REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Żeby żadne dziecko tak nie umierało

Opublikowano 11 października 2019, autor: bj

Nie ma winnych śmierci 12-letniej Zuzi, która targnęła się na swoje życie.

Umorzeniem zakończyło się prokuratorskie postępowanie w sprawie samobójstwa 12-letniej Zuzy, mieszkanki Żar. Śledczy nie dopatrzyli się, by ktokolwiek zawinił.

Przypomnijmy. Zuzia, uczennica Szkoły Podstawowej nr 1 w Żarach, targnęła się na swoje życie (6.04), będąc u swojej przyjaciółki Patrycji w Surowej (gm. Żary).

Dziewczynka znalazła sznurek, do którego przypinany był pies na podwórzu. Zaczepiła go o gałąź orzecha i obwiązała wokół szyi. Stała na niewielkim niebieskim stołeczku. Zeszła z niego i zawisła tuż nad ziemią, tak że jej stopy ocierały o nią.

W tym czasie jej przyjaciółka sprzątała swój pokój, co chwilę wyglądała na podwórze. W pewnym momencie zobaczyła, że Zuzia wisi na sznurze na gałęzi. Próbowała ją odczepić, nie dała rady. Zadzwoniła po rodziców, którzy byli na zakupach w Żarach. Zawołała sąsiadów, dała im swój telefon, żeby zadzwonili po pogotowie, a sama podtrzymywała Zuzię. Krzyczała, żeby pomogli jej odczepić dziewczynkę, ale nikt nie chciał tego zrobić. Dyspozytorka numeru 112 uznała, że dziewczynka nie żyje i nie wysłała na miejsce pogotowia, a zawiadomiła jedynie policję. 

Zuzię odcięli dopiero rodzice Patrycji, którzy wrócili do domu i rozpoczęli reanimację oraz ponownie wezwali pogotowie. Dziewczynka trafiła pogotowiem lotniczym do Szpitala w Zielonej Górze, gdzie 8.04. zmarła.

 

Nie miałem siły

 Z takim stanowiskiem śledczych pogodzić się nie mogą ani rodzice dziewczynki, Krzysztof i Agnieszka, ani jej babcia, Irena.

– Nikt nie jest winien. Tylko dziecko nie żyje. Zmarło, zakopali, leży na cmentarzu. Nam tylko łzy, ból i zdjęcia pozostały – mówi pani Agnieszka.

– Wygląda to tak, jakby oni to pod dywan zamietli. A jakby wypadek był, nawet nie z winy kierowcy, ale on by nie udzielił pomocy, to przecież ponosiłby odpowiedzialność. To dlaczego tu jest inaczej? – pyta pani Irena.

Rodzice Zuzi wyprowadzili się z mieszkania, w którym mieszkali za życia córki.

– Ja nie miałem tam siły wejść. Koledzy meble wynosili – w oczach taty Zuzi, pana Krzysztofa, pojawiają się łzy.

Nic nie robili

 W uzasadnieniu decyzji Prokuratury Rejonowej w Żarach o umorzeniu zawarta jest analiza zeznań i zdarzeń, w których brali udział dyrektorka SP nr 1, wychowawczyni, sąsiedzi i koledzy. Między innymi czytamy o „incydencie, gdzie jej koledzy mieli jej przekazać kartę z niestosowną informacją”. Po tym Zuza próbowała popełnić samobójstwo po raz pierwszy, połykając tabletki.

„Jakkolwiek zachowania te uznać należy jako niewłaściwe i naganne, to brak jest podstaw do przyjęcia, że pozostawały one w jakimkolwiek związku przyczynowym z decyzją podjęta przez Zuzannę” – czytamy w decyzji o umorzeniu.

Śledczy nie dopatrzyli się też odpowiedzialności szkoły.

– Wiemy, że dzieci są różne. Bardzo jej dokuczali w szkole i nie było po prostu reakcji. Czasem przychodziła do mnie zapłakana. Była bardzo wrażliwa, brała wszystko do serduszka. Gdy pytałam, co się stało, mówiła, że nic. Nie chciała na nikogo donosić – opowiada pani Irena.

Rodzice wielokrotnie informowali o tym dyrektorkę. Nie widzieli reakcji.

– Nic nie robili – mówi mama Zuzi. Choć mieli bardzo dobry kontakt z wychowawczynią. – Ale to pani dyrektor zupełnie się od sprawy odcięła – zastrzega matka zmarłej dziewczynki.

W uzasadnieniu rodzice przeczytali też, że nieudzielenia pomocy nie byli winni sąsiedzi, mieszkańcy Surowej, którzy przyglądali się tragedii.

– Nie mogę tego zrozumieć. Tylu ludzi tam było, nic nie zrobili. Patrycja błagała ich o pomoc, bo gdy udało jej się unieść Zuzię… Ona resztką sił łapała powietrze. Gdyby ktoś odciął sznurek, to by przeżyła – mówi mama Zuzi.

Bo że Zuzia chciała żyć, tego są pewni.

– Chciała pomalować pokój. I wstawić kaktusy, bo bardzo je lubiła. Kochała swojego młodszego braciszka, uczyła go angielskiego – opowiada babcia.

 

Nie chcą nikogo wysyłać do więzienia

Najbliżsi Zuzi nie mogą zrozumieć, dlaczego w prokuratorskim piśmie nie ma słowa na temat dyspozytorki. Karetka wówczas nie przyjechała.

– Dyspozytorka od razu przyjęła to, co mówiła ta młoda kobieta z sąsiedztwa, która zgłaszała. Że Zuzia nie żyje Od razu stwierdziła, że jak nie żyje, to pogotowie nie przyjedzie. A przecież gdy już potem rodzice Patrycji przyjechali, reanimowali, to przywrócili oddech. Gdyby pomoc przyszła wcześniej, Zuzia by żyła – rozpacza pani Irena.

– Ja chciałabym poznać tę dyspozytorkę. Może spotykam ją na ulicy, może też jest matką – mówi pani Agnieszka.

Nie zależy im na tym, by ktoś poszedł do więzienia.

– Nie chcemy, by ktoś szedł za kraty albo musiał płacić wysokie grzywny. Choć my sami nie mamy pieniędzy i sił, by o to walczyć. Chcielibyśmy tylko, żeby ktoś powiedział, że ten czy tamten zrobił błąd. Żeby ludzie w Surowej i każdej innej miejscowości chcieli pomagać w takich sytuacjach. Po prostu, żeby już żadne dziecko nigdy w ten sposób nie umierało – mówi pani Agnieszka.

Nie ma dnia…

– Nie ma dnia, żebym nie płakała. Gdy myślę o niej, gdy mówię pacierz – przeciera oczy pani Irena. I dodaje: – Bo to ona powinna do mnie przychodzić, odwiedzać mnie na cmentarzu. A tak… Ta rana nigdy się nie zagoi.

Napisz komentarz »