REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Dlaczego Andrzej się powiesił?

Opublikowano 27 września 2019, autor: Piotr Piotrowski

26-latek wyszedł z domu i powiesił się w sadzie. Zostawił swoją ukochaną i czteroletnie dziecko.

Andrzej i Justyna z Żagania mieli brać po Nowym Roku ślub. Odkładali na wesele pieniądze, mieli wiele planów na życie. 26-latek dwa miesiące temu zatrudnił się w żagańskim zakładzie pogrzebowym.  Oczkiem w ich głowie była czteroletnia córeczka, Nadia.

SMS: Kocham cię. Pamiętaj o tym

W sobotę Andrzej powiedział Justynie, że wychodzi na spacer. – Mówił, że zrobi jeszcze zakupy w sklepie. Za jakiś czas Andrzej wysłał mi SMS z treścią: „Kocham cię. Pamiętaj o tym”, po czym wyłączył telefon  – opowiada z płaczem Justyna. – Przeczuwałam coś złego, dlatego szybko ubrałam córeczkę i zaczęłam go szukać.  Rozpytywałam przechodniów, dzwoniłam do znajomych, wołałam go na ulicach. Po trzech godzinach, gdy się ściemniło i zrobiło zimno a Nadia zaczęła płakać, wróciłam do domu.

Cios prosto w serce

Cios dla Justyny nadszedł rano. Cios prosto w serce. Jej znajomy zadzwonił, że na ogródkach działkowych w rejonie ul. Armii Krajowej znalazł wisielca, podobnego do Andrzeja. Prokuratura wykluczyła udział osób trzecich.

– Nikt nie wie, dlaczego odebrał sobie życie. Może nowa praca w pogrzebówce odbiła się na jego psychice? – pyta zrozpaczona Justyna. – Generalnie, nie chciał rozmawiać ze mną o problemach. Nie miał żadnych nałogów czy zadłużenia. Byliśmy szczęśliwi. – podkreśla ukochana 26-latka.  – Z drugiej strony miał słabą psychikę. Wcześniej dwa razy chciał się zabić, wieszając się w kuchni i łazience. I dwa razy go odcinałam od sznurka, dwa razy ratowałam.  Za trzecim razem nie zdążyłam.

Żyje tylko dla Nadii

Justyna przyznaje, że widok Andrzeja wiszącego na drzewie był straszny.  – Nie zapomnę go do końca życia. Wszystko zawaliło się niczym domek z kart. Najgorsze jest to, gdy muszę kłamać naszej córeczce, gdy pyta, „gdzie jest tatuś”? Za każdym razem odpowiadam, że jest „w delegacji”. Nie wiem, jak sobie z tym poradzę. Najbardziej bolą mnie komentarze, że do tragedii doszło przeze mnie! Kochałam Andrzeja i nigdy bym go nie skrzywdziła. Przez to, że zadał mi taki ból, odchodząc, sama mam ochotę ze sobą skończyć. Ale wiem, że nasza córeczka musi mieć choćby jednego rodzica. Teraz to dla niej żyję.

Napisz komentarz »