REKLAMA

Polityka

Burmistrz kontra burmistrz

Opublikowano 24 maja 2019, autor: bj

Do spotkania dwóch byłych burmistrzów doszło podczas posiedzenia żagańskiego sądu (14.05.) w sprawie Lecha J., oskarżonego o przestępstwo urzędnicze.

Swoje zeznania przed sądem złożył (14.05.) Bogdan Bakalarz, który w Lubsku rządził w latach 2002-2014 i był poprzednikiem Lecha J.

Przypomnijmy. W procesie, który toczy się w Sądzie Rejonowym w Żaganiu chodzi o podpisany przez Lecha J. akt notarialny na sprzedaż gminnej działki jego rodzonej ciotce. Lech J. zrobił to kilka miesięcy po tym, jak został burmistrzem. Z jednej strony działka przylega do terenu przeznaczonego pod budowę garaży, z drugiej – do posesji ciotki burmistrza. Część terenu pod garaże przed 9 laty od Urzędu Miasta kupił Franciszek Makarewicz. Gdy zaczął stawiać garaż, zaprotestowała przeciwko temu ciotka burmistrza, która należącą do miasta działkę zagospodarowała sobie na ogród. W 2011 r. Urząd Miasta ogłosił przetarg na sprzedaż tej działki. Ciotka Lecha J. próbowała ją kupić, ale ówczesny burmistrz Bogdan Bakalarz postawił warunek, że najpierw będzie musiała podpisać oświadczenie, iż nie będzie kwestionowała praw właścicieli sąsiadującej działki. Tego zrobić nie chciała, więc akt notarialny nie został podpisany. Po wygranych wyborach Lech J. nadrobił to szybko, podpisując go własnoręcznie. Dzięki temu jego ciotka stała się właścicielką działki i wystąpiła o unieważnienie prawomocnej decyzji zezwalającej F. Makarewiczowi na budowę garażu. Jego syn zaalarmował prokuraturę. Wtedy światło dzienne ujrzała sprawa aktu notarialnego. Prokurator przedstawił burmistrzowi zarzut przestępstwa urzędniczego.

Zgody nie było

– Dlaczego się pan wycofał ze sprzedaży działki? – pytał B. Bakalarza Jędrzej Kolczyński, przewodniczący składu sędziowskiego.

– Zaczęło się od blokady wycinki śliwki, gdy pan Makarewicz rozpoczął budowę garażu. Działka, na której rosła na własności gminnej i którą chciała kupić, graniczyła z tymi pod budowę garażu. Nie wyraziła zgody, dlatego poinformowałem ją, że nie będziemy sprzedawali – wyjaśnił B. Bakalarz.

– Czy to prawda, że za działkę wpłynęły do urzędu pieniądze? – chciał wiedzieć J. Kolczyński.

– To prawda, ale była skarga i problem społeczny w postaci konfliktu sąsiedzkiego, dlatego pieniądze zostały zwrócone. Nie został podpisany akt notarialny, więc można się było wycofać – wyjaśniał B. Bakalarz.

Kto jest winny, kogo sądzą?

Pytania zadawał mu też Lech J.

– Garaż był budowany na granicy działki, czy uważa pan, że to jest poprawne? – pytał.

– Gmina była właścicielem sąsiadującej działki i my się na to godziliśmy. Byliśmy zainteresowani sprzedażą działek pod garaże. Każda sprzedaż to przychód dla gminy – zaznaczał B. Bakalarz.

– Ale zmieniły się przepisy w 2002 r. i nie było takiej możliwości. Próbowaliście wymusić na mojej ciotce podpisanie klauzuli, która nie miała mocy prawnej, bo przepisy zabraniają budowania na granicy! – pouczał Lech J.

Lech J. chciał wiedzieć, czy od sprzedaży gmina odstąpiła formalnie, na podstawie uchwały Rady Miasta.

– Być 12 lat burmistrzem i nie wiedzieć, jak to trzeba proceduralnie załatwić – wytykał Lech J..

– Pan Lech J. miał 4 lata na to, żeby znaleźć te dokumenty – odgryzł się B. Bakalarz.

-Niech pan pamięta, że w tej sprawie mamy rozstrzygać o pana winie i odpowiedzialności karnej, a nie Bogdana Bakalarz – upominał sędzia Lecha J.

Napisz komentarz »