REKLAMA

Wasze sprawy

Krzysztof uratował Sierżanta

Opublikowano 21 czerwca 2019, autor: ps

Policjanci przeprowadzili brawurową akcję ratunkową. Rozkręcili pół auta, żeby wydostać małego kotka.

W piątek (7.06.) rano asp. Krzysztof Fidler jechał do pracy. 

– Zatrzymałem się, żeby zatankować na stacji przy ul. Wojska Polskiego i już tam słyszałem miauczenie. Nie podejrzewałem, że to z mojego samochodu. Obszedłem stację i nigdzie nie zauważyłem żadnego kota, więc pojechałem – opowiada.

Na parkingu pod komendą znów usłyszał miauczenie. Podniósł maskę, ale kota tam nie było. 

– Podjechała koleżanka Asia Rudnicka. Ona jest szczupła, więc z łatwością weszła pod samochód, żeby sprawdzić, czy go tam nie ma – opowiada. Nie było.

Chwilę obchodzili auto, nasłuchując, skąd wydobywa się głos. 

– Okazało się, że z nadkola. Kiedy je odchyliliśmy i poświeciliśmy latarką, to pod reflektorem zauważyliśmy czarne futerko. Kotek był mniejszy niż puszka coli. Tak się zaklinował, że nie mógł się obrócić – relacjonuje Krzysztof.

Auto postawili na lewarku, odkręcili nadkole i wydostali malucha. 

– Musiał wejść pod moim domem. Byłem przekonany, że należy do mojej sąsiadki, więc go odwiozłem. Cieszyła się, dziękowała, ale po paru godzinach zadzwoniła, że jednak nie jest jej, bo wszystkie ma. Musiał więc ktoś go podrzucić – mówi K. Fidler.

Na krótko przygarnął go do siebie i wystawił ogłoszenie na Facebooku.

– Zgłosili się moi przyjaciele. Kotek dostał imię Sierżant. Muszą na niego uważać, bo to chuligan. Ciągle ucieka i wchodzi tam, gdzie nie powinien – śmieje się Krzysztof. 

Napisz komentarz »