REKLAMA

Sport

Zeszli z boiska

Opublikowano 25 października 2019, autor: hakma

Niespodziewanie mecz pomiędzy liderem ŁKS Łęknica, a KS Lipna 4. grupy zielonogórskiej A klasy trwał 72 minuty, a nie jak zwykle 90. Sędzia Wojciech Ganczar musiał odgwizdać koniec meczu po tym, jak drużyna gospodarzy zeszła z boiska.

W sobotę 19. października pretendent do awansu przyjechał do Lipnej po pewne 3 punkty. Łękniczanom wszystko ostatnio wychodzi i pewnie zmierzają po awans do okręgówki. Lipna po reaktywowaniu Budowlanych Gozdnica zmaga się z problemami kadrowymi i zajmuje miejsce pod koniec tabeli. Do meczu z liderem przystąpiła w dziesiątkę, dopiero w trakcie spotkania do kolegów dołączył jedenasty piłkarz.

Mecz z prądem

Od początku mecz toczony był z prądem. Wiadomo, że każdy chce wygrać z najlepszą drużyną w rozgrywkach i wtedy koszty nie są ważne, ale kuriozalne wydarzenia na boisku w Lipnej, na pewną przejdą do historii lubuskiej piłki nożnej.

-Już od początku było widać, że piłkarzy gospodarzy bardziej od gry interesują nasze nogi i dyskusja z sędzią zawodów. Grali bardzo ostro, a momentami brutalnie. Zwłaszcza jeden z zawodników, który bardzo szybko dostał żółtą kartkę, co wcale nie ostudziło jego zapędów-relacjonuje Krzysztof Dewo, trener ŁKS-u.- KS Lipna to bardzo specyficzny zespół i fatalne boisko. Zdajemy sobie sprawę, że każdy chce z nami wygrać, ale takiego zachowania jeszcze w swojej karierze zawodniczej i trenerskiej nie widziałem. Na pewno nie grało nam się łatwo, ale byliśmy drużyną lepszą i bez problemów prowadziliśmy już 4:2. Nawet strzeliliśmy gola na 5:2, ale sędzia bramki nie uznał- twierdzi szkoleniowiec.

Nieuznana bramka

To prawda, Łękniczanie po zamieszaniu na polu karnym przeciwnika i zderzeniu bramkarza z własnym obrońcą wpakowali piłkę do pustej bramki. Arbiter pokazał na środek boiska i gdy wszyscy czekali na wznowienie gry Wojciech Ganczar po protestach ze strony gospodarzy zdecydował się na konsultację z bocznym arbitrem i po pięciominutowej dyskusji anulował bramkę, twierdząc, że był faul na bramkarzu. Zresztą od początku spotkania arbiter miał sporo do roboty. Piłkarze z Lipnej przez cały mecz komentowali każdą jego decyzję, dyskutowali z nim i wypominali sędziowanie poprzednich meczów z ich udziałem, a nawet wracali do spotkań Żarskiej Ligi Futsalu. Atmosfera z minuty na minutę stawała się gorętsza, a na boisku aż iskrzyło od emocji. Wulgarne teksty i lekceważenie sędziego było normą.

Jesteś jeb…ięty?

Apogeum nastąpiło w 70 minucie, gdy za kolejny brutalny atak na zawodniku gości, drugą żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną, został ukarany Stanisław Gilewski, który nie mógł się pogodzić z decyzją arbitra i w ostrych słowach dał temu wyraz. -Po ukaraniu zawodnika z nr 7 druga zółtą kartką a potem czerwoną, piłkarz rzucił się do mnie ze słowami: „Jesteś jeb…ięty?”. Powstało zamieszanie. Koledzy zaczęli go odciągać, a jeden z nich krzyknął do mnie: „Stachu, jak ty mu nie jeb…iesz, to ja to zrobię”. Wtedy się odwróciłem i jemu także pokazałem czerwoną kartkę-twierdzi Wojciech Ganczar, główny arbiter tego spotkania.

Wtedy na boisku nastąpił armagedon. Piłkarze z Lipnej zarządzali anulowania czerwonej kartki, bo zawodnik, który ją otrzymał twierdził, że tego nie powiedział, tylko ktoś inny. Kto? Nie wiadomo, bo nikt się nie przyznał. Wobec tego sędzia stwierdził, że kara zostaje utrzymana. Wtedy drużyna gospodarzy na znak protestu zeszła z boiska. A Wojciech Ganczar, nie mając innego wyjścia, odgwizdał, w 70. minucie, koniec spotkania. Emocje w drużynie gospodarzy sięgnęły zenitu.

-Sędziowanie w tych zawodach przez sędziego głównego było nierzetelne, co skutkowało popełnieniem wielu błędów w obie strony. Konsekwencją tych błędów była nerwowa atmosfera, co doprowadziło do eskalacji wydarzeń i z każdą kolejną decyzja irytacja rosła wśród zawodników i kibiców. Nie dało się grać i oglądać tych zawodów i każdy kto był na tym meczu widział, co się działo i wie, że to nie są stronnicze wypowiedzi przegranej drużyny. Ja, jako wieloletni działacz, sędzia i zawodnik, z czystym sumieniem mogę przyznać, że patrzę na to obiektywnie. W 70. minucie decyzja podjęta przez sędziego była kumulacją złych decyzji w całym meczu, co skutkowało, moim zdaniem, niesłuszną czerwoną kartką dla naszego zawodnika. Poirytowanie zachowaniem sędziego było tak wielkie, że drużyna w ramach protestu postanowiła opuścić plac gry. Szanujemy się i nie możemy pozwolić na takie zachowania sędziów- stwierdził oburzony prezes KS Lipna, Grzegorz Laskowski.

Mąciwoda?

Dyskusja rozgorzała także na fejsbuku. Pod postem na FB klubu ŁKS Łęknica wypowiedzieli się prezes KS Lipna i przewodniczący żarsko-żagańskiego podkolegium sędziów, Paweł Horożaniecki, który zarzucił swojemu koledze, że nie stanął w obronie Wojciecha Ganczara: „poza tym, że sędziujesz, to jesteś też boiskowym „troublemakerem”(człowiekiem siejącym niezgodę, dop. red), wiec biorę na Ciebie poprawkę. Jak zapewne doskonale pamiętasz osobiście karałem Ciebie i Twoich kompanów za niesportowe zachowania w jednym z meczów B klasy.”

Jaki będzie finał zakończonego wcześniej meczu w A klasie pomiędzy ŁKS Łęknica i KS Lipna zadecyduje posiedzenie komisji dyscyplinarnej LZPN.

Napisz komentarz »