REKLAMA

Sport

Horror bez happyendu

Opublikowano 15 lutego 2019, autor: hakma

Po ubiegłorocznym sezonie, w którym Chroma lała wszystkich niemiłosiernie, a prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w barażach, tegoroczne rozgrywki na pewno są bardziej emocjonujące i praktycznie każdy mecz żarskich koszykarzy trzyma kibiców w napięciu do ostatniej sekundy.

 Nie inaczej było w sobotę (9.02). Do Żar przyjechała ekipa z Opola. Dotychczasowy wicelider nie zamierzał tanio sprzedać skóry i już od początku pokazał wszystkim, że jest bardzo dobrą drużyną i będzie z pewnością trudnym rywalem dla miejscowych. I choć gospodarze powinni być uskrzydleni po wiadomości, że w końcu skończyły się ich kłopoty finansowe, to po parkiecie snuli się z lekka ospali i jakby nieprzytomni.Goście szybko zdobyli kilkupunktową przewagę i spokojnie grali swoje. A w niezawodnej, dotychczas, żarskiej maszynie coś zgrzytało i trzeszczało, dlatego na parkiecie zamiast ciekawej gry było chaotycznie i nudno.

Brak Super Mario

Brak Mariusza Matczaka, pauzującego za trzy przewinienia technicznie i Dawida Kołkowskiego, leczącego od 3 tygodni kontuzję, był bardzo odczuwalny. Radek Barcz mimo ogromnych chęci i ambicji nie potrafił się odnaleźć na boisku. Widać było, że ma teraz w głowie zupełnie coś innego. Choć kapitan, Darek Kalinowski, próbował skleić całe towarzystwo i pociągnąć zespół za sobą, jak tydzień wcześniej, jego koledzy jakoś nie potrafili się dostroić. Do tego dochodziła zatrważająca nieskuteczność rzutów zza obwodu. I wynik był jaki był. Pod koniec pierwszej połowy Mariusz Małachowski w końcu złapał drugi oddech i zaczął rzucać skuteczniej, dlatego Chroma na przerwę schodziła przegrywając tylko dwoma punktami. Po rozmowie w szatni na boisko miała wrócić odmieniona Chroma. I wróciła. Ale chyba nie takiej zmiany spodziewali się kibice. Bo to przyjezdni wzięli się ostro do roboty i odjechali podopiecznym Łukasza Rubczyńskiego niczym Pendolino. W pewnym momencie żaranie przegrywali już 44:59. I wtedy, w 4. kwarcie, przy stanie 60:68, jak feniks z popiołów powstał Mariusz Małachowski, który zaczął rzucać jak natchniony. Nawet jakby grał w tym dniu arbuzem zamiast piłki, to pewnie trafiłby nim, stojąc na głowie i drapiąc się w kolano. Przy stanie 60:68 żaranie trafili 9 oczek z rzędu nie tracąc żadnego. Wyszli na jednopunktowe prowadzenie, choć pewnie w hali nikt się już tego nie spodziewał, zaranie podjęli rękawicę.

Emocje w końcówce

Walka zaczęła się od nowa. Ostatnie 30 sekund spotkania obyło się przy ogłuszającym dopingu kibiców i ogromnych emocjach na parkiecie. Przy remisie 71:71 do kosza trafili rywale z Opola i na 4 sekundy przed końcem prowadzili dwoma punktami. Wtedy Łukasz Rubczyński wziął czas i dokładnie rozrysował akcję swojej drużynie, która chciała ten mecz na pewno wygrać i z takim postanowieniem wróciła na parkiet. Po idealnym rozegraniu, piłkę na obwód dostał Harbarchuk i… niestety nie trafił. Chroma przegrała z AZS Politechniką Opolską 71:73 i spadła na pozycję wicelidera. Bohaterem spotkania był na pewno Mariusz Małachowski, który rzucił 33 punkty. Bardzo dobrze zaprezentował się również Marcel Kliniewski, który zdobył 15 oczek.

Chroma Żary 71-73 Weegree AZS Politechnika Opolska

(13-17,19-17, 20-26,19-13)

Napisz komentarz »