REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

To miał być brutalny napad

Opublikowano 24 maja 2019, autor: Michalina Kozarowicz

– Policja miała ich na tacy. I pozwoliła im uciec – mówi Ireneusz Gozdawa-Dydyński, na którego bandyci próbowali napaść w centrum Żar. Choć bank znajduje się jedynie 300 metrów od komendy, policjanci pojawili się po ponad 20 minutach i dwóch telefonach. Gangsterom pozwolili uciec.

Szybkie samochody, niebezpieczni gangsterzy. Sceny jak z hollywoodzkiego filmu rozegrały się w czwartek (23.05) pod bankiem PKO BP S.A. w Żarach przy ul. Przeładunkowej (przy dworcu PKS). Ireneusz Gozdawa-Dydyński, współwłaściciel sieci kantorów exchange.pl, podjechał do banku około godziny 11.00.

– Samochód, w którym siedziało trzech mężczyzn, najpierw stał wzdłuż ulicy Przeładunkowej, prostopadle do wału. Gdy minąłem ich, ruszyli za mną i wjechali na parking banku. Szybko wszedłem do środka – opowiada I. Gozdawa-Dydyński.

Byli w kominiarkach

Gdy tylko przedsiębiorca wszedł do banku, od razu powiadomił kierownika i dyrektora o ryzyku.

– Na policję zadzwonił kierownik banku, poinformował ich o próbie napadu – mówi I. Gozdawa-Dydyński. – Nie mieliśmy pewności, czy to napad na mnie, czy na bank. Chciałem nawet wyjść i sprowokować jakąś akcję, jednak się powstrzymałem – relacjonuje.

Mężczyźni czaili się na przedsiębiorcę przed bankiem. Było ich trzech. Na twarzach mieli kominiarki.

– Zauważyłem też, że na dłoniach mieli założone grube rękawice. Podejrzewam, że mogły się pod nimi znajdować kastety, którymi miałem zostać ogłuszony przy uderzeniu i próbie napadu – dodaje.

Jeździli od miesiąca

Pierwsze sygnały o tym, że coś jest nie tak, firma miała już miesiąc temu.

– W naszej branży musimy stawiać na wyjątkową ostrożność. Pieniądze przewozimy w konwojach. Nie chciałbym zdradzać naszych technik, by nie prowokować niepotrzebnych sytuacji. Jednak pierwsze sygnały o tym, że jestem obserwowany, miałem już miesiąc temu. Zmieniały się tylko samochody, które obserwowały nasze kantory. Kilka tygodni temu próbowano napaść na mojego znajomego w Zielonej Górze. Podejrzewam, że to mogli być ci sami napastnicy. Od jakiegoś czasu wiemy, że napaści dokonują przyjezdni zza wschodniej granicy. Czuli się bezkarni, chcieli na mnie napaść w centrum miasta. 300 metrów od komendy policji, w biały dzień – opowiada pan Ireneusz.

Nieudolna policja

– Kierownik banku poinformował policję o podejrzeniu, że może dojść do napadu. Nie zadzwonił przecież poinformować o tym, że ktoś pije nalewkę na ławce pod bankiem! Ale policja nie przyjeżdżała przez 20 minut. Wtedy ja zadzwoniłem na komendę. Przyjechali po kolejnych kilku minutach. Obserwowałem wszystko przez okno na piętrze. Przyjechał nieoznakowany radiowóz. Z samochodu wysiadł jeden z policjantów i podszedł do volvo, a drugi zamiast stać dalej samochodem w tej bramie i odcinać jedyną drogę ucieczki, zaparkował na miejscu parkingowym, udrożniając drogę ucieczki napastnikom! – nie kryje zdziwienia pan Ireneusz. – Wszyscy robią swoje. Ja prowadzę firmę, bank zajmuje się swoimi obowiązkami, tylko nie policja! Jak można było zrobić coś tak głupiego!? Mieli ich na tacy, a pozwolili im uciec – złości się I. Gozdawa-Dydyński.

Przerysowali radiowóz

Policja po nieudolnej akcji pod bankiem ruszyła w pościg za srebrnym volvo, które uciekając, przerysowało karoserię radiowozu. Policjanci zablokowali drogi wyjazdowe z Żar. Jednak obława nie przyniosła żadnych rezultatów. Bandyci nie zaczekali na policję.

Napisz komentarz »