REKLAMA

Sport

Tańczący z piłkarzami

Opublikowano 25 stycznia 2019, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Piotr Makowski, 39-letni szkoleniowiec, w Sparcie Grabik grał od małego. W ubiegłym roku wprowadził grabiczan do A klasy. Teraz chce wywalczyć awans do okręgówki.

Czym dla pana jest piłka nożna?

Piłka nożna w moim życiu jest od zawsze. Jak każdy młody chłopak w tamtych latach zdzierałem kolana na podwórkowych „mistrzostwach”. W weekendy wraz z rówieśnikami kibicowaliśmy miejscowej Sparcie, pełni emocji podając piłki i nic więcej się wtedy nie liczyło. Gra w piłkę i jej trenowanie nauczyło mnie, moim zdaniem, bardzo ważnych rzeczy. Przede wszystkim dyscypliny, odpowiedzialności i tego, że nigdy nie należy się poddawać. Jak tylko zaczęliśmy regularnie trenować, w drużynie obowiązywała jedna zasada. Mogłeś się spóźnić do szkoły, mogłeś się spóźnić jak cię mama na obiad wołała, ale w żadnym wypadku nie mogłeś się spóźnić na trening czy mecz, a najlepiej jak byłeś na boisku już godzinę przed i czekałeś(śmiech). Po treningu, gdy opadły emocje i zmęczenie, człowiek czekał już na następny. Dzisiaj brakuje mi tego u młodych zawodników, wiadomo są jednostki, ale kiedyś, to cała drużyna tak miała. Uprawiając sport i poświęcając się mu w 100% z biegiem czasu staje się to pewnego rodzaju rytuałem (uzależnieniem), więc musisz iść na trening, pobiegać z ukochana „gałą”, bo po prostu źle się czujesz. Piłka nożna to potężna dawka emocji. Człowiek, który nie przeżywa emocji, nie żyje pełnią życia.

Zanim został pan trenerem był pan piłkarzem. Kiedy zaczął pan uprawiać sport, piłkę nożną?

Pochodzę z Grabika i z drużyną Sparty jestem związany od zawsze. Trenować zacząłem jako 12 latek w drużynie trampkarzy, bo niestety w klubie nie było młodszych grup. W miarę upływu czasu trafiłem jako młodzieżowiec do drużyny seniorów i przez kolejne lata byłem jej zawodnikiem, i tak zostało do dziś. Jako zawodnik nie byłem wirtuozem techniki, ale zawsze nadrabiałem ambicją, co było doceniane. Pamiętam jak dziś, mecz z sezonu 2006/07, gdy Sparta występowała w B klasie i w II rundzie Pucharu Polski trafiliśmy na mocny Promień Żary, to było naprawdę wydarzenie! Wygrywamy z nimi 3:2 i w trzeciej rundzie do Grabika przyjechała trzecioligowa Arka Nowa Sól. Ja, jako 17 latek po prostu nie wierzyłem w to, co spotkało drużynę tułająca się po B i A klasie. A gdy trener Stefańczyk przedstawił meczową 18, w której się znalazłem, było to niesamowite uczucie. To był emocjonujący mecz. który niestety przegraliśmy w dogrywce, ale sensacja wisiała w powietrzu. To właśnie dla takich chwil i wspomnień warto trenować i grać.

W jakich klubach był pan trenerem?

Jako trener zaczynałem w Sparcie Grabik w 2008 roku będąc jej zawodnikiem prowadziłem wtedy drużynę juniorów niestety ze względów zawodowych musiałem na pewien czas zaprzestać. Po tym jak klub nie przystąpił do kolejnego sezonu rozgrywek IV ligowych i wylądował w „B” klasie, przyjąłem funkcje trenera, lecz wtedy to jeszcze nie był ten czas i klimat, więc po roku zrezygnowałem. Następnie zacząłem pracę w UKS Promień Żary, gdzie spędziłem kilka lat jako trener drużyny żaków, a następnie orlików. W międzyczasie pojawiła się znowu propozycja objęcia posady trenera B klasowej Sparty Grabik. Nie zastanawiałem się zbyt długo i przyjąłem ją. Jakiś czas później założyłem drużynę żaków w klubie i zakończyłem współpracę z UKS Promień Żary. Od tego momentu jestem nieprzerwanie trenerem w KS Sparta Grabik, prowadząc dwie drużyny tj. seniorów i orlików.

Czy bycie trenerem jest łatwiejsze, od bycia piłkarzem?

Jestem młodym trenerem, wciąż się uczę i zbieram doświadczenie, ale uważam, że bycie trenerem jest jednak trudniejsze. Sama odpowiedzialność, która spoczywa na osobie trenera potrafi przytłoczyć, a nie można tego w żadnym wypadku uzewnętrzniać. Zakres wiedzy teoretycznej i praktycznej, jaki trzeba posiadać na wielu płaszczyznach, jest naprawdę ogromny. Trener wchodzący do szatni naładowanej testosteronem, musi naprawdę wzbudzać szacunek wśród zawodników, by można był stworzyć z nich prawdziwą drużynę. Jestem człowiekiem otwartym i szczerym, co niekiedy jest moim przekleństwem, ale myślę, że właśnie te cechy i profesjonalizm pomagają mi na zyskać szacunek i zaufanie wśród zawodników, a co za tym idzie nasza współpraca układa się dobrze.

Czy trudniej się prowadzi drużynę z ławki trenerskiej czy łatwiej grać na boisku jako piłkarz?

Zdecydowanie łatwiej, gdy jest się na boisku, bo to od ciebie zależą losy meczu, możesz sam rozstrzygnąć jego wynik. Trener na ławce musi w pełni zaufać zawodnikom i liczyć, że wykonają wszystkie założone cele bezbłędnie, a nie zawsze to się udaje. Jestem człowiekiem ekspresyjnym, więc często, gdy mecz nie układa się tak jak założyliśmy, widać jak „tańczę” przy linii bocznej, bo z chęcią sam wbiegłbym na boisko.

Sparta w ubiegłym sezonie awansowała do klasy a teraz walczy o awans do klasy okręgowej. Jak udało się panu zbudować drużynę, która w każdym meczu potrafi zawalczyć z najlepszymi?

Jestem człowiekiem otwartym i szczerym i próbuję otaczać się także takimi ludźmi. Na tym etapie rozgrywek nie ma zawodowstwa, które wymusza na zawodniku wykonywanie określonych rzeczy, więc podstawa to zbudować drużynę, w której znajdą się ludzie, dla których Sparta będzie tak samo ważna jak dla mnie. Przez prawie cztery lata mojej pracy trenerskiej, przez klub przewinęło się mnóstwo zawodników i to nie byle jakich, ale nie ze wszystkimi znaleźliśmy tę więź. Przychodząc do klubu postawiłem sobie jeden cel, mianowicie zebrać wszystkich chłopaków pochodzących lub związanych z Grabikiem, a także takich, którzy zostawili tu kawał serca i nadal chcą coś dać temu klubowi. W dużym stopniu udało mi się to zrealizować, lecz niestety, by myśleć o wyższych celach potrzebne były wzmocnienia i tu ukłon w stronę Piotra Chmielewskiego, który zawsze jest przy klubie i pomaga, jak tylko może, dzięki czemu dołączyło do nas kilku zawodników, a to pomogło nam stworzyć naprawdę fajną ekipę. Połączenie doświadczenia, młodości i zawodników, którzy mają trochę mniejszy staż grania, pozwoliło na stworzenie naprawdę ciekawej drużyny. Klimat, który jest w szatni, naprawdę cementuje i pozwala na to by na boisku podjąć walkę z każdym.

Życie sportowca zarówno piłkarza jak i trenera nie jest łatwe. Treningi, wyjazdy w sobotę i niedzielę. Jak udaje się panu pogodzić życie na walizkach z życiem rodzinnym?

Rzeczywiście nie jest łatwo. Do tego jeszcze dochodzi praca zawodowa i to, że jestem licencjonowanym trenerem Polish Soccer Skills, co wiąże się z tym, że w ciągu roku wyjeżdżam na szkolenia i obozy na ok dwa tygodnie, ale z czasem udało mi się pogodzić to wszystko. Wiadomo rodzina jest najważniejsza i gdy tylko mam okazję, to każdą chwilę jej poświęcam. Nie mniej jednak, w czasie sezonu jest ciężko wygospodarować tyle czasu ile bym chciał poświęcić żonie i synom. To jest specyfika pracy trenera. Żona Katarzyna na początku naszej znajomości nie była w stanie zrozumieć jak można się tak poświęcać jakiejś grze? Wtedy jeszcze byłem czynnym zawodnikiem. Ale z upływem czasu zrozumiała, że jest to po prostu moje życie i wspiera mnie w tym jak tylko może. Tak samo mogę liczyć na wsparcie moich synów Michała (11l) i Gracjana (6l), którzy kibicują mi podczas meczów, a Michał na bieżąco śledzi poczynania Sparty i sam jest zawodnikiem drużyny Orlików, więc spędzamy wspólnie na boisku bardzo dużo czasu. Wsparcie rodziny jest niewątpliwie bardzo ważne, gdyż jest mnóstwo takich sytuacji na boisku, czy poza sportowych związanych z drużyną, że człowiekowi odchodzi ochota i wtedy dobre słowo kogoś bliskiego stawia na nogi.

Na pewno po treningach i meczach analizuje pan spotkania, co na pewno pochłania sporo czasu

Zawsze gdy emocje opadną wieczorem staram się usiąść i przeanalizować to zrobiliśmy źle, ale także znaleźć pozytywy, by przy okazji następnego treningu porozmawiać o tym z zawodnikami i wyciągnąć wnioski. W tej rundzie zamierzam wykorzystać taką opcję, jak analiza wideo, więc to na pewno pochłonie jeszcze więcej czasu. Jestem trenerem, który chce się rozwijać, zdobywać nowe doświadczenia i wiedzę, więc staram się wykorzystywać wszystko, co może ulepszyć moja pracę i wszelkie nowości jakie pojawiają się na szerokiej arenie piłkarskiej.

Czy ma pan gotową receptę na sukces? Bo styl, w jakim gra Sparta, na pewno jest także pana zasługą.

Chciałbym mieć taka receptą, jak pewnie każdy trener. Niestety, sukces to zbiór wielu składowych, niewątpliwie znaczące jest z jakimi zawodnikami przychodzi nam pracować i w jakiej atmosferze. Jeżeli mamy zawodników, którzy wierzą w filozofię trenera i są w stanie mu zaufać, to wtedy tylko trzeba poświęcić się ciężkiej konsekwentnej pracy, a na pewno przyniesie to efekty.

Rozmawiała: Małgorzata Fudali Hakman

Napisz komentarz »