REKLAMA

Wasze sprawy

Pielęgniarki bez pieniędzy

Opublikowano 21 czerwca 2019, autor: bj

Ani grosza nie dostaną pielęgniarki, które domagały się od 105 Szpitala Wojskowego w Żarach wypłaty dodatków za dyżury w nocy i święta. Sąd uznał (19.06.), że żądanie pielęgniarek nie ma podstaw.

Nad sprawą żarski sąd pochylał się po raz drugi. Rozprawa z powództwa dziewięciu pielęgniarek odbyła się 19.06.

O swoje pieniądze postanowiły walczyć Grażyna Bojko-Lesiak, Małgorzata Kołton, Anna Janik, Małgorzata Dzienowagis, Maria Niewęgłowska, Elżbieta Kulczycka, Anita Panczewska, Irena Pyrzyńska, Małgorzata Piróg.

Do sądu tym razem przyszły tylko dwie panie.

– My wszystkie jesteśmy bardzo zdeterminowane, ale niektóre po prostu już zwyczajnie zmęczone – mówiły zgodnie M. Piróg i M. Kołton. Przez rok nie dostawały dodatków za dyżury w nocy i święta. Każda z nich przed sądem żąda od 5 tys. 600 do 7 tys. 600 zł.

Rok bez dodatków

Przypomnijmy. Kłopoty zaczęły się od października 2017 r. Do końca września tego roku 105. świadczył usługi nocnej i świątecznej opieki. Potem robił to w tym samym miejscu, przy pracy tych samych ludzi, ale w imieniu Szpitala na Wyspie, który wygrał kontrakt w NFZ. Dlatego zostało spisane porozumienie pomiędzy szpitalami. Po godz. 18 i w święta z szuflad biurek wyjmowane były pieczątki Szpitala na Wyspie. Tyle tylko, że umów o pracę personelu nikt nie korygował. Pielęgniarki przychodziły do pracy w to samo miejsce.

I tylko przelewy na konto się nie zgadzały, nie było dodatków za pracę w święta i w nocy. Przez rok. Potem, gdy zaczęły się o nie upominać, pieniądze się znalazły. Ale nikt nie zapłacił im zaległości.

 Szpitala na to nie stać

Głos zabrali pełnomocnicy obu stron.

– Moje klientki nie powinny odpowiadać za zaniedbania, w wyniku których nie otrzymały dodatków. Strona pozwana wskazywała, że są niezależne odgórne okoliczności, czyli brak rozstrzygnięć w przepisach. Ale inną sprawą jest, że nikt ich o tym nie poinformował, nie zorganizował spotkania. Nie miały świadomości, pełniły dyżury – argumentował Leszek Wroczyński, pełnomocnik powódek.

Robert Brzostowski, który reprezentował szpital, potwierdzał sprawę niedoskonałych przepisów.

– Jeżeli coś wynika z odgórnych rozstrzygnięć, to szpital nie ma na to wpływu. Po prostu nie dostawał na to pieniędzy. Inna rzecz, że dodatki za dyżury nie wynikały z umów o pracę, a jedynie z układu zbiorowego, który nakazuje ich wypłatę, ale pod warunkiem, że są na to pieniądze. Szpital zwracał się do Ministerstwa Zdrowia, ale bez efektu. A szpitala po prostu nie stać na to, by płacić z własnego budżetu – argumentował R. Brzostowski.

Nie pisnęli słówka

Po wysłuchaniu adwokatów, Arkadiusz Pintal, przewodniczący składu sędziowskiego, wydał wyrok.

– Sąd oddala powództwo w całości. Jest oczywiste, że pielęgniarki tego dodatku nie otrzymywały, ale sąd uznał, że za to nie odpowiada pozwany szpital – mówił.

Pielęgniarki nie ukrywały rozgoryczenia.

– Niezależnie od tego, czy mieli pieniądze czy nie, powinni nas po prostu o tym poinformować, żebyśmy miały wybór, czy chcemy tak pracować – mówiły zgodnie.

L. Wroczyński pytany o apelację nie chciał odpowiadać.

– Na pewno musimy porozmawiać o tej sprawie, gdy już opadną emocje – zastrzegł.

Napisz komentarz »