REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Chciał żyć, ile się da

Opublikowano 04 października 2019, autor: bj

Pełen życia, kochający mąż, ojciec i dziadek. Zapalony wędkarz, brydżysta. Uwielbiał zajmować się ogródkiem wokół domu. Zbigniew Czarnecki (? 65 l.), lekarz ortopeda z Żar, zmarł 29 września.

Z. Czarnecki przyjmował pacjentów w przychodni Eskulap przy ul. Moniuszki w Żarach do grudnia ubiegłego roku. Problemy ze zdrowiem zaczęły się trzy miesiące wcześniej.

– Byliśmy we wrześniu na wakacjach. W Londynie. To był prezent od dzieci na 40 rocznicę ślubu. Sporo spacerowaliśmy. Męża bolały nogi, ale kładliśmy to na karb tych spacerów – mówi Mariola Czarnecka, wdowa.

W 2018 r. Z. Czarnecki miał zabieg wszczepienia endoprotezy w szpitalu w Świebodzinie. Na początku grudnia, w pracy, chwycił go ból, który trudno było znieść. Okazało się, że noga nie goi się tak, jak należy. Trzeba było  usunąć endoprotezę i wszczepić nośnik antybiotyku.

– Przeszedł kilkanaście takich zabiegów. Był wtedy niesamowity ból. Ciągle się nie goiło, był stan zapalny, noga od biodra do uda była w złym stanie. I choć kolano i łydka były zdrowe, podjęliśmy decyzję o amputacji nogi. Mąż się na to zgodził i dzielnie znosił – mówi pani Mariola.

Pomimo ciężkich przejść, chcieli żyć po nowemu.

 – Oboje przygotowywaliśmy się do życia z protezą. By żyć tak, żeby nie być ciężarem dla nikogo. On zawsze do mnie mówił: „Mariolka, żyjemy tyle, ile się da – wspomina żona.

Jeszcze przed operacją doszły problemy z krzepnięciem.

– Miał przetaczaną krew, dostał kilkanaście dawek leku dla hemofilików, gdzie każda kosztuje 400 tys. zł. Często te zabiegi kończyły się pobytem na OIOM-ie – opowiada wdowa. – Lekarze mówili, że nic więcej nie mogą zrobić. Dlatego zdecydowaliśmy, że mężowi najlepiej będzie w domu, u naszego syna w Poznaniu, ze mną, z dziećmi. Jeszcze w sobotę, 28.09., oglądał w telewizji mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Znał się na sporcie. Podczas studiów był w reprezentacji WAM. Był mistrzem w biegach przełajowych, świetnie pływał.

Byli przygotowani na najgorsze.

– Mąż był zaopatrzony sakramentami. Co niedzielę przychodził szafarz z komunią. Odwołaliśmy go w sobotę, gdy mąż stracił przytomność – przeciera oczy żona. I dodaje: – Wiedziałam, że po prostu musimy pozwolić mu odejść. Od początku, gdy trafił do szpitala, bardzo cierpiał. I przyszedł ten moment, że zatrzymywanie go byłoby egoizmem.

 

Pół wieku razem

Małżeństwem byli od 41 lat.

– Ale znaliśmy się od 50 lat. Chodziliśmy do tej samej klasy. Naszym wychowawcą był prof. Bojanowski – wspomina M. Czarnecka. Zaiskrzyło pomiędzy nimi w III klasie. – Robiliśmy sylwestra w Domu Harcerza i oboje nie mieliśmy z kim pójść, więc poszliśmy razem.

Po maturze rozpoczęli studia, każde w innym mieście.

– Mąż studiował na Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, ja w Poznaniu robiłam studia pielęgniarskie. Ślub wzięliśmy w 1978 roku, gdy mąż był na V roku – mówi M. Czarnecka.

Wychowali trójkę dzieci. Najstarszy Piotr, również specjalista ortopeda, urodził się jeszcze podczas studiów. Potem na świat przyszła Marta. I najmłodszy, Zbigniew.

Był specjalistą chirurgii. Pracował jako lekarz wojskowy. Robił specjalizację z ortopedii.

– Kiedyś wyliczyłam, że w ciągu roku przez 7 miesięcy nie było go w domu – wspomina wdowa.

Swój dom w Żarach wybudowali przed 10 laty.

– Projekt nazywał się „miłe chwile”. Spędziliśmy te lata tutaj w wielkim szczęściu. Mąż bardzo kochał nasz dom. Gdy mąż wracał z pracy, stukał przez kuchenne okienko i wiedziałam, że czas podać obiad. Ale on jeszcze musiał obejść dookoła ukochany ogród – opowiada.

Mieli za sobą też ciężkie chwile.

– Niespełna 5 lat temu ciężko zachorowałam. Bardzo mnie wtedy wspierał i razem przez to przeszliśmy – zdradza pani Mariola.

Pogrzeb Z. Czarneckiego odbędzie się w sobotę, 5.10., na cmentarzu komunalnym w Żarach, o godz. 12.30. Msza w intencji zmarłego zostanie odprawiona o godz. 11 w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Napisz komentarz »