REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Podpalił, żeby zatrzeć ślady

Opublikowano 18 października 2019, autor: tr

Patrycję Łukasz zabił już w sobotę. W poniedziałek postanowił zatrzeć ślady. Podpalił mieszkanie, w którym leżała martwa żona.

„Regionalnej” udało się nieoficjalnie ustalić, że do zabójstwa doszło już w sobotę, 5 października. Patrycja wpuściła zabójcę do domu w Lubsku przy ul. Krakowskie Przedmieście. W tym czasie dzieci Łukasza i Patrycji były w domu rodziców Łukasza w Lutolu. Co dokładnie stało się w mieszkaniu, wie tylko Łukasz P. i wiedzą nie dzieli się z organami ścigania.

– Przyznał się do zabójstwa, ale współpraca podejrzanego z prokuraturą jest niepełna – wyjaśnia rzecznik zielonogórskiej Prokuratury Okręgowej, Zbigniew Fąfera.

Wiadomo, że ciało Patrycji leżało w kuchni, z ranami od noża. Narzędzia zbrodni nie znaleziono mimo poszukiwań i w kamienicy, i na trasie, którą po zabójstwie poruszał się Łukasz.

Jakby nic się nie stało

Po morderstwie Łukasz P. postanowił zrobić sobie alibi. Poszedł do pobliskiego Netto, gdzie kupił wódkę, a dalej na bloki, czyli osiedle przy ul. Wrocławskiej. Tam spotkał się z kolegą, któremu powiedział, że pije, bo żona go wk…wia. Potem, jakby nic się nie stało, wrócił do domu w Lutolu, do rodziców i dzieci.

W niedzielę i poniedziałek sprawca kombinował, jak zatrzeć ślady. Czasu więcej nie miał, ponieważ w poniedziałek Patrycja miała odebrać od jego rodziców ich wspólne dzieci. Dysponując kluczami od domu, w poniedziałek Łukasz wrócił na miejsce zbrodni i podpalił mieszkanie.

– Pożar zaczął się w kuchni, czyli tam, gdzie znaleźliśmy ofiarę – wyjaśnia oficer prasowy żarskiej straży bryg. Grzegorz Lisik.

Przyznał się

Po zatrzymaniu przez policję, Łukasz początkowo się nie przyznawał, ale policjantom udało się m.in. znaleźć świadka, który widział, jak w sobotnie popołudnie szedł z Lutola do Lubska. Ciężar dowodów spowodował, że ostatecznie 31-latek przyznał się do zabójstwa żony.

W piątek (11.10), już po aresztowaniu, konwój policyjny woził zabójcę po Lubsku i Lutolu. Skuty za ręce i nogi Łukasz P., ubrany w ochronny kask, pokazywał, co robił po zabójstwie, zaczynając od miejsca zbrodni, przez centrum Lubska, aż po osiedle na ul. Wrocławskiej.

Jak to zrobił?

Sprawcy grozi dożywocie, a policjanci i prokuratorzy nadal zbierają dowody. Do wyjaśnienia zostało, dlaczego ciało Patrycji było częściowo rozebrane, a także w jaki sposób Łukasz P. podpalił dom.

– Na chwilę obecną nie potwierdzam, że ofiara została zgwałcona. Czekamy także na opinię biegłego w zakresie pożarnictwa – informuje Z. Fąfera.

W sobotę, 12 października, rodzina, przyjaciele i setki młodych ludzi żegnali na lubskim cmentarz, zamordowaną Patrycję Pawłowską.

Zbrodnia wywołała lawinę komentarzy, że sprawca powinien nigdy nie wyjść z więzienia.

– Sąd na pewno będzie i będą konsekwencje, i tak ma być. Ale my nie bawmy się w sędziego. Trzeba po chrześcijańsku wybaczyć. Inaczej koniec z nami – apelował do żałobników ks. Adam Rogucki z parafii p.w. NNMP w Lubsku, gdy urna z prochami Patrycji spoczęła w grobie.

Napisz komentarz »