REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Kochał ludzi, kochał pracę

Opublikowano 23 sierpnia 2019, autor: Piotr Piotrowski

Tomasz Niesłuchowski, były wójt gminy wiejskiej Żagań, przegrał z rakiem. Zmarł w niedzielę, 18 sierpnia, po krótkiej walce z ciężką chorobą.

Niesłuchowski (?68 l.) był samorządowym rekordzistą. Rządził gminą przez 42 lata, od 1976 roku, najdłużej w województwie lubuskim. Najpierw jako naczelnik, potem – po zmianach samorządowych – jako wójt. Odszedł na emeryturę jesienią ubiegłego roku, choć wielu przekonywało go, aby startował w wyborach na jeszcze jedną kadencję. W rozmowie z „Regionalną” podkreślał, że musi odpocząć, poświęcić więcej czasu rodzinie, chorej matce, a także gospodarstwu. Choć z samorządem się do końca nie rozstał, został wybrany do Rady Powiatu Żagańskiego.

 

Nie poddawał się

Problemy z przewodem pokarmowym zaczęły się wiosną tego roku.

– Zadzwonił do mnie, że idzie do szpitala – mówi jego najbliższa współpracownica w gminie, sekretarz Danuta Michalak, która z Niesłuchowskim przepracowała blisko 32 lat (została zatrudniona w 1987 roku, jako inspektor w oświacie). –  Tomograf wykazał, że ma nowotwór w pobliżu wątroby, który wkrótce zaatakował inne narządy. Mimo to, Tomek się nie poddawał. Wierzył, że wyjdzie z tego.

Pani Danuta codziennie dzwoniła do żony wójta, pani Małgorzaty.

– Wspierałam ją, jak tylko mogłam. Z wójtem też rozmawiałam, gdy tylko mógł, między cyklami chemii. Mimo że z miesiąca na miesiąc słabł, nie poddawał się, był dobrej nadziei – mówi. – Choć zmagał się z bólem, potrafił zażartować, zapytać, co słychać w urzędzie. Gdy w niedzielę Małgosia zadzwoniła do mnie, że Tomek nie żyje, nie mogłam powstrzymać łez. Straciłam wspaniałego przyjaciela.

Sytuacja pogorszyła się kilka tygodni temu. Dziennikarz „Regionalnej” rozmawiał z T. Niesłuchowskim tydzień przed jego śmiercią. Były wójt zdradził, że czeka na kolejną dawkę chemii. Miał zmieniony głos, schudł, ale wciąż był optymistą.

– Będę walczył do końca – podkreślał, obiecując spotkanie, gdy tylko jego stan się polepszy.

 

Kochał gminę i jej mieszkańców

D. Michalak wybierała się w odwiedziny do wójta w miniony weekend.

– Jeszcze w piątek zadzwonił z prośbą o uwzględnienie w planie budżetowym remontu dachu kościoła w Rudawicy. I zaprosił mnie do domu w Bukowinie, abym zobaczyła, jak sobie urządził posesję po likwidacji gospodarstwa – mówi sekretarz.

Michalak nie zdążyła odwiedzić swojego byłego szefa. W sobotę, 17 sierpnia, T. Niesłuchowski zasłabł i stracił przytomność. Odzyskał ją w szpitalu. Zmarł nad ranem w niedzielę.

W środę, 21 sierpnia, na żagańskim cmentarzu żelaznego wójta” żegnały tłumy, w tym kilkudziesięciu samorządowców z całego województwa, z marszałkiem i jego zastępcą. Został pochowany w pobliżu grobu Marka Kopty, wieloletniego radnego, wicestarosty i burmistrza Żagania, który również przegrał z nowotworem.

– Jego sensem była praca. Zabrakło pracy, skończyło się życie. Kochał ludzi, kochał to, co robi – mówi D. Michalak.

Były wójt zostawił żonę Małgorzatę i dwie córki.

– Razem przeżyliśmy wspaniałe 45 lat. Dziękuję wszystkim za udział w ostatniej drodze męża. Trudno opisać ból i żal po jego stracie – powiedziała dziennikarzowi M. Niesłuchowska.

 

Tomaszowo to jego dziecko

Z Niesłuchowskim 24 lata współpracował Jan Daniszewski, radny gminy i były już sołtys podżagańskiego Tomaszowa.

– Tomaszowo to jego „dziecko”, dziś największa wieś w gminie. To wójt organizował tutaj miejscowość na początku lat 90., po tym jak armia radziecka opuściła koszary i lotnisko – mówi Daniszewski. – Zresztą, w konkursie na nazwę wsi wygrała ta, która pochodzi od jego imienia. Przez te lata udało się nam wspólnie zagospodarować większość z ponad 200 obiektów poradzieckich. Wójt zostawił gminę w bardzo dobrym stanie, bez zadłużenia, z wyremontowanymi świetlicami, chodnikami, drogami czy parkingami. Zawsze dla każdego mieszkańca miał czas, wysłuchał go, doradził, pomógł. Żył tą gminą, kochał to, co robi.

Ponad 20 lat z wójtem współpracował również radny gminy i były sołtys Jelenina, Marian Hrycak.

– Dowiedziałem się, że źle się z nim dzieje, gdy wiosną do mnie zadzwonił, prosząc o pomoc w sprawie sprzedaży krów. Powiedział wtedy, że dopadła go ciężka choroba i nie będzie miał sił prowadzić gospodarstwa. Załatwiłem mu kupca, choć to marna pociecha – mówi pan Marian. – To był naprawdę świetny człowiek, oddany gminie i jej mieszkańcom. Będzie nam go wszystkim brakować. Ta gmina już nie będzie taka sama jak wcześniej.

Napisz komentarz »