REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Z dymem poszło 750 tys. zł

Opublikowano 02 sierpnia 2019, autor: mk

Strażacy straci wóz wart niemal 700 tys. zł, a firma rolnicza zboże warte 50 tys. zł. Spłonęło kilkadziesiąt hektarów.

Ogromny pożar zboża wybuchł w piątek (26.07) tuż przed godziną 11.00 między Żarami a Lubomyślem. Silny wiatr sprawił, że ogień rozprzestrzeniał się w wielu kierunkach. Spłonęła pszenica warta 50 tys. zł.

To jednak nie był koniec. Po południu tego samego dnia pożar rozszalał się od strony Lubomyśla, spłonęły kolejne 32 hektary ścierniska. I wóz strażacki warty 700 tys. zł.

 

Gasili przez 13 godzin

Popołudniowa akcja gaśnicza trwała 13 godzin. Wzięło w niej udział 20 zastępów straży pożarnej, 75 strażaków, była też policja i straż leśna. Pożar gasili ochotnicy z Dzietrzychowic, Lubanic, Sieniawy Żarskiej, Mirostowic Dolnych, Bieniowa, Złotnika i Jasienia oraz zawodowi z JR-G Żary i Żagań.

– Przyczyna wybuchu pierwszego pożaru jest nieustalona – mówi Grzegorz Lisik, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Żarach. – W chwili przybycia zastępów, około godz. 11.00, ogień obejmował ok. 2-3 ha, ostatecznie wskutek silnego wiatru objął kilkanaście hektarów. Pożar, który wybuch o godz. 16.00, został przez nas sklasyfikowany jako duży. Jego prawdopodobną przyczyną było podpalenie. – wyjaśnia strażak.

Ratował życie i wóz

Strażacy ze Złotnika stawili się na wezwanie, gdy ponownie wybuch pożar w Lubomyślu. Znajdowali się bardzo blisko ognia, kiedy wiatr nagle zmienił kierunek. Ściana ognia pędziła w ich kierunku, musieli uciekać, by ratować życie i zdrowie. Kierowca wozu strażackiego musiał przeczekać atak ognia w samochodzie. Próbował wyprowadzić go z ognia. Niestety, płomienie odcięły dopływ tlenu i samochód zgasł.

– Gasiliśmy pożar w miejscu, gdzie ziemia była zasłana posiekaną słomą, która świetnie się spala – opowiada Robert Osiołkowski, kierowca samochodu OSP Złotnik, który spłonął w piątkowym pożarze. – Byłem w sterowni i podawałem kolegom prąd wody, kiedy nagle zmienił się kierunek wiatru. W naszą stronę szła fala ognia długa na 40 metrów i wysoka na 3 metry. Ogień pędził z prędkością biegacza. Koledzy, którzy uciekali, ledwo przed nim uszli. Na nasze szczęście byliśmy w przesiece pomiędzy jednym polem a drugim. Udało im się uciec w osłoniętą drzewami i krzakami przestrzeń. Ja przeskoczyłem do szoferki, odpaliłem silnik i włączyłem wsteczny bieg. Ogień niestety już nas dosięgnął. Fala otoczyła samochód, a ogień, który pobierał tlen do spalania, sprawił, że odcięty został dopływ powietrza do silnika. I dlatego silnik zgasł. Nic nie mogłem zrobić, byłem przerażony, gdy otoczył mnie ogień. W kabinie zrobiło się siwo. Czułem, jak strzelają opony, z lusterek bocznych zaczął topić się plastik. Człowiek ma w takich chwilach różne myśli. Z wysokości kabiny widziałem, że po prawej stronie ogień zaczyna się stabilizować. Przeskoczyłem na stronę pasażera, wyczekałem na odpowiedni moment i wyskoczyłem. Przebiegłem około 50 metrów do miejsca, gdzie ziemia była już wypalona – relacjonuje dramatyczne chwile R. Osiołkowski, strażak OSP z 5-letnim doświadczeniem.

Mogą dalej ratować

OSP Złotnik otrzymało swój wóz bojowy w 2017 roku. Samochód był wart 694 tys. zł.

– Był ubezpieczony na 700 tys. zł – mówi Leszek Mrożek, wójt gminy Żary. – Prawdopodobnie z ubezpieczenia uda się nam odzyskać 600 tys. zł. Ubezpieczyciel przeprowadzi swoją ekspertyzę i na tej podstawie wyda opinię. Strażacy otrzymali teraz w zastępstwie samochód z Państwowej Straży Pożarnej w Żarach. Jeżeli czegoś im będzie brakowało w sprzęcie, to oczywiście to dokupimy. Nie pozwolimy, by ratowali nas, nieuzbrojeni w niezbędny sprzęt – zapewnia wójt.

 

 Odnieśli straty

Średnio z jednego hektara pola można zebrać 6 ton zboża.

– W porannym pożarze spłonęło nam 13 hektarów pszenicy – mówi Andrzej Winnicki z firmy „WKM AGRO” z Grabika. – Jeden hektar to strata rzędu 4 tys. zł, więc straciliśmy około 50 tys. zł, ale pole było ubezpieczone. W drugim pożarze spłonęły 32 hektary ścierniska, więc tu nie ponieśliśmy żadnych strat. W pożarach nie ucierpiał żaden z naszych kombajnów – zapewnia. I zastrzega: – Pożar mógł wybuchnąć z różnych przyczyn. W taką suszę wystarczy, że kombajn najedzie na kamień i idzie iskra. Słoma jest specyficzna, taki ogień nie wybucha od razu, tylko się tli – wyjaśnia A. Winnicki.

Napisz komentarz »