REKLAMA

Sport

Wytrwałość i ambicja

Opublikowano 07 grudnia 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Grzegorz Tychowski ma 31 lat i jest jednym z najmłodszych trenerów w klasie okręgowej. Od dwóch lat jest szkoleniowcem pierwszego zespołu Promienia Żary, który stara się w tym roku wrócić do 4. ligi. Po rundzie jesiennej żaranie zajmują drugie, premiowane awansem miejsce w tabeli okręgówki.

Kiedy zaczął pan uprawiać sport, piłkę nożną?

Sport w moim życiu jest od samego początku, interesowałem się nim od dziecka. W sumie nie było wyboru. Nie było powszechnego dostępu do komputerów, więc w szkole i po szkole graliśmy w piłkę. Dodatkowo mój starszy brat Andrzej trenował w Promieniu, dlatego naturalne było, że złapałem bakcyla. Nie było orlików, boisk ze sztuczną nawierzchnią, ładnych strojów i różowych butów. Była za to pasja do piłki. Graliśmy na betonie i zawsze byli chętni do gry. Teraz tego nie ma. Brakuje grania podwórkowego. Jako trener uważam, że jest to największy problem szkolenia młodzieży. Kiedyś młody chłopiec przychodził do klubu i był wszechstronnie rozwinięty, potrafił biegać, przyjąć, podać piłkę, a co najważniejsze potrafił dryblować, bo nauczył się na podwórku w naturalnych warunkach. Teraz rodzic przyprowadzi dziecko dwa razy w tygodniu na trening i oczekuje, że będzie drugim Lewandowskim.

Jak przebiegała pana kariera piłkarska?

Przygodę z piłką zaczynałem w pierwszej klasie podstawówki w Promieniu u trenera śp .Zygmunta Górskiego. Przeszedłem wszystkie szczeble szkoleniowe od młodzików do seniorów. Występowałem na poziomie czwartej i trzeciej ligi. Promień to mój klub, tu poznałem fajnych ludzi, tu przeżyłem fajne chwile, jak awans do trzeciej ligi i te mniej miłe, jak spadek do okręgówki. Poza Promieniem grałem epizodycznie w zespołach z regionu, jak Sparta Grabik, Carina Gubin czy Błękitni Olbrachtów.

Szybko pan zakończył karierę piłkarską i zajął się trenowaniem.

Bakcyla do trenerki złapałem na studiach, na AWF we Wrocławiu. Grałem jeszcze w piłkę, ale coraz bardziej ciągnęło mnie do trenowania. Wiele mogłem podpatrzyć od trenerów, którzy na co dzień byli związani ze Śląskiem Wrocław. Pierwsze kroki stawiałem w Akademii „Młody Talent” Sebastiana Dudka, potem były grupy juniorskie w Promieniu, drużyna rezerw i teraz pierwszy zespół.

Czy bycie trenerem jest łatwiejsze od bycia piłkarzem?

Zdecydowanie nie, są to dwie oddzielne rzeczy. Piłkarza interesuje trening i mecz. Po treningu czy po meczu, myślami jest już gdzie indziej. Trener natomiast planuje, analizuje, szuka rozwiązań najlepszych dla zespołu. Tym bardziej w klubach amatorskich musi szeroko patrzeć na obowiązki trenera. A co najważniejsze w moim przekonaniu musi, starać się doprowadzić do sytuacji, aby grupa dwudziestu facetów ze sobą funkcjonowała. Aby każdy z nich czuł, że jest potrzebny zespołowi. Bo każdy, chce grać, każdy z nich ma ambicję, a miejsc na boisku jest 11. Każdy zawodnik po to trenuje, żeby grać w pierwszym składzie. Nie znam piłkarza, który godziłby się z rolą rezerwowego. I to mnie cieszy, bo zawodnik ambitny się nie podda, będzie walczył do końca. Dlatego uważam, że jest to ważne. Nie wiem, czy nie ważniejsze od aspektów motorycznych, technicznych czy taktycznych.

Na pewno po treningach i meczach analizuje pan spotkania, co na pewno pochłania dużo czasu.

Oczywiście, że tak. Trenujemy 3 razy w tygodniu, do tego mecze. Przygotowanie się do meczu czy do treningu też wymaga czasu. Odpowiednie zaplanowanie pracy jest bardzo ważne. W jaki sposób i nad czym zespół będzie pracował. Z kim graliśmy, a z kim gramy. Jest to czasochłonne, ale lubię, to co robię. Jestem młody, trenerka i piłka nożna to moja pasja, ciągle sie uczę i rozwijam. Zdaję sobie sprawę z tego, że popełniam błędy, ale nie popełnia ich ten kto nic nie robi.

Zespół Promienia Żary próbuje po raz kolejny awansować do 4. ligi. Czy w tym roku w końcu się uda?

Jest to nasz trzeci sezon w klasie okręgowej i mam dużą nadzieję, że ostatni. W poprzednim sezonie było bardzo blisko, w tym natomiast musimy zrobić wszystko, żeby wrócić do 4. ligi. Jest to nasz obowiązek. Żary i Promień muszą mieć minimum 4. ligę. To nie ulega wątpliwości. Wiem, że łatwo się mówi, że Promień powinien wszystko wygrywać po 10-0, że kibice mają duże wymagania, ale to jest piłka. Nikt przed nami się nie położy, nikt nie odda nam punktów za darmo. Jesień pokazała, jak ciężko nam się grało, bo każdy na nazwę „Promień” mobilizuje się podwójnie. Bez ciężkiej pracy, odpowiedniego przygotowania i podejścia, będzie ciężko. Runda wiosenna będzie jeszcze trudniejsza. Musimy patrzeć do przodu, ale też za siebie. Czarni Żagań i Odra Nietków depczą nam po piętach. Mamy dobry zespół, chłopaki potrafią grać w piłkę, dlatego jestem pozytywnie nastawiony.

Czy ma pan gotową receptę na sukces? Bo styl w jakim gra Promień na pewno jest pana zasługą.

Marzy mi się Promień z pierwszą drużyną na poziomie stabilnej 3 ligi, z drużynami juniorskimi walczącymi o Centralną Ligę Juniora, ze strukturą szkoleniowo- organizacyjną. Gdzie każda grupa młodzieżowa ,będzie tak samo ubrana, będzie mogła pojechać na obóz. Później ta młodzież zasili pierwszy zespół. Jestem przekonany, że jako Promień możemy być wiodącym klubem w naszym województwie. Wiadomo, ciężko nam się równać do Zielonej Góry czy Gorzowa. Nie zrobi się tego w 2-3 lata. Wymaga to czasu, pracy i pieniędzy wielu osób. Trenerów,działaczy, rodziców, miasta, ale jest to do zrobienia. Trzeba działać, a nie marudzić i narzekać, że się nie da. Musimy cierpliwie robić swoje. Zawsze dążę do tego, żeby zespół starał się grać w piłkę. W Promieniu zawsze do tego przykładano dużą uwagę. Jestem tak nauczony i chciałbym, żeby mój zespół potrafił wymienić więcej niż trzy podania. Do tego trzeba mieć również piłkarzy o odpowiednich umiejętnościach. 90% spotkań gramy w ataku pozycyjnym, mamy duże posiadanie piłki, jesteśmy przez to narażeni na kontry, takie jak np. w meczu z Unią Kunice, po której straciliśmy bramkę. Wiem, że starsi kibice chcieliby, żebyśmy grali „lagę” od bramkarza do napastnika, tak jak gra większość drużyn w tej lidze, ale ja tak nie chcę grać. Piłkarze muszą potrafić rozpocząć akcję, zbudować i ją zakończyć. Chcę, żeby wiedzieli jak zachowywać się w obronie, a jak w ataku. Muszą być zorganizowani. Recepty na sukces chyba nie ma nikt. Nawet Guardiola czy Mourinho. Wiem natomiast, że ciężka praca, wytrwałość i ambicja doprowadzi do wyznaczonego celu. Celem mojego zespołu jest awans. Wszyscy w klubie tego chcemy.

Napisz komentarz »