REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Żeby tylko zdrowie wróciło

Opublikowano 19 lipca 2019, autor: bj

Byli szczęśliwą rodziną. Młodzi, zdrowi, z 9-letnim synem. Oczekiwali drugiego dziecka. Po porodzie Joanna zapadła w śpiączkę. I do tej pory nie odzyskała zdrowia.

– Nasze życie z dnia na dzień legło w gruzach – opowiada Marcin Kotwicki (36 l.) z Raszyna.

Pod koniec ciąży zaczęły się problemy ze zdrowiem. Joanna Kotwicka (35 l.) miała bardzo wysokie ciśnienie krwi, którego lekarze nie zdołali zbić. Do porodu pozostawał miesiąc. Lekarze zdecydowali o cesarskim cięciu. W ten sposób, pod koniec kwietnia 2018 r., na świat przyszedł Filip. Po kilku dniach Joanna wróciła do domu.

– Już tej samej nocy, poczuła się bardzo źle, miała duszności. Rano pojechaliśmy do lekarza rodzinnego, ale on rozłożył ręce, bo bez wypisu ze szpitala nie wiedział, jakie leki były podawane żonie. Ruszyłem do Żagania, do 105. Szpitala Wojskowego, gdzie Joasia rodziła – opowiada pan Marcin. – Brakowało jej powietrza. Ledwie oddychała – wspomina ze łzami.- Gdy dotarliśmy do szpitala, wbiegłem, zacząłem krzyczeć. Asia była sina, a z ust szła piana. Pielęgniarka natychmiast zaczęła ją reanimować, potem ktoś przybiegł z defibrylatorem.

Pan Marcin był przerażony.

– Krzyczałem do niej: „Wracaj, wracaj! Przecież masz dzieci” – przeciera oczy.

Funkcje życiowe udało się przywrócić dopiero po dłuższej chwili.

– Serce w końcu ruszyło. Zabrali ją na SOR do Żar. Potem trafiła na OIOM – mówi M. Kotwicki.

Musiał wszystko sprzedać

Joanna zapadła w śpiączkę. Była w niej przez 40 dni. Po wybudzeniu trafiła na oddział neurologiczny. Potem do Zielonej Góry, na 7-tygodniową rehabilitację. Uczyła się na nowo chodzić.

W końcu wróciła do domu. Od września rozpoczęli rehabilitację. Cały czas trzeba było pracować nad przywróceniem sprawności. Żeby mogła chodzić, kontrolować czynności fizjologiczne. A problemy tylko narastały.

– Żeby skorzystać z zabiegów refundowanych przez NFZ, Asia musiałaby mieć orzeczony stopień niepełnosprawności. A formalności trwają około pół roku. Nie mogliśmy tyle czekać. Wszystko robiliśmy prywatnie – opowiada pan Marcin. Sprzedał samochód, narzędzia. Jest budowlańcem, ale od kiedy Joanna zachorowała, nie mógł pracować. Pod jego opieką jest Joanna i dwójka dzieci.

Rehabilitacja, drogie badania, na przykład tomograf komputerowy, pochłaniały mnóstwo pieniędzy. Wydali ponad 25 tys. zł.

– Na NFZ terminy były po 7 miesięcy, prywatnie 2 tygodnie – argumentuje pan Marcin.

– A przecież jeszcze dużo było innych wydatków – zaznacza pan Marcin.

Przed nimi jeszcze długa walka o powrót do zdrowia i sprawności.

– Nasza sytuacja jest zła. Nie wiem, czy i na ile stan zdrowia żony się poprawi. Świadczenia, jakie otrzymujemy, ledwo wystarczają na codzienne potrzeby – mówi M. Kotwicki. Rodzina utrzymuje się z 500+ na dzieci oraz zasiłków.

Im trzeba pomóc!

Pani Joanna, wcześniej zdrowa kobieta, troskliwa mama i żona, pracująca zawodowo, teraz nie jest w stanie podejmować decyzji w najprostszych sprawach. Przysłuchuje się rozmowie jej męża z dziennikarzem. W pewnym momencie po policzkach zaczynają cieknąć łzy.

– Obetrzyj twarz – mówi pan Marcin. Bo ona sama tego nie wie. – Ona by nie jadła, nic koło siebie nie zrobiła, gdyby jej nie podpowiedzieć, nie pokazać – mówi Agnieszka Stępnik, siostra M. Kotwickiego, która pomaga rodzinie. Bo ktoś musi się zająć dziećmi, gdy pan Marcin jedzie z żoną do lekarza i na zabiegi albo próbuje dorobić kilka groszy.

– To ludzie bardzo pracowici, którzy nigdy wcześniej nie korzystali z pomocy społecznej. A Marcin, mimo tego całego nieszczęścia, jeszcze w sołectwie pomaga przy drobnych remontach – mówi Irena Kopeć, sołtys Raszyna.

– To naprawdę wartościowi ludzie, których dotknęło nieszczęście – dodaje Emilia Zajączkowska, radna z Lubska.

Pomoc jest bardzo potrzebna.

– Żona potrzebuje stałej opieki neuropsychologa. Żeby wracającą sprawność fizyczną połączyć z dobrym funkcjonowaniem głowy. Bo teraz to my czasem mamy wrażenie, że ona nie do końca została wybudzona – tłumaczy M. Kotwicki. Stara się być silny, ale podczas rozmowy pojawiają się łzy. – Jestem załamany tą sytuacją, a także tym, że po prostu nie mam środków na zapewnienie żonie właściwego leczenia. Żeby żona była w stanie samodzielnie wykonywać choć podstawowe czynności. Żebym ja mógł podjąć pracę – M. Kotwicki przeciera oczy.

Pomóc rodzinie można poprzez Caritas działający przy parafii p.w. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Lubsku.

– Ksiądz proboszcz Marian Bumbul zna sytuację rodziny i bez wahania wyraził zgodę – mówi E. Zajączkowska.

Można też wesprzeć rodzinę poprzez portal zrzutka.pl (https://zrzutka.pl/wfyvkv).

Liczy się każda złotówka.

– Chodzi tylko o to, żeby to zdrowie wróciło. Bo z resztą to my sobie potem poradzimy – kończy M. Kotwicki.

Napisz komentarz »