bo wtedy byłam takim małym pączkiem ? wspomina początki Martyna. – Ale po pierwszych zajęciach już wiedziałam, że to jest dla mnie.

W tym czasie w Lubsku funkcjonowała filia gubińskiej szkoły tańca, gdzie uczęszczała młodziutka tancerka.

– Na początku było kilka dziewczynek, ale z czasem się wykruszały i została tylko nasza córka. Zlikwidowano też lubską filię i trzeba było wozić córkę do Żar. Potem do Kożuchowa, a obecnie do dobrej szkoły tańca Starlight w Zielonej Górze. Zajęcia odbywają się trzy razy w tygodniu, po kilka godzin. W pozostałe dni córka ćwiczy w domu. Ma specjalnie przygotowany pokój z wielkim lustrem ? opowiada tata Martyny, Paweł Adamski.

Taniec towarzyski to sport. Trzeba mieć niezłą kondycję, silne mięśnie brzucha.

– Jesteśmy w federacji tańca sportowego. I jak to w każdym sporcie, zdarzają się kontuzje. Najczęściej dotyczą zapalenia ścięgna Achillesa. Takie kontuzje leczy się latami. Mnie, na szczęście, udało się póki co tego uniknąć. W tańcu jest taka zasada, że nieważne, jak boli, ważne, żeby wszystko pięknie wyglądało ? opowiada Martyna.

Najgorzej z chłopakami.

Taniec trzeba godzić z nauką. Martyna uczy się w niepublicznej szkole podstawowej w Lubsku.

– Nie jestem wzorową uczennicą. Mam mało czasu na naukę i często nadrabiam zaległości wieczorami. Tylko sporadycznie chodzę na szkolne imprezy ? przyznaje Martyna. – Koledzy ze szkoły różnie reagują. Niektórzy mnie podziwiają, niektórzy hejtują. Myślę, że to z zazdrości i się tym nie przejmuję. Taniec mnie zahartował.

O innych problemach wspomina ojciec Martyny.

– Córka tańczy teraz z chłopakiem z Zielonej Góry, Wiktorem Wojciszewskim. Ogólnie jest problem z partnerami do tańca. Chłopcy poddawani są presji przez rówieśników. Piłka nożna tak, ale taniec już nie. Uważany jest za niemęski sport. Dlatego ważne jest, żeby tancerze mieli mocne wsparcie w rodzicach ? opowiada P. Adamski.

Z Wiktorem Martyna zaczęła zajmować dobre miejsca na turniejach krajowych.

– Na pierwsze zwody pojechałam po 5-6 latach treningów. Był stres, ale teraz widzę postępy. Najpierw w określonej klasie wystawia nas trener. Potem sędziowie przyznają nam coraz wyższe klasy taneczne – wyjaśnia Martyna.

Tańczy tańce standardowe.

– Najbardziej lubię walca wiedeńskiego. Mniej przepadam za tańcami latynoamerykańskimi, a za najtrudniejsze uważam pasodoble. W tym tańcu jest taka muzyka, że elementy się nie powtarzają. Za największy sukces uważam ostatnie zwycięstwo w Pucharze Regionu Polski Północnej w Tańcach Standardowych ? wyjaśnia młoda lubska tancerka.

Dumni z córki

Treningi i stroje to koszty ponoszone przez rodziców. Ceny strojów dla kobiet zaczynają się od 200 zł, a dochodzą do kilku tysięcy. Do tego specjalne buty. Wraz z rosnącymi umiejętnościami, począwszy od klocka pod piętą do kilkucentymetrowego obcasa.

Taniec wymaga lat pracy, ale nie ma granicy wieku. Na zawodach są pary w wieku 60+.

– Ja bym chciała właśnie tak długo tańczyć. Myślę, że jeszcze 5 lat treningów i będę mogła spróbować walczyć o mistrzostwo Polski. Taki mam cel ? podsumowuje M. Adamska.

Z córki dumni są rodzice.

– Taniec nie jest popularny jako sport. Ale z żoną widzimy, ile pracy potrzeba, żeby osiągać sukcesy na skalę krajową. My jesteśmy z córki bardzo dumni ? uśmiecha się P. Adamski.

Napisz komentarz »