REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Siłę czerpią z rodziny

Opublikowano 23 sierpnia 2019, autor: red.

Rozjechali się po całym świecie, ale wszyscy pielęgnują wspólną przeszłość i razem snują plany na przyszłość. Ród Chrustowskich, którego nestorzy po wojnie trafili do naszego regionu, liczy ok. 200 osób. I wciąż się rozrasta.

Trzeci już zjazd rodu Chrustowskich odbył się 16 sierpnia w Glisnie koło Lubniewic. Spotykają się od 2004 roku, by poznać swoje korzenie, przeszłość i odważnie patrzeć w przyszłość. Większość rodzin spotka się najczęściej jedynie podczas pogrzebów lub wesel. Ale nie Chrustowscy.

W 2002 roku, bliskie sobie kuzynki, Danuta, Bożena i Józefa, znalazłyśmy sposób, by czerpać energię z korzeni rodu i dawać ją tym, którzy jej potrzebują.

– Powołałyśmy do życia kapitułę zjazdu rodu Chrustowskich – mówią kuzynki.  – Zorganizowałyśmy już trzy zjazdy, w 2004 w Świętoszowie, w 2014 i 2019 w Glisnie. Teraz będziemy się spotykać co 5 lat. Tak postanowili uczestnicy zjazdu – opowiada Józefa Małyszka-Kodrzycka. I dodaje: – Gazeta „Regionalna” towarzyszy nam od początku, zamieszczając relacje ze spotkań.

Od Stanów do Stanów

Jak rozrastał się ród Chrustowskich, żyjący na całym świecie i liczący ok. 200 osób?

W Jeleninie (gm. Żagań) mieszkali nestorzy – Karolina i Adam Chrustowscy. On urodził się w 1902 r. w Stanach w powiecie Nisko koło Tarnobrzega, ona – w 1901 r. w Kołodziejach. Po wojnie z gromadką dzieci zostali przesiedleni na Ziemie Zachodnie do podżagańskiego Jelenina, gdzie Adam był przez wiele lat sołtysem.

W rodzinie Karoliny i Adama było 10 dzieci. Pierwsi urodzili się bliźniacy, Jan i Kazimierz, później Józefa, Maria, Zofia. Dziś żyjący senior rodu Stanisław liczy sobie 84 lata. Młodsze siostry to Emilia, Anna, Janina i Genowefa.

Nestorzy zmarli w latach 80., ale większość potomków mieszka nadal na Ziemi Lubuskiej, wielu w całej Polsce, wielu wyjechało z Polski. Na zjazd przyjechali z Anglii, Holandii, Belgii, Niemiec, a nawet ze Stanów, tych za oceanem.

– Żartobliwie można by rzec – historia od Stanów do Stanów – mówi pani Józefa.

Żony i potomkowie zmarłego rodzeństwa oraz żyjące rodzeństwo przyjechali na zjazd z całymi rodzinami, prawie w komplecie. Najmłodszy uczestnik zjazdu miał 3 miesiące.

Podwaliny życia

– Zjazd rodu sprawia, że rozmawiamy o zmarłych i żyjących, o tym, co się wydarzyło, kim jesteśmy, jacy jesteśmy, snujemy też plany na przyszłość. Podczas takiego spotkania jest czas na skupienie uwagi na każdym z osobna – opowiada pani Józefa. – Dzieje się tak dzięki prezentacjom każdej z rodzin. A po każdym spotkaniu wyjeżdżamy umocnieni siłą, jaką daje energia rodu, korzeni, która – tak jak w przyrodzie – stanowi podwaliny życia.

– Nie wszyscy mogli dojechać, bo życie potrafi zgotować nam wiele niespodziewanych sytuacji – mówi Danuta Adamska.

– Najważniejsze, że jesteśmy razem, że mamy czas dla siebie nawzajem, na wspólne posiłki, śpiewy, tańce i rozmowy do rana. Czujemy, że jesteśmy sobie bliscy ? mówi Bożena Sielatycka.

– Ja wżeniłem się w rodzinę. Mamą mojej żony była Józefa, córka Karoliny i Adama – opowiada Marek Adamski, który z żoną Danutą mieszka w Żarach.

Kwiaty drzewa genealogicznego

Podczas tegorocznego zjazdu nastąpiła zmiana pokoleniowa.

– Organizację kolejnego, za 5 lat, przekazałyśmy młodzieży, 30-latkom ? mówią organizatorki trzech kolejnych zjazdów. Każdy ród składa się ze starszyzny, dorosłych, młodzieży i dzieci. Na przekazanie pałeczki dzieciom przyjdzie czas za 20 lat. One będą już wówczas młodzieżą, może będą mieć swoje dzieci, kwiaty wielkiego drzewa genealogicznego Chrustowskich – podkreślają.

– „Jest taki ktoś, kto labirynt wyznacza siatką ścieżek, podaje rękę, gdy zabłądzisz…” – napisała poetka Anna Krzemianowska (uczestniczka zjazdu, członkini rodu) w tomiku swojej poezji pt. „Dotykam cieni”.

Napisz komentarz »