REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Kochała cukiernictwo, kochała rodzinę

Opublikowano 29 marca 2019, autor: Piotr Piotrowski

Michalina Olender wraz z mężem założyła w Żaganiu pierwszą cukiernię w mieście po II wojnie światowej. Razem wykształcili kilka pokoleń cukierników. Zmarła po długiej chorobie, w wieku 94 lat.

M. Olender od 20 lat chorowała na Alzheimera. Zmarła 19 marca, w domu. Do ostatnich dni opiekowała się nią córka, Iwona, która poświęciła jej całe swoje życie.

– Mama byłą kobietą wielkiej wiary, wiele przeszła w życiu, bardzo mnie i rodzeństwu pomogła. Mimo że od kilku lat już nie mówiła i leżała w łóżku, dawała mi znaki, że jest wdzięczna za to, że jestem przy niej, że nie zostawiłam jej samej w chorobie – mówi Iwona Olender, której w opiece nad matką przydało się pielęgniarskie wykształcenie. – W ostatnich tygodniach jej stan się pogorszył, trafiła do szpitala. Ale zabrałam ją stamtąd do domu. Zmarła 19 marca, w dniu Św. Józefa, patrona ludzi pracy i rzemieślników. Sama była rzemieślniczką z krwi i kości. Umarła przy mnie.

 

Wielka miłość i cukiernicza pasja

Władysław  i Michalina poznali się podczas II wojny światowej. On był żołnierzem II Armii Krajowej, ona pracowała w administracji wojskowej. Gdy ją zobaczył, od razu się zakochał. Po kilku miesiącach odnalazł ją w Bydgoszczy, prosząc o rękę. Po wojnie, w 1946 roku, los sprowadził ich do Żagania. Z racji zawodu cukiernika, pan Władysław postanowił otworzyć pierwszą w mieście cukiernię i piekarnię – przy ul. Asnyka. On piekł i robił lody, żona stała za ladą. Olender założył też w mieście Cech Rzemiosł Różnych, któremu przewodził przez 27 lat.

– Ich lody robione wedle naturalnej receptury stały się słynne na cały region. Do tego pyszne bezy i ciastka tortowe – wspomina córka. – Do wyrobów rodzice używali pieca kaflowego, a nie jak dziś – elektrycznych. To też przekładało się na niepowtarzalny smak. Przez kilkadziesiąt lat działalności wykształcili kilka pokoleń w zawodzie cukiernika.

 

Synowie poszli w ich ślady

Życie Olendrów nie rozpieszczało. Pani Michalina mocno przeżyła śmierć swojego najstarszego syna, 18-letniego Andrzeja. Potem wychowanie pozostałej piątki dzieci łączyła z pracą w cukierni. W 1966 roku Olendrowie przenieśli cukiernię z Asnyka na 1 Maja, gdzie pan Władysław wypiekał ciasto do swojej śmierci, w 1995 roku. Cukiernię przejął syn, Robert. Drugi, Wojciech, otworzył cukiernię w Żarach, a wkrótce – również restaurację.

– Odeszła nie tylko moja ukochana mama, ale ikona żagańskiego rzemieślnictwa – mówi Wojciech Olender. – Dziękuję jej i mojemu ojcu za to, że mnie wykształcili w zawodzie, za to, że dali mi dobry start w życie zawodowe.

M. Olender najbliżsi pochowali 23 marca. Rodzina dziękuje wszystkim bliskim oraz przyjaciołom za udział w ostatniej drodze i proboszczowi Władysławowi Tasiorowi oraz księżom, Ryszardowi, Adamowi i Damianowi za piękną oprawę liturgiczną.

Napisz komentarz »