REKLAMA

Polityka

Kto zawiódł w PiS

Opublikowano 07 grudnia 2018, autor: Norbert Królik

A także o sumieniu, kasie na sport i dotacjach dla Sokoła rozmawiamy z Tadeuszem Płóciennikiem, radnym miejskim PiS i byłym kandydatem na burmistrza Żar.

Radni nie chcieli pana na przewodniczącego Rady Miasta, na wiceprzewodniczącego, a nawet nie pozwolili panu pracować w komisji. O co chodzi?

Trudno odpowiedzieć. Nie wiem, może jestem taką osobą odpychającą, niewybieralną… Żartuję. Myślę, że osoby, które podjęły te decyzje, zastanowią się, bo nie jestem przekonany, czy są one zgodne ze statutem. Gdy byłem w starostwie, obowiązkiem każdego radnego była praca w dwóch komisjach. Nigdy nie było tak, że jak ktoś chciał pracować w jakiejś komisji, to mu zabraniano. Pan Jacek Stroynowski chciał pracować w komisji rewizyjnej, więc ja zrezygnowałem i zrobiłem mu miejsce, a sam chciałem dopisać się do komisji wniosków, skarg i petycji. Przewodniczący zarządził, że będzie głosowanie nad poszczególnymi kandydaturami. I po głosowaniu zgodnie z sumieniem było 11 do 10 za tym, żebym nie mógł pracować w komisji skarg i petycji. Nie rozdzieram szat. Trudno. Będę robił swoje.

To w jakiej komisji pan będzie pracował?

W komisji oświaty, kultury i sportu.

I co tam pan będzie chciał zrobić?

Wiadomo, że osobą wiodącą w tej komisji jest pan Robert Dziadul, który został wybrany przewodniczącym. Z mojej strony będę zmierzał do tego, żeby wprowadzić taką koncepcję sportu, której chce społeczeństwo. Wiadomo, że zainteresowanie piłką nożną będzie zawsze, ale myślę, że Żary, jako 40-tysięczne miasto i ośrodek przemysłowy, powinny mieć jeszcze dwie dyscypliny zespołowe na dobrym poziomie, wtedy potrzeby mieszkańców będą zaspokojone.

Czy milion złotych, które miasto przeznacza na sport, to wystarczająca kwota i czy zasady rozdzielania tych pieniędzy są według pana przejrzyste?

Te zasady nie są do końca jasne i nie są to duże pieniądze. Milion złotych to ładnie brzmi, ale gdy te pieniądze podzieli się na taką ilość klubów, to są to krople w morzu i one znikają.

To ile pieniędzy Urząd Miasta według pana powinien przeznaczać na sport?

Na sport młodzieżowy ten milion to kwota wystarczająca. Jeżeli chodzi o sport wyczynowy, to wiadomo, że wchodzę w grę kontrakty i wydatki są znacznie wyższe. W czasach, gdy Sokół grał w pierwszej lidze piłki ręcznej, nasz budżet wahał się w granicach 400 tys. zł na sezon, czyli jeżeli w mieście chcemy mieć dwa albo trzy kluby na poziomie wyczynowym, to drugi milion powinien iść na ten cel. Wiadomo, że obecnie obowiązujące przepisy w mieście uniemożliwiają przeznaczanie pieniędzy z dotacji na finansowanie kontraktów i tego brakuje. Państwo zrzuciło z siebie obowiązek sponsorowania klubów przenosząc to na sponsorów. Na ile to jest trwałe rozwiązanie, widzimy po koszykarzach z Chromy. A w sporcie potrzebna jest ciągłość. Takie balansowanie, że dzisiaj klub jest, a jutro go nie ma, to tak naprawdę oszukiwanie tych młodych ludzi, którym się stwarza jakąś wizję, stawia coraz wyższe wymagania.

A wracając do polityki. Kto w pana drużynie Prawa i Sprawiedliwości zawiódł, a kto się wyróżnił?

Pierwszy raz zaangażowałem się tak mocno w organizację kampanii wyborczej. Osobą wiodącą był Tomasz Czajkowski, który jest zawodowym politykiem i ma duże doświadczenie. Zdobyliśmy w mieście 5 mandatów, więc uznajemy to za sukces. Natomiast pani Magdalena Lenczyk, która startowała z naszej listy i po wyborach nas zostawiła, twierdząc, że głosuje zgodnie ze swoim sumieniem, niech się z własnym sumieniem rozliczy. Na pewno zawiodła swoich wyborców, bo szła pod sztandarem Prawa i Sprawiedliwości. Mogła przed wyborami stwierdzić, że jej nie po drodze z nami. A my nic wielkiego nie wymyślamy. Chcemy czystego powietrza, chcemy mieć dobre szkoły, chcemy mieć ładne, czyste i zielone miasto. To nie są rzeczy, które są wymyślone, żeby komuś zrobić na złość. Pani Lenczyk osłabiła nasz klub, ale nie załamujemy rąk, idziemy dalej. Wśród naszych radnych są osoby dobrze przygotowane merytorycznie, które są aktywne.

Żałuje pan, że nie został burmistrzem?

Nie. Nie cierpiałem na przerost ambicji. Przystępując do tego zadania, wiedziałem, że coś mogę zmienić w Żarach. Ponadto moim darem od Boga jest umiejętność współpracy z ludźmi, która jest bardzo ważna przy pełnieniu tego rodzaju funkcji.

Jak ocenia pan pracę burmistrz Danuty Madej?

Trudno to oceniać z perspektywy radnego, bo nasza kadencja dopiero się rozpoczęła. Na pewno uważnie będziemy się przyglądać działaniom podejmowanym przez panią burmistrz i podległych jej pracowników.

Co pan sądzi o wyborze Józefa Radziona na starostę powiatu żarskiego?

W starostwie wybrano ludzi, nie patrząc na klucz partyjny i chwała im za to. Starostą został człowiek, według mnie, jedyny nadający się w tym momencie na to stanowisko.

Złośliwi zarzucają panu, że jako szef MKS Sokół i radny powiatowy wpływał pan na przyznawanie dotacji dla klubu przez Starostwo Powiatowe. Co pan na to?

To jest do sprawdzenia, jakie ogromne kwoty ja z tego Sokoła wyciągnąłem. W latach, gdy Sokół stanął nad przepaścią, zostałem właściwie sam. Pomógł mi pan Marek Przedwojski i udało nam się ten klub uratować. Kwoty, jakie Sokół otrzymywał, są do sprawdzenia. Myśmy dostawali od 20 do 50 tys. zł dotacji na rok.

Czy to prawda, że pana syn zajmuje się księgowością w Sokole?

Nieprawda. W tej chwili prezesem w Sokole jest Robert Nowaczyński, wiceprezesem Karol Holski, ja jestem członkiem zarządu. Syn od kilku lat społecznie prowadzi zajęcia w Prusie. Ma uprawnienia do trenowania piłki ręcznej. Nie dostaje za to żadnych pieniędzy. Jedyną gratyfikacją dla niego jest uścisk dłoni od ojca.

Napisz komentarz »