REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Przygniótł go samochód

Opublikowano 30 sierpnia 2019, autor: bj

Do strasznego wypadku doszło w przydomowym ogrodzie, przy ul. Poznańskiej w Lubsku. W środku dnia, podczas naprawy samochodu, zginął jego właściciel.

Było sobotnie (24.08.) popołudnie. Pan Wiesław (? 47 l.) krzątał się wokół domu. Zamierzał wymienić część w aucie. Chciał to zrobić w ogródku, gdzie samochód zaparkowany był na betonowej kratownicy. Podniósł go przy pomocy lewarka i wsunął się pod podwozie. Dosłownie chwilę później musiało dojść do tragicznego w skutkach osunięcia samochodu, bo jeden ze świadków mówił, że widział pana Wiesława około 10 minut wcześniej. Sąsiedzi znali go jako człowieka bardzo pracowitego. Często robił coś przy aucie, bo potrafił naprawić sam wiele rzeczy.

 

Dwie tony

O wypadku informuje żarska policja.

– Na mężczyznę, który leżał pod spodem, osunął się jego jeep – mówi Aneta Berestecka, rzeczniczka żarskiej policji.

To był jeep liberty, samochód długi na niemal 4,5 metra, szeroki prawie na 2 metry i ważący prawie 2 tony.

– Wezwanie do przygniecionego człowieka na posesji przy ul. Poznańskiej w Lubsku otrzymaliśmy o godz. 14.26 – informuje sekc. Dawid Lewandowski z Komendy Powiatowej PSP w Żarach.

Na miejsce natychmiast pojechali strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Lubsku oraz ochotnicy z Górzyna.

– Gdy dotarli, poszkodowany leżał obok samochodu, bo został uwolniony przez osoby postronne przed przybyciem służb. Na miejscu zdarzenia pracowało również pogotowie ratunkowe. Strażacy udzielali wsparcia przy resuscytacji – wyjaśnia D. Lewandowski. 

 

Udusił się

Pana Wiesława ratować próbowali sąsiedzi.

– Gdy usłyszeliśmy wołanie o pomoc żony sąsiada, pobiegliśmy tam, próbowaliśmy podnieść auto w kilka osób, ale było bardzo ciężkie. Udało się dopiero, gdy inny sąsiad przyniósł swój lewarek – opowiadają.

Natychmiast zostało wezwane pogotowie. Ludzie od razu zaczęli też reanimację. Bo pan Wiesław nie oddychał. Miał ślady krwi na ustach.

– Gdyby wsunął się trochę głębiej, ciężar poszedłby na nogi. A tak cały impet spadł na klatkę piersiową. To wielka tragedia. Nikt by się tego nie spodziewał – mówią nasi rozmówcy.

Gdy przyjechała straż i karetka, ratownicy natychmiast przejęli reanimację. Akcja trwała godzinę. Bez efektu.

– Na miejsce wypadku zostały wysłane dwie karetki. Jedna podstawowa, druga ze specjalistycznym zespołem. Niestety, pacjenta nie dało się uratować – mówi Ryszard Smyk, kierownik pogotowia ratunkowego.

Sprawę bada Prokuratura Rejonowa w Żarach.

– Prokurator zarządził przeprowadzenie sekcji zwłok. Wynika z niej, że śmierć nastąpiła przez uduszenie. To nastąpiło dlatego, że samochód silnie ugniatał klatkę piersiową. Na skutek tego mężczyzna nie mógł oddychać. Wówczas doszło do uduszenia – informuje Mariusz Juryca, zastępca prokuratora rejonowego.

Śledczy już wszczęli postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Napisz komentarz »