REKLAMA

Sport

Sianko i granko

Opublikowano 07 grudnia 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Trzeba wiedzieć, co się chce napisać. Zazwyczaj wiem. Ale teraz kłębią mi się w głowie różne pomysły. Dlaczego?

 Bo zobaczyłam na mikołajkowym turnieju dzieciaczków prezesa LZPN. Przyjechał do Żar, jak kino objazdowe i miałam takie wrażenie, że z jego talentem aktorskim spokojnie mógłby wystąpić w jakimś horrorze pt: „Robert Nożycoręki” albo „Robert i świątynia zagłady”? Bo instytucja, którą kieruje (to dopiero eufemizm) pan prezes, chyli się ku upadkowi. Działania pozorowane typu: dam 8 piłek i plastrony, to się odczepią, są w modzie. Najlepsze jest jednak rozdawanie odznaczeń PZPN i LZPN na prawo i lewo. Jakie są kryteria przyznawania odznak od brązowych po diamentowe, ni cholery nie wiem. Za to szczęka mi niejednokrotnie opada, jak widzę, kto te znaczki dostaje. Takie wyróżnienie powinno być dla człowieka, który daje z siebie wszystko i robi to bezinteresownie. Takich działaczy mamy w okolicy sporo. Ale wydaje mi się, że najpierw odznaczenia dostają krewni i znajomi królika, a potem cała nic nie znacząca reszta. Ujęła mnie wypowiedź Grzegorza Laty, który stwierdził, że nie chce żadnych medali i wyróżnień, że ma brązową odznakę (czyli najniższą) i jest ona wystarczającą nobilitacją. A przecież zasługi ma ogromne. Jednak dla tych prawdziwych działaczy, którzy poświęcają wszystko dla sportu, taki znaczek to naprawdę powód do dumy. Kluby mogą wystąpić o nadanie wyróżnienia, ale zawsze decyduje związek. Dlaczego pierś wypinają do odznaczeń ludzie, którzy pracują w klubach za pieniądze i nie utożsamiają się z piłką nożną? Przecież oni są w klubach w myśl powiedzenia Janusza Wójcika: „Jest sianko, jest granko, nie ma sianka, nie ma granka”.

Sporo klubów w naszym województwie ma problemy finansowe. Solidne firmy padają na pysk, ciągnąc na dno sport lubuski. Żarscy futsalowcy pod koniec roku zaczną w końcu grać. Apel prezesa pomógł na tyle, że w tym sezonie zagrają w 2. lidze dolnośląskiej, która ma tyle z futsalem wspólnego, co ja z baletem gruzińskim. Ich losy ważą się jednak i nie wiadomo, czy to nie jest odkładanie nieuchronnego. Czy kolejny klub zniknie z mapy sportowej i nikt po nim nie zapłacze? To samo jest z całym sportem. Niepojęte, że finansowanie klubów, które mają ambicję i chęć grania w rozgrywkach centralnych, akurat u nas jest nierozwiązywalne. A wystarczy rozglądnąć się po Polsce: Puławy, Mielec, Nieciecza, Głogów czy Lubin (mogę przytaczać tu wiele przykładów), gdzie rozwiązano problem sponsoringu wzorowo. To nie miasto utrzymuje kluby grające w rozgrywkach centralnych. To ogromne zakłady przemysłowe, które mają siedzibę w tym miejscowościach, wykładają ogromną kasę na sport. Ale to miasto wymogło na sponsorach takie zaangażowanie. To urząd był pośrednikiem między sponsorem a klubami. To burmistrzowie i prezydenci rozdają karty.

A u nas jak jest, każdy widzi. Pozostawieni samym sobie, działacze biegają od Annasza do Kajfasza, żebrząc o kasę. A potencjalny sponsor ma to gdzieś. Daje kasę klubom z daleka. Wywala miliony dla grajków, których mieszkańcy miasta może nigdy nie zobaczą na żywo. Te kluby bez pieniędzy tego sponsora miałyby takie samo nic jak u nas. A tak, kręci się karuzela bylejakości. Mielimy tymi biednymi klubikami, odcinając kupony od dawnej sławy, wzbudzając powszechną litość i niedowierzanie. Bo jak można być i nie mieć? Można. Nawet bardzo. I to nie ja chcę zabić sport w naszym regionie. Mam konkurencję o wiele potężniejszą.

Często staję w oknie i patrzę z góry (5 piętro) na to, co się dzieje przed moimi oczami. Myślę, że nie jest tutaj tak źle. I tylko nieraz nachodzi mnie refleksja, że nieraz trzeba odwagi i uporu, żeby zrobić coś dobrego. Nieraz nie można zachowywać się dyplomatycznie i robić sobie fejm w Internecie. Ale nieraz trzeba tupnąć obcasikiem i pokazać, że ma się jaja, nie zwalać odpowiedzialności na innych, a wtedy będzie naprawdę dobrze.

Napisz komentarz »