REKLAMA

Sport

Pokora i ciężka praca

Opublikowano 30 listopada 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Grzegorz Borkowski, trener i były piłkarz Piasta Iłowa, ma 47 lat, żonę Agnieszkę i syna Dawida, który gra w drużynie prowadzonej przez swojego tatę. Zespół, który prowadzi, jest rewelacją klasy okręgowej. Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie Borkowski wprowadzi klub do 4. ligi.

Czym dla pana jest piłka nożna?

Ukochany sport od dzieciństwa, w szkole, na podwórku od zawsze uwielbiałem grać w piłkę. Piłka nożna stała się dla mnie drugą miłością i pasją, która trwa do dnia dzisiejszego.

Zanim został pan trenerem, był pan piłkarzem. Kiedy zaczął pan grać w piłkę nożną?

Zacząłem grać późno, bo mając już 16 lat. Wtedy za namową mojego pierwszego trenera Ryszarda Trybusa, zacząłem grać w juniorach w Iskrze Wymiarki. Po rozegraniu kilku meczów zostałem powołany do drużyny seniorów, która wówczas grała a A-klasie. Potem dostawałem powołania do kadry województwa. Moja gra została zauważona i zainteresował się mną Piast Iłowa. Pierwsze podejście zakończyło się fiaskiem, gdyż działacze z Wymiarek nie wyrazili zgody na moje przejście. Lecz już rok później, wiosną 1994 roku zostałem zawodnikiem Piasta Iłowa, który wówczas występował w III lidze. Wtedy tak naprawdę zaczęło się prawdziwe granie. Mogłem się sprawdzić na tle dobrych zawodników. Wiosną 1999 roku zostałem wypożyczony do Czarnych Żagań, ale po półrocznym pobycie musiałem wrócić do Iłowej, po czym znów zostałem wypożyczony do Unii Żary Kunice, gdzie walczyliśmy wówczas o historyczny awans do III ligi, który niestety nam się nie udał. Po rocznych występach w Unii, wróciłem do Iłowej. Po spadku do klasy okręgowej klub borykał się z różnymi problemami, aż w końcu doszło do rozwiązania drużyny. W 2005 roku broniłem barw Garbarni Leszno Górne, z której następnie przeniosłem się do Lubania grając w tamtejszej IV lidze. Po rozwiązaniu Piasta Iłowa powstał nowy klub Vitrosilicon Iłowa, który zaczynał rozgrywki od najniższego szczebla rozgrywek. Po propozycji z Iłowej zdecydowałem się na grę w obecnie B-klasie i poprzez wszystkie sezony w których corocznie awansowaliśmy do wyższej klasy rozgrywkowej aż do sezonu 2009/10 w którym występowaliśmy w III lidze.

To bardzo bogate życie piłkarskie nigdy się panu nie znudziło?

Po spadku Iłowej z 3. ligi postanowiłem coś zmienić w moim życiu. W sezonie 2010/11 dostałem propozycję pracy jako grający trener Victorii Ruszów. Mimo iż wcześniej byłem trenerem w rezerwach Piasta oraz przez długi okres prowadziłem w Iłowej grupę trampkarzy starszych, to było dla mnie duże wyzwanie i tak naprawdę pierwsza samodzielna praca jako trener w innym klubie. Rola grającego trenera była bardzo trudna do pogodzenia, więc z czasem zacząłem skupiać się tylko na pracy trenerskiej, wiedząc, że wiążę z tym swoją dalszą przygodę z piłką nożną. Następnie pracowałem jako trener w Koronie Kożuchów oraz Orle Konin Żagański. Po dobrym okresie spędzonym w Koninie zaproponowano mi objęcie funkcji trenera w obecnym Piaście Iłowa. Długo się nie zastanawiając i nie ukrywam z wielką chęcią, zgodziłem się i mogłem wówczas zacząć budowanie zespołu. Podczas pracy w poprzednich klubach jako trener, mimo porażek, to dużo się nauczyłem i na pewno się jeszcze uczę. Wiem, że pokora i ciężka praca na treningach daje efekty. Starałem się zbudować zespół, który będzie pasował do mojej wizji gry i to chciałem zaszczepić w swoich zawodnikach. Dość dobra frekwencja na zajęciach oraz duże zaangażowanie całej drużyny sprawiły, iż niedużo brakło, abyśmy awansowali już w poprzednim sezonie do IV ligi. Spędzanie czasu z zespołem w szatni, poczucie smaku zwycięstwa, porażki to wszystko sprawia, że kocham to co robię.

Czy bycie trenerem jest łatwiejsze od bycia piłkarzem?

Myślę, że trudniejsze. Grając mogłem pomóc bezpośrednio drużynie na boisku. Teraz moja rola się zmieniła. Przygotowanie się do meczu wygląda zupełnie inaczej. Jestem z zespołem cały czas, ale nie mogę wbiec na boisko. Staram się na odprawie w przerwie oraz podczas trwania meczu pomagać jak tylko potrafię.

Z tego wynika, że trudniej prowadzi się drużynę z ławki trenerskiej?

Myślę, że łatwiej grać na boisku niż prowadzić drużynę jako trener. Zawodnik dostaje określone zadania do wykonania na boisku i stara się je realizować. To tak naprawdę on decyduje o wszystkim podczas trwania meczu co sprawia, że gra jest przyjemna nawet jeśli coś nie wychodzi. Na pewno łatwiej jest prowadzić zespół z ławki rezerwowych niż jako grający trener. Z ławki więcej widać i można na bieżąco reagować na poczynania zespołu. Grając czasami za bardzo skupiany się na sobie niż na grze całego zespołu.

Zespół Piasta Iłowa jest rewelacją rozgrywek klasy okręgowej. Jak udało się panu zbudować drużynę, która w tej rundzie przegrała tylko jedno spotkanie?

W okresie letnim doszło do dużych zmian kadrowych w naszym zespole. Szukaliśmy takich zawodników, którzy by pasowali do naszego stylu gry, takiego który prezentowaliśmy w poprzednim sezonie. Kluczem również do dobrej gry, jest dobór takich zawodników, którzy chcą grać dla Iłowej, którzy w każdym meczy dają z siebie wszystko. Bardzo ważną i istotną rzeczą jest nasz trzon zespołu w postaci doświadczonych zawodników: Mateusz Góral, Maciej Koseła i Andrzej Bagiński. To tak naprawdę dzięki nim, nowi piłkarze, którzy dołączyli do nas, tak łatwo wprowadzili się do zespołu. Mamy bardzo zdolną młodzież, która z meczu na mecz pokazuję się z coraz lepszej strony. Staram się, żeby zawodnicy rozumieli, iż lepiej jest grać razem, że grając zespołowo, łatwiej osiągnąć cel. Indywidualności na pewno są istotne, ale najważniejsze dla mnie jest dobro drużyny i na tym się skupiam. Chcemy grać tak jak trenujemy na treningach. Koncentracja, zaangażowanie i dyscyplina taktyczna, również bardzo pomagają osiągnąć dobry wynik. W każdym meczu chcemy dominować, zepchnąć przeciwnika do defensywy, stwarzając sobie dużo sytuacji podbramkowych, a dzięki temu strzelać dużo bramek, przynajmniej jedną więcej niż przeciwnik (śmiech).

Życie sportowca, zarówno piłkarza, jak i trenera nie jest łatwe. Treningi, wyjazdy w sobotę i niedzielę. Jak udaje się panu pogodzić „życie na walizkach” z życiem rodzinnym?

Dokładnie tak, ciężko jest pogodzić życie rodzinne z pasją, która pochłania sporo czasu. W moim przypadku do pracy dojeżdżam ponad 60 km, zostaję w Iłowej po pracy kilka razy w tygodniu i przygotowuję trening na boisku. Do tego jeszcze dochodzą mecze w weekendy oraz różnego rodzaju przygotowania, analizy meczów, więc tego czasu dla rodziny zostaje niewiele. Żona mnie bardzo wspiera w tym co robię, nie tylko teraz, ale od początku naszej znajomości, jak byłem jeszcze piłkarzem. Są dni, że praktycznie spotykamy się tylko w sypialni. Syn studiuje oraz gra w Piaście, więc też na weekendy widzimy się tylko przy okazji rozgrywania meczów. Staramy się, mimo wszystko, spędzać każdą wolną chwilę razem. Bardzo często robimy wspólne przejażdżki rowerami oraz innego wycieczki, wyjścia do kina czy kawiarni. W okresie przerwy zimowej staramy się nadrobić czas, który pochłania piłka w trakcie sezonu.

 

Czy ma pan gotową receptę na sukces? Bo styl, w jakim gra Piast, na pewno jest także pana zasługą.

 

Na pewno takiej recepty nie ma. Chcę żeby zespół uwierzył w to, co chcę im przekazać, swoją pracą i zaangażowaniem. Chcę ich przekonać do siebie i sprawić, żeby uwierzyli, że to co robimy jest ważne i przynosi efekty. Staram się zawsze zachować balans miedzy ciężką pracą na treningach, a wypoczynkiem. Odpoczynek jest bardzo ważny. Myślę również, że szczegóły są niezwykle istotne, bo dzięki nim wygrywa się spotkania. Myślę tutaj o poruszaniu się na boisku, czy stałych fragmentach gry. Jak zawodnicy wiedzą co trener od nich oczekuje, to łatwiej im się gra. Istotną rzeczą jest koncentracja podczas treningu, co potem jest widoczne podczas meczów. Taka koncentracja pomaga w realizowanie celów podczas gry. Czasami głowa musi bardziej pracować niż nogi. Jeżeli ta recepta się sprawdzi, to będę bardzo zadowolony.

 

Dziękuję za rozmowę

 

Napisz komentarz »