REKLAMA

Sport

Na mecie płakałem jak dziecko

Opublikowano 02 maja 2019, autor: Norbert Królik

Adrian Jaworski, szef żarskiego klubu radnych PiS, nie przyszedł na piątkową (26.04) sesję Rady Miasta, bo miał samolot do Londynu, gdzie w niedzielę (28.04) wziął udział w największym maratonie na świecie.

– Przygotowania do maratonu w Londynie rozpocząłem już w październiku ubiegłego roku, gdy tylko dostałem informację, że będę w nim uczestniczył. Zostałem wylosowany spośród 50 tys. osób, które wysłały zgłoszenia – mówi A. Jaworski.

Do Londynu poleciał już w piątek (26.04), w tym samym dniu, gdy w Żarach odbywała się sesja Rady Miasta.

– Bilet zarezerwowałem zaraz po tym, jak się dowiedziałem, że wezmę udział w maratonie. Nie było możliwości, żeby zmienić rezerwację – tłumaczy A. Jaworski.

Do Londynu poleciał sam.

– Doszliśmy do wniosku z żoną, że nasz 3-miesięczny synek jest zbyt mały, żeby uczestniczyć w takiej wyprawie. Mam w Londynie przyjaciela i to on pomógł mi logistycznie przed maratonem – opowiada radny. 

Trening przed świtem

Przygotowania do maratonu kosztowały A. Jaworskiego wiele wyrzeczeń.

– Treningi zaczynałem o 4.30 rano, żeby popołudniami mieć czas dla rodziny. Wiedziałem, że jedną z najważniejszych rzeczy jest odpowiednia dieta. Ostatni tydzień przed maratonem, zanim coś zjadłem, to oglądałem to z każdej strony. Tak się złożyło, że były wtedy święta Wielkanocne. To był bardzo ciężki czas, bo w domu było tyle dobrego jedzenia, a ja nie mogłem zjeść nawet kawałka ciasta – mówi A. Jaworski. 

Ostatni tydzień przed biegiem obowiązywała go rygorystyczna dieta.

– Od niedzieli do wtorku nie jadłem węglowodanów. Ograniczałem się do jedzenia indyka, kurczaka i sałatek. We wtorek miałem ostatni mocny trening. Od środy rozpocząłem ładowanie węglowodanów przed biegiem. Jadłem biszkopty, żelki, ciastka, ryż i makaron i tak aż do soboty. Dzień przed biegiem miałem dostarczyć do organizmu 600 gram węglowodanów, to tak jakbym zjadł półtora kilograma ryżu lub kilogram biszkoptów. W niedzielę przed biegiem zjadłem już normalne śniadanie i wypiłem małą kawę – opowiada.

Miał wątpliwości

Gdy stanął na starcie obok kilkunastu tysięcy innych biegaczy, przyszła chwila zwątpienia.

– Zacząłem się zastanawiać, czy wszystko zrobiłem dobrze, czy dałem z siebie wszystko podczas przygotowań. Gdy ruszyliśmy, wątpliwości odeszły. Na ulicach były tłumy kibiców, które nas wspierały i zagrzewały do walki. Piłem dużo wody i co 30-40 minut przyjmowałem żel energetyczny. Biegło mi się w tych warunkach fantastycznie. Nie zapomnę tej atmosfery do końca życia. Na pierwszych 20 km czas leciał mi bardzo szybko. Po 32 km zaczęły mi dokuczać mięśnie. Pojawił się ból, ale wiedziałem, że to musi nastąpić, bo mięśnie były już mocno skatowane, dlatego mnie to nie martwiło. Biegłem dalej. Obawiałem się, że poważny kryzys może przyjść na 35 km, ale fajnie wyszło, bo nie miałem w tym biegu tzw. ściany. 5 km przed metą zacząłem sobie robić wizualizacje w głowie, że to taki sam dystans jak nasz żarski parkrun, więc już całkiem niedaleko. Dwa kilometry przed metą wyobraziłem sobie, że to tyle jak od mojego domu do krzyża w Kunicach, więc już całkiem blisko. Gdy wbiegłem na metę, wszystko we mnie pękło i rozpłakałem się jak dziecko – przyznaje A. Jaworski.

Będzie triathlon

Mimo wyrzeczeń i trudu, biegacz ma same dobre wspomnienia.

– Gdy biegłem i widziałem Big Bena, pałac Buckingham, tysiące kibicujących ludzi to byłem podekscytowany i wzruszony. Towarzyszyły mi wspaniałe emocje, które zostaną na całe życie – zapewnia. 

Maraton w Londynie był już siódmym biegiem A. Jaworskiego na dystansie 42 km 195 m. W niedzielę poprawił swój najlepszy wynik. Przebiegł maraton w czasie 3 godziny 42 minuty i 53 sekundy.

– Nie zamierzam na tym skończyć. Jeżeli zdrowie pozwoli, jesienią wystartuję w maratonie w Lucernie w Szwajcarii – zapowiada. 

A. Jaworski uprawia również triathlon i w tym roku planuje wystartować m.in. w ekstremalnym Triathlonie Karkonoskim.

Zawodowo jest przedstawicielem handlowym w Swiss Krono, gdzie zarobił w ubiegłym roku 105 tys. zł. Ma żonę i trzymiesięcznego synka.

Napisz komentarz »