REKLAMA

Wasze sprawy

Busem przejechał po psie

Opublikowano 26 lipca 2019, autor: Michał Szczęch

Przejechał psa i odjechał. Zrobił to z premedytacją? Sprawę bada policja.

Molly, piesek rasy shih tzu, zaginał  w sobotę w nocy. Szukała go zrozpaczona właścicielka, Ewelina Turek. Biednego psiaka odnalazła w niedzielę rano, na stacji benzynowej Orlen w Nowej Soli. Był ranny, strasznie cierpiał. Przejechał po nim bus.

Molly z licznymi obrażeniami (m.in. połamana miednica) przewieziona została do lecznicy w Zielonej Górze. W środę popołudniu miała być operowana. Jednak przez pogarszający się stan i coraz gorsze parametry krwi operacja została odwołana. Jej stan jest poważny. Jeśli suczka przeżyje, czeka ją długie leczenie i rehabilitacja.

Prawie jak dziecko

W niedzielę rano na miejscu zdarzenia pojawiła się zrozpaczona Ewelina, którą przywiozła policja. – Molly mamy od siedmiu lat, to taka kochana psina, wzięłam ją na ręce, jak była malutka, polizała mnie i wtedy zadecydowałam, że będzie moja. Traktuję ją prawie jak dziecko – opowiada.

Myślał, że to karton

– Mężczyzna z premedytacją przejechał po psie dużym samochodem transportowym – komentują wolontariusze z OTOZ Animals, działający na rzecz zwierząt. – Chwilę wcześniej na nagraniu z monitoringu widać jak mężczyzna przechodzi dwukrotnie obok swej przyszłej ofiary, co wyklucza, w naszej opinii, nieświadome działanie – zaznaczają.

Gdy Ewelina pojechała złożyć na policji zeznania, sprawca minął ją na korytarzu. – Zaczął recytować mi przepis, że obowiązkiem właściciela, czyli moim, było upilnowanie psa – mówi Ewelina. – Powiedział też, że myślał, że to leży jakiś karton.

Policja bada sprawę

– Trwają czynności wyjaśniające tę sprawę – informuje Renata Dąbrowicz-Kozłowska, oficer prasowa z Powiatowej Komendy Policji w Nowej Soli. Potwierdza, że zabezpieczono nagranie z monitoringu, że policja rozmawiała już z kierowcą busa. Ten nie okazuje skruchy. Owszem, odjechał z miejsca zdarzenia, nie udzielił psu pomocy. Rzecznik Dąbrowicz-Kozłowska przestrzega jednak przed zbyt szybkim ferowaniem wyroku, póki czynności sprawdzające się nie zakończą. Bo kierowca mógł na przykład psa nie zauważyć. Poza tym nikt z okolicy nie zatroszczył się o psa leżącego na stacji, nim ten został przejechany przez busa.

– Pierwszy raz uciekła – tłumaczy Ewelina. – Była burza, a Molly boi się burzy tak samo jak petard.

Napisz komentarz »